Każdy ma swoją ścieżkę

Anna Ostrzy­cka
Anna Ostrzycka
Marek Rymuszko
Marek Rymuszko

200

Czy, gdy jesienią 1990 r. star­towal­iśmy z Niez­nanym Światem, myśleliśmy o ukaza­niu się w przyszłości jego dwuset­nego numeru? Szcz­erze mówiąc, choć liczyliśmy na to, że nasz tytuł trwale wpisze się w pol­ski rynek pra­sowy, takiej per­spek­tywy nie oga­r­nial­iśmy wów­czas wyobraźnią

Jak już niejed­nokrot­nie akcen­towałem, nie przepadam za wszelkiego rodzaju jubileuszami, a zwłaszcza pisy­waniem na ich temat okolicznoś­ciowych tek­stów. Tym razem jed­nak okazja jest rzeczy­wiś­cie niepowszed­nia. W przy­padku bowiem miesięcznika całkowicie nieza­leżnego, wydawanego od początku za pomocą skrom­nych środ­ków i funkcjonu­jącego w cie­niu wiel­kich kon­cernów pra­sowych – dwieś­cie numerów na kon­cie to bez wąt­pi­enia fenomen sam w sobie.

Niczym w foto­plas­tykonie przewi­jają się przed oczami epi­zody i strzępki zdarzeń wyz­nacza­ją­cych kole­jne etapy pokony­wanej drogi. Na samym jej początku pojawia się w kadrze Tony Halik kupu­jący od nas na ulicy pier­wszy egzem­plarz wiezionego właśnie z drukarni pry­wat­nym maluchem pre­mierowego, jeszcze czarno-​białego numeru Niez­nanego Świata, który wów­czas, 1 października 1990 r. kosz­tował 4 200 zł. Praca od świtu do nocy (co nam pozostało do dziś) i nie nadąża­jący z drukiem zwięk­sza­jącego się z roku na rok, z miesiąca na miesiąc nakładu zakład poligraficzny na warsza­wskiej Ochocie, gdzie mogli nam zaofer­ować jedynie maszyny płaskie, pod­czas gdy my potrze­bowal­iśmy już rota­cyjnych (drukarnie później zmienial­iśmy jeszcze dwukrot­nie). Adam Hanuszkiewicz ze swoją para­nor­malną opowieś­cią o Indi­ańskim kamie­niu życia na rozruch rubryki Dotknię­cie Niez­nanego, która tak pięknie i dynam­icznie, niemal naty­ch­mi­ast się rozwinęła – i coraz więcej napły­wa­ją­cych do nas listów z całego kraju, a także, co szczegól­nie cieszyło, z zagranicy, w tym zwłaszcza zza oceanu.

10 numer NŚArtykuł jubileuszowyPier­wsze jubileuszowe wydanie (dziesiątka), gdzie zamieś­cil­iśmy m.in. frag­menty pub­likacji, jakimi poczęs­towały nas PZPR-​owskie i zbliżone do nich tytuły po wydrukowa­niu w 1983 r., trochę po par­tyzancku prób­nego numeru miesięcznika (było to możliwe dzięki ówczes­nemu sze­fowi Wydawnictwa Warsza­wskiego RSW „Prasa”, obec­nemu dyrek­torowi Izby Wydaw­ców Prasy Maciejowi Hoff­manowi), a wkrótce potem pismo zostało zadołowane decyzją poli­ty­czną pod pretek­stem, że usiłuje się w nim propagować treści sprzeczne ze świato­poglą­dem mate­ri­al­isty­cznym, co oznaczało sied­mi­o­let­nie zam­roże­nie naszej inic­jatywy. Częste początkowo zmi­any adresu i nieustanna szarpan­ina z kole­jnymi stu­di­ami kom­put­erowymi (jedno z nich nosiło nazwę – nomen omen – Non Future), dopóki nie związa­l­iśmy się z obec­nymi part­nerami z „Libry”, którzy jed­nocześnie w życiu pry­wat­nym są naszymi przyjaciółmi.

