Kłamstwa księdza Posackiego

G. Romney - Asmath (domena publiczna)

Każda manipulacja ma swoje granice. Jezuita i demonolog z Krakowa, zwalczający od lat zaciekle wiedzę o zjawiskach parapsychicznych, przede wszystkim zaś konsekwentnie negujący prawo człowieka do wyboru takiej drogi duchowej, którą uznaje on dla siebie za najwłaściwszą, granicę tę przekroczył.


Marek Rymuszko

Jak wiadomo, w grudniu 2008 r. na zaproszenie redakcji Nieznanego Świata oraz Wydawnictwa MEDIUM gościł w Polsce ksiądz François Brune – francuski duchowny i teolog, światowej sławy badacz przekazów transkomunikacyjnych oraz autor książek poświęconych tej problematyce, któremu – w związku z ukazaniem się dwóch jego tomów: Umarli mówią do nas i Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje – wręczyliśmy Nagrodę Honorową miesięcznika za 2008 r.

Jak wspaniałą i – nie waham się użyć tego określenia – piękną duchowo postacią jest ksiądz Brune, mogliśmy przekonać się nie tylko my sami, spędzając z nim wiele godzin na bezpośrednich rozmowach, lecz także Czytelnicy uczestniczący w spotkaniach z naszym gościem w Warszawie i Krakowie. To nie tylko wnikliwy i rzetelny do bólu badacz tego, co zakryte, zwłaszcza zaś kontaktów z innymi rzeczywistościami, lecz przede wszystkim wysokiej klasy Człowiek (przez duże C). Nic więc dziwnego, że ksiądz Brune wszędzie, gdzie się pojawił, był witany owacyjnie przez odbiorców jego książek i naszego miesięcznika, a dwie osoby, które słuchały wykładu w stołecznym Domu Technika – dziękując za to, że mogły zetknąć się z księdzem Brune osobiście – napisały w mailu, iż emanuje on niezwykłą dobrocią i warto się przy nim, choć przez chwilę, ogrzać. Dobitnym przykładem charyzmy księdza Brune oraz jego budzącej głęboki szacunek wiedzy i kompetencji w sprawach, w jakich się wypowiada, było również kilkaset egzemplarzy sprzedanych na pniu w trakcie autorskich spotkań obu jego książek, które udostępniło polskiemu czytelnikowi – przy promocyjnym wsparciu z naszej strony – Wydawnictwo MEDIUM z Konstancina-Jeziornej (jeden z najlepszych obecnie, jak uważam, edytorów na krajowym rynku).

Jednoosobowy komitet powitalny

I oto dwie doby po tym, gdy ksiądz Brune wysiadł z samolotu na warszawskim lotnisku Okęcie – w dniu, w którym odbywał swoje drugie spotkanie z czytelnikami, na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, krakowski jezuita i demonolog, ksiądz Aleksander Posacki z myślą o swoim francuskim koledze postanowił zawiązać własny, jednoosobowy komitet powitalny, drukując na łamach Naszego Dziennika artykuł zatytułowany Spirytystyczne herezje księdza Brune’a (nr 283 z 4 grudnia 2008 r.), przedrukowany następnie przez niektóre portale katolickie oraz inne religijne witryny internetowe. Ponieważ nie jesteśmy czytelnikami wspomnianej gazety, w ogóle byśmy o tej publikacji nie wiedzieli, gdyby nie fakt, iż parę tygodni później natrafiliśmy na nią przypadkowo przy okazji korzystania z wyszukiwarki internetowej, za pomocą której postanowiliśmy „zinwentaryzować” prasowe echa pobytu ks. Brune w Polsce (a były one znaczące, gdyż fragmenty obszernego wywiadu, jakiego francuski badacz i duchowny udzielił Nieznanemu Światu – zob. nr. 12 z ub.r.: Kontakty ze zmarłymi są faktem – przedrukował m.in. Dziennik Polski, zaś odrębne publikacje na ten temat ukazały się, m.in. w Pani Domu, Kurierze UEK oraz innych mediach).

