Koronawirus zostanie z nami na zawsze?

Walka z wirusem SARS-CoV-2 wywołującym chorobę COVID-19 doprowadziła nie tylko do dramatycznej sytuacji w wielu regionach Europy i świata, ale też pojawienia się alternatywnych hipotez odnośnie pochodzenia patogenu i metod jego zwalczania.


NŚ 5/2020

Wiązały się one m.in. z wątpliwościami kilku ekspertów, co do naturalnego pochodzenia wirusa, ponieważ targ Huanan – stanowiący jego pierwotne ognisko – znajduje się zaledwie 20 km od jednego z największych laboratoriów wirusologicznych w Chinach. Zmagania z patogenem, który szybko dotarł do Europy i Ameryki Północnej, zbierając śmiertelne żniwo, skłoniły uczonych do snucia długoterminowych scenariuszy związanych z dalszym rozwojem sytuacji.

W rozmowie z kanałem CNN prof. Robert R. Redfield – dyrektor amerykańskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) stwierdził, że koronawirus może zostać z nami nie tylko na najbliższe miesiące, ale na cały rok. Ten znany wirusolog dodał, że COVID-19 może również stać się chorobą endemiczną, występującą regularnie wśród ludzkiej populacji i podobnie jak grypa trudną do całkowitej eradykacji. Czy będzie więc powracać okresowo?

Choć niektóre schorzenia układu oddechowego, np. grypa, mają charakter sezonowy, nie wiadomo, jak dokładnie będzie w tym przypadku – uważa dr Maimuna Majumder, epidemiolog z Harvard Medical School.

Czytaj majowy numer "NŚ"!

Kolejne pytania związane z koronawirusem dotyczyły możliwych mutacji, mogących utrudnić walkę z jego rozprzestrzenianiem się. Zaniepokojenie podsycili chińscy uczeni, którzy na początku marca opublikowali w czasopiśmie National Science Review wniosek, iż SARS-CoV-2 już zmutował i występuje w dwóch odmianach. Po przebadaniu 103 pacjentów z COVID-19, badaczom udało się wyróżnić dwa szczepy koronawirusa, określane jako L i S, przy czym ten pierwszy był bardziej agresywny i odpowiadał za ok. 70 procent zachorowań. Po wprowadzeniu rygoru sanitarnego w połowie stycznia br., częstotliwość występowania tego szczepu zaczęła spadać na korzyść drugiego. Komentujący te wyniki eksperci uznali jednak badania Chińczyków za zbyt ogólne.

Epidemiolog dr Nathan Grubaugh z Yale School of Public Health wyjaśnił, że śledzenie mutacji wirusa zajmuje niekiedy całe lata, a wnioski jego kolegów z Państwa Środka są wsparte niedostateczną ilością danych, podobnie jak inne scenariusze związane z rozprzestrzenianiem się choroby w sytuacji, kiedy wciąż brak na nią skutecznej szczepionki.

Mimo to Grubaugh uspokaja, że potencjalne mutacje SARS-CoV-2 nie oznaczają drastycznego pogorszenia sytuacji.

– Choć mogą kojarzyć się z jakimiś nienaturalnymi i dziwacznym zmianami, niemniej pozostają dla wirusów częścią procesu rozwojowego i nie wpływają w dramatyczny sposób na fale zachorowań – podsumował.

Czytaj także:

Skomentuj na naszej grupie dyskusyjnej (FB)

 

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.