Znika­jące z rynku z dnia na dzień razem z uto­pi­onymi przez nas pieniędzmi firmy kol­porter­skie, które nie podołały wyzwan­iom czasu – i kam­pa­nia pro­pa­gandowa rozpę­tana prze­ci­wko ezoterycznym książkom i tytułom pra­sowym tym razem nie przez mark­sistów, lecz fun­da­men­tal­istów religi­jnych, którzy nawet opanowali na krótko konkuren­cyjny miesięcznik Nie z tej ziemi, by po kilku­nastu miesią­cach doprowadzić go do bankructwa. I coraz więcej listów – na początku dostar­czanych jedynie przez pocztę, a później, gdy zaist­nieliśmy w internecie, przede wszys­tkim drogą mailową, co w efek­cie oznacza dziś kilka­dziesiąt przesyłek dzi­en­nie odbier­anych przez redakcję.

Kole­jne jubileusze: pięćdziesiątka, setka numerów i dziesię­ci­ole­cie pisma. Wcześniej – w 1997 roku – całkowite usamodziel­nie­nie się tytułu (początkowo wydawanego z obcą „pod­pórką”, co okazało się nieporozu­mie­niem) i uru­chomie­nie z inic­jatywy Ani Ostrzy­ck­iej stacjonarnej Księgarni-​Galerii Niez­nany Świat w Warsza­wie, sta­jącej się z roku na rok drugą mocną nogą wydawnictwa, zwłaszcza od momentu, gdy po kilku lat­ach ruszyła również (to z kolei zasługa naszego najbliższego współpra­cown­ika, vice-​dyrektora Tomka Durlaka) speł­ni­a­jąca wszys­tkie stan­dardy europe­jskie księ­gar­nia inter­ne­towa. Spotka­nia warsza­wskiego Klubu Przy­jaciół Niez­nanego Świata, w jakich sys­tem­aty­cznie uczest­niczy 200300 osób, i wydawane w kilkulet­nich odstę­pach własne książki, wśród których znalazło się zwłaszcza pamiętne Pol­skie życie po życiu (miało już kilka edy­cji i wszys­tko wskazuje na to, że będą następne).

Coraz więk­szy rezo­nans Niez­nanego Świata zagranicą (zapraszanie redakcji na świa­towe kon­gresy w szwa­j­carskiej Bazylei, cytowanie zamieszczanych w piśmie pub­likacji i opinii przez media w innych kra­jach) – i ros­nąca rola opin­iotwór­cza tytułu w seg­men­cie europe­js­kich, a później także świa­towych cza­sop­ism ezoterycznych. Spek­taku­larne sukcesy na wielu polach i – bo tak też się zdarzało – wpadki oraz porażki (m.in. prezen­towane przez nas rzekome „para­nor­malne” zdję­cia, które w ostate­cznym rozra­chunku okazy­wały się błę­dami w fotografowa­niu lub fal­sy­fikatami). Puch­nąca od nowych nazwisk stopka stałych współpra­cown­ików pisma – i bolesne ode­jś­cia na zawsze ludzi, którzy byli z nami od początku (jak Arnold Mostow­icz), albo związali się z pis­mem później, trwale jed­nak wpisu­jąc się w jego his­torię (dr Alek­sander Chwastek).

Kole­jne etapy zwięk­sza­nia obję­tości miesięcznika (który zaczy­nał od 32 czarno-​białych stron, a dziś ma ich 84 w pełnym kolorze, z kre­dową okładką) – i usilna praca nad nadaniem mu szaty graficznej adek­wat­nej do przekazy­wanych treści. Nieuchronne zmi­any w składzie per­son­al­nym zespołu, który wraz z wkrocze­niem w nowe tysią­cle­cie po wielu lat­ach prób oraz doświad­czeń zaczął osią­gać tak potrzebną sta­bil­ność i – to szczegól­nie ważne – osiąg­nię­cie etapu, na którym jego dzi­ała­niu towarzyszy wysoki profesjonalizm.

Opowieść tę można byłoby ciągnąć bez końca. Dopowiem więc tylko, że liczne wątki doty­czące syg­nal­i­zowanego tu tem­atu zawarłem w swo­jej, wydanej przez pię­cioma laty książce Przy­padki metafizy­czne (rozdział Metafizyka niez­nanych światów), do której odsyłam wszys­t­kich zainteresowanych.