Ksiądz Aleksander Posacki to skądinąd postać interesująca sama w sobie. Ten – cytuję za Wikipediąpolski jezuita, teolog katolicki, filozof, wykładowca akademicki, publicysta, rekolekcjonista, duszpasterz, znawca demonologii i historii, mistyki, nowych ruchów religijnych (sekt), problematyki okultyzmu i ezoteryki, a przy okazji także absolwent liceum muzycznego wyspecjalizowany w grze na wiolonczeli, w wydawanych przez siebie książkach tudzież drukowanych w prasie konfesyjnej publikacjach (jest m.in. „dyżurnym” ekspertem Radia Maryja i Telewizji TRWAM) z wyjątkową zajadłością zwalcza od dawna wszystko, co wiąże się z szeroko pojętą ezoteryką, zjawiskami parapsychicznymi, medycyną alternatywną, technikami doskonalenia umysłu, a przede wszystkim wszelkimi przejawami odstępstw od ducha katolickiej ortodoksji. W ostatnich latach w polu jego szczególnego rażenia znalazł się m.in. wieloksiąg o Harrym Potterze, któremu autor poświęcił w internecie, tak na oko, parę tuzinów esejów pomawiających dzieło miss Rowling o propagowanie treści demonicznych, czarnej magii itp., co, niestety – ku jego rozczarowaniu – popularności nastoletniego bohatera Hogwartu w oczach  czytelników najwyraźniej nie zaszkodziło.

Jeśli chodzi o , z ks. Posackim skrzyżowaliśmy w przeszłości pióra już parokrotnie, acz bez specjalnego zaangażowania z naszej strony, gdyż ludzie wywodzący się z całkowicie różnych światów – poza sytuacjami, gdy nie ma innego wyjścia, niż dać publicznie odpór ewidentnym głupstwom oraz kłamstwom – na co dzień niewiele mają sobie do powiedzenia. Z tego punktu widzenia takie nasze publikacje, jak Podstępne macki sekty radiestetów czy Każdemu jego własna magia ( nr 10/97 i 6/98) nie zapisały się w historii Nieznanego Świata jako wydarzenia epokowe. Można natomiast, a nawet trzeba przypomnieć wydatny udział księdza Posackiego w wiekopomnej operacji przekształcenia niegdysiejszego periodyku ezoterycznego o nazwie Nie z tej Ziemi – po jego zakupie w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych przez wydawcę związanego z Radiem Maryja – w tytuł prasowy zwalczający wszystko, o czym wcześniej pisano na jego łamach, co odbyło się pod batutą nowej redaktor naczelnej pisma, pani Elżbiety Zydek i przy wydatnej pomocy ks. Posackiego właśnie, który w owym okresie pełnił rolę publicysty numer jeden rzeczonego miesięcznika. To właśnie wtedy – co także warto przypomnieć – jednemu z ortodoksyjnych aktywistów katolickich zdarzyło się na jego łamach pomylić znakomitego tłumacza, filozofa i antropozofa, znawcę twórczości Carla Gustawa Junga, Jerzego Prokopiuka (zaatakowanego tylko dlatego, że okazał się ideologicznym przeciwnikiem linii uosabianej przez nowe NztZ) z PRL-owskim byłym I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Radomiu, Januszem Prokopiakiem, co zaowocowało wydaniem przez Radę Etyki Mediów oświadczenia zmuszającego periodyk Nie z tej Ziemi do zamieszczenia w tej mierze na łamach przeprosin człowieka, któremu w polemicznym ferworze lekką ręką przypisano cudzy życiorys. Jeśli natomiast chodzi o miesięcznik Nie z tej Ziemi pod wodzą pani Zydek, makiaweliczna koncepcja, w myśl której miał on spełnić rolę konia trojańskiego w środowisku osób interesujących się psychotroniką i zjawiskami pokrewnymi, wzięła rychło w łeb, gdyż okazało się, że radykalna zmiana formuły pisma spowodowała masowe odstąpienie od niego dotychczasowych czytelników, co przy braku dopływu nowych spowodowało spektakularny upadek tytułu.

Od tego momentu ksiądz Posacki prowadzi swoją antyokultystyczną (czytaj: obsesyjnie ideologiczną) krucjatę głównie w wydawanych przesz siebie niskonakładowych książkach tudzież publikacjach drukowanych na łamach tytułów konfesyjnych i związanych z nimi witrynach internetowych, co w sposób oczywisty nie zaspokaja jego ambicji. Wiele np. – aż nadto wiele – daje do myślenia fakt, że jego wyjątkowo nieprzyzwoity (bo tak właśnie trzeba całą rzecz ocenić) atak na księdza Brune w Naszym Dzienniku nie został nam zasygnalizowany przez żadnego – ani jednego! – spośród stukilkudziesięciotysięcznej rzeszy czytelników Nieznanego Świata, z czego płynie wniosek, iż my z jednej strony, zaś ksiądz Posacki z drugiej, adresujemy swoje „produkty” do kompletnie różnej grupy odbiorców. W takiej sytuacji – wykorzystując fakt, że nikt tej kuriozalnej publikacji nie zauważył – moglibyśmy ją skwitować milczeniem, gdyby nie okoliczność, że każda cierpliwość ma swoje granice. Rzecz w tym bowiem, że artykuł Spirytystyczne herezje księdza Brune to tekst wyjątkowo zajadły, bezczelny, a przede wszystkim kłamliwy.

Przestawiający się jako ksiądz, czyli wszystkie chwyty dozwolone

Już jego pierwsze zdanie sygnalizuje, jakimi metodami posłużył się autor, by zdezawuować nie tylko poglądy francuskiego duchownego (członka tego samego Kościoła, do którego on sam należy), lecz także jego postać. W Warszawie i Krakowie – powiadomił ksiądz Posacki – przebywa z wykładami ksiądz François Brune, który przedstawia się jako ksiądz katolicki (podkr. wł.), jednocześnie głosząc bardzo niebezpieczne, teologiczne błędy, o których zresztą słyszałem od 15 lat. Ciekawe otóż, jak jezuita Aleksander Posacki zareagowałby, gdyby ktoś przy jego nazwisku napisał przedstawiający się jako ksiądz katolicki. Uznałby to za wyraz elegancji, posłużenie się nielojalnym fortelem erytystycznym czy przejaw pospolitego chamstwa? Takie pytanie zaś należy postawić, zważywszy, iż tekst Aleksandra Posackiego w Naszym Dzienniku okazuje się w istocie skierowanym do władz kościelnych donosem, wzywającym – w niezbyt zresztą zawoalowany sposób – do wykluczenia księdza Brune ze wspólnoty Kościoła Katolickiego.
Cytatów na poparcie tego twierdzenia w artykule księdza Posackiego można znaleźć mnóstwo – od oskarżenia francuskiego duchownego o propagowanie okultyzmu, po wspieranie idei reinkarnacji, mieszanie mistyki z mediumizmem, modlitwy z psychotroniką, a na religijnym synkretyzmie oraz innych ciężkich „grzechach” kończąc. Warto odnotować, że niedorzeczność tych zarzutów postępuje w parze z wyjątkowym nasileniem złej woli ze strony formułującego je autora. Tak jest zarówno wtedy, gdy oskarża on księdza Brune o Niewierność wobec Kościoła (jeden ze śródtytułów publikacji), jak i wówczas, gdy wytyka mu, iż hołduje błędnej metodologii naukowej, a jednocześnie praktykom mającym na celu prowokowanie komunikacji spirytystycznych (tak w oryginale) po to, by poprzez manifestacje demoniczne (…) odwieść człowieka od Boga, doprowadzić do grzechu, a nawet do utraty zbawienia wiecznego. Nie trzeba chyba dodawać, że dla tych, którzy znają książki księdza Brune i którzy mieli okazję z nim rozmawiać, jest rzeczą oczywistą, iż są to zarzuty podłe i niegodziwe, zaś autorowi cytowanych opinii wystawiają żenujące świadectwo i kompromitują go jako publicystę.
Ale nie tylko o to chodzi.

Interesowne strategie manipulacyjne i fałszywe kulty

Ksiądz Posacki bowiem przy okazji żwawo, we własnym mniemaniu (w istocie są to zabiegi przypominające krzątaninę dozorcy żółwi w ZOO) dobiera się do Nieznanego Świata, zarzucając kierowanemu przeze mnie pismu uprawianie interesownych strategii manipulacyjnych oraz konformizm polegający na tym, że celowo lansujemy na naszych łamach pewnych duchownych, takich właśnie jak ksiądz François Brune czy arcybiskup Bolesław Pylak, po to, by zamącić w głowach czytelników (w większości katolików) poprzez wmawianie im, że poglądy wspomnianych osób są zgodne ze stanowiskiem Kościoła. Aby przy tym uwierzytelnić swoje tezy, wspiera się wydaną w 2007 r. pracą doktorską Doroty Hall NEW AGE W POLSCE. Lokalny wymiar globalnego zjawiska, której autorka – we fragmencie odnoszącym się do naszego tytułu – pisze m.in., że wprawdzie magazyn (czyli my – przyp. wł.) nie unika krytyki Kościoła, a niekiedy wyraża ją nawet całkiem ostro i wyraźnie występuje przeciwko prowadzonej z ambony krytyce New Age, jednak, zamiast całkowicie się dystansować wobec kościelnej instytucji, stosuje specyficzną strategię uwierzytelniania promowanych przez siebie treści, powołuje się na jakichś innych duchownych, bardziej otwartych na idee szerzone przez czasopismo. Od siebie już ks. Posacki dorzuca, że na łamach naszego miesięcznika (który został wysoko oceniony m.in. przez arcybiskupa Bolesława Pylaka, co autor szorstko mu wypomina), propagowani są fałszywi prorocy i mesjasze, fałszywe kulty religijne, okultyzm, ezoteryzm, spirytyzm, wywoływanie duchów, kontakty z UFO, nowe oryginalne wersje historii, Różokrzyżowcy, Transcedentalna Medytacja, negowane są prawdy wiary katolickiej, świętom katolickim nadawane jest okultystyczne znaczenie. Teraz jest ks. Brune, który przyjmie w Warszawie Nagrodę Honorową „Nieznanego Świata. Niektórzy mogą uwierzyć, że jest to „postęp” – ubolewa krakowski jezuita i demonolog.

Wartość nadrzędna: wolność wewnętrzna

Można by zauważyć, że metoda analizy tytułu pasowego zastosowana przez księdza Posadzkiego do złudzenia przypomina tę, jaką posługiwano się w opracowaniach sporządzanych w latach 80 ub.w. przez Wydział Prasy i Propagandy KC PZPR, a jedyna różnica polega na tym, że  w tych ostatnich punktowano wszelkie odstępstwa od wiary w kierowniczą rolę partii. Zanim wszakże ujawnimy, na czym polegają kłamstwa i manipulacje – w odniesieniu do oceny w kontekście cytowanej przez niego pracy naukowej – chcę podzielić się pewną refleksją o charakterze ogólniejszym.

Mianowicie autor antynieznanoświatowej szarży wydaje się nie po raz pierwszy żywić złudzenie, że z prowadzonej przez nas polityki redakcyjnej będziemy się przed nim tłumaczyli. Niestety, jest to przykład klasycznej paralaksy. Nie tylko bowiem nie zamierzamy tego uczynić, lecz mówimy wprost i bez ogródek: nic księdzu do tego i zasadę tę będziemy stosowali również w przyszłości przy doborze wszelkich materiałów, jakie kierujemy do druku, a więc także wówczas, gdy na łamach NŚ prezentujemy osoby duchowne. To bowiem wyłącznie sprawa nasza i naszych Czytelników. Nie chce się już przy tym powtarzać po raz setny, że ksiądz Posacki, podoba mu się to czy nie, musi przyjąć do wiadomości fakt, iż w oglądzie świata i stanowiącej jego immanentną część ludzkiej duchowości w diametralny sposób się różnimy. Dla nas bowiem najważniejsza jest wolność wewnętrzna i prawo każdego człowieka do dokonywania samodzielnych wyborów w odniesieniu do życiowej drogi i towarzyszącej jej duchowości. Mówiąc innymi słowy – wyznajemy wartości, które ksiądz Posacki od początku konsekwentnie neguje, a ich bezustanne atakowanie wynika z jego poczucia bezsilności (niemożności wpłynięcia na innych, w tym takie tytuły prasowe jak nasz). Mogę otóż zrozumieć, że jest to doznanie dotkliwe, pozwalam sobie jednak zauważyć, iż nie przypominam sobie, bym najmował się w charakterze naprawiacza, czy też audytora meandrów duszy najbardziej bodaj obecnie ortodoksyjnego polskiego duchownego, który, poszukując instrumentów dla realizacji swoich celów, może dziś posługiwać się jedynie piórem. Nie trzeba przy tym przypominać, że jeszcze przed paroma wiekami arsenał środków perswazji stojący do dyspozycji ludzi pokroju ks. Aleksandra Posackiego był znacznie bardziej urozmaicony. Chciałoby się też wierzyć (choć pod tym względem okazuję się człowiekiem małej wiary), że takim wywodom, jakie cytowałem przed chwilą za Naszym Dziennikiem, nie towarzyszy tęsknota za wypróbowanymi doświadczeniami przeszłości. Sęk w tym, że po nie już sięgnąć się nie da, wobec czego do dyspozycji pozostają jedynie kłamstwo i manipulacja.
Dowód? Ależ bardzo proszę.

Duch cenzury i zasada symetrii

W swoim artykule ksiądz Posacki chwali się tym, że po jego interwencji w jednym z najbardziej znaczących kościołów krakowskich zdjęto wywieszony w gablocie obok ogłoszeń duszpasterskich plakat informujący o spotkaniu z belgijskim księdzem spirytystą na tamtejszym Uniwersytecie Ekonomicznym. Takie działanie poczytuje sobie za powód do dumy, odnotowując, iż zdjęto go (plakat) przed niedzielą, co z pewnością uratowało niektórych przed kompromitacją, a wielu wiernych przed niebezpieczną dezinformacją, że Kościół popiera poglądy Brune’a. Pomińmy już fakt, że mieszkający w Paryżu François Brune nie jest księdzem belgijskim, lecz duchownym francuskim (ciekawe, co Aleksander Posacki powiedziałby, gdyby ktoś napisał o nim np. ksiądz słowacki – wszak Kraków od Słowacji dzieli przysłowiowy rzut beretem), a ów plakat poza warstwą czysto informacyjną był pozbawiony jakichkolwiek elementów wartościujących problem wspierania – bądź nie – przez Kościół poglądów ks. Brune. Sam laureat naszej nagrody w wywiadzie udzielonym Nieznanemu Światu (zob. nr 12/2008) wyjaśnił tę kwestię w sposób jednoznaczny, mówiąc, iż Podczas programu nadawanego przez włoską telewizję RAI ksiądz wypowiadający się oficjalnie w imieniu Watykanu stwierdził, że mam prawo badać zjawisko transkomunikacji i publikować swoje wyniki, bylebym tylko za każdym razem podkreślał, że nie otrzymałem na tę działalność oficjalnego mandatu Kościoła. Dodajmy, że ksiądz Brune – o czym mogliśmy przekonać się podczas jego wizyty w Polsce – zasadę tę w pełni respektuje zarówno w trakcie wystąpień publicznych, jak i firmowanych swoim nazwiskiem publikacjach. W opisywanym przypadku mieliśmy więc do czynienia z aktywnością o charakterze par excellence prewencyjno-restrykcyjnym, która świadczy o tym, że generalna awersja księdza Posackiego do duchów nie obejmuje ducha cenzury.

Ze swej strony z pewną taką nieśmiałością zapytam, co dyżurny kościelny ideolog w temacie ezoteryki powiedziałby, gdybym np. ja – po zorientowaniu się, że w Księgarni Nieznanego Świata wśród kilku tysięcy tytułów sprzedawana jest m.in. książka księdza Andrzeja Zwolińskiego Duchy