Dziś – przy­pom­i­nam to, o czym już pisałem w październiku 2005 r. z okazji 15-​lecia Niez­nanego Świata – spośród tytułów z tzw. górnej półki w Europie, zaj­mu­ją­cych się ezoteryką oraz innymi obszarami z pogranicza – mamy, jak wszys­tko na to wskazuje, najwyższy nakład, ciesząc się wysokim prestiżem. Współpracu­jemy z włoskim Il Gior­nale dei Mis­teri i niemieckim Matrixem 3000, rosyjskim Kale­j­doskopem NOL i berlińskim Kon­teX­tem, bliź­ni­aczymi tytułami w Czechach i na Słowacji, Wielkiej Bry­tanii i Japonii.

Przede wszys­tkim jed­nak – o tym także pisałem – z upły­wem czasu w nas samych dokon­ały się ważne wewnętrzne przemi­any. Wiemy dziś więcej niż kiedyś, a jed­nocześnie – zapew­niam, że to dychoto­mia pozorna – pod wieloma wzglę­dami mniej niż w punkcie wyjś­cia, gdy zde­cy­dowal­iśmy się pod­jąć ryzykowną wędrówkę nieprze­tar­tym szlakiem przez czas i przestrzeń (Andrzej Szmili­chowski pre­cyzyjnie wyjaśni Wam, o co chodzi). Jesteśmy obec­nie z jed­nej strony, bardziej świadomi swo­jej siły, ale i lep­iej potrafimy ocenić własne błędy, niedostatki i słabości. Dojrzeliśmy duchowo – każdy na swój sposób i na własny rachunek – co nie doprowadz­iło nas jed­nak, chwała Bogu, do jed­ności poglądów. Nadal w zes­pole, gronie współpra­cown­ików pisma oraz pisu­ją­cych na jego łamach autorów dysku­tu­jemy i spier­amy się w sprawach, które uważamy za istotne dla nas samych oraz świata, szanu­jąc w tej mierze czyjąś odmi­en­ność poglądów. I cią­gle, nieustan­nie szukamy odpowiedzi na kluc­zowe dla ludzkiego bytu pyta­nia. Jest to możliwe dlat­ego, że dzięki Niez­nanemu Światu udało się stworzyć intelektualno-​duchową płaszczyznę wymi­any myśli, bez której usy­cha każda, najs­zla­chet­niejsza nawet idea.

W tym bezprece­den­sowym obiegu opinii wielką, kreaty­wną rolę speł­ni­ają także Czytel­nicy Niez­nanego Świata – ze swoimi intelek­tu­al­nymi dys­pozy­c­jami, empatią, oso­bistymi doświad­czeni­ami i zdol­noś­cią odróż­ni­a­nia Dobra od zła. To właśnie dzięki tym wartoś­ciom Niez­nany Świat mógł kiedyś pow­stać, później zaś rozwi­jać się, mimo często niesprzy­ja­ją­cych dla tego typu lit­er­atury kli­matów, co stanowi rezul­tat coraz więk­szej ide­ol­o­giza­cji współczes­nego świata i współt­worzą­cych go sys­temów państwowych.

My, cóż… Byliśmy, jesteśmy i – jeśli dobre energie będą nam sprzy­jały – pozostaniemy z Wami nadal, dopóki wystar­czy sił, chęci i deter­mi­nacji w real­i­zowa­niu tego, co sobie kiedyś założyliśmy (świadomie nie uży­wam tu słowa misja, gdyż wydaje mi się ono określe­niem mocno na wyrost). No i rację ma zapewne prześwietny filo­zof Horacy, który twierdzi, że Połowę dzieła dokonał, kto zaczął.

I jeszcze jedno. Niez­nany Świat nie byłby dziś tym, czym jest, gdyby nie moja part­nerka Ania Ostrzy­cka. To właśnie jej mrów­cza, mozolna praca, często nieefek­towna w oglądzie zewnętrznym, za to niezwykle efek­ty­wna w prak­ty­cznym wymi­arze, doprowadz­iła do zbu­dowa­nia sil­nego, w pełni pro­fesjon­al­nego wydawnictwa gwaran­tu­jącego nieprz­er­wane i ter­mi­nowe ukazy­wanie się kole­jnych numerów miesięcznika oraz docieranie przezeń do Czytel­ników niemal na całym świecie.

Dzięku­jemy za to, że z nami jesteście.

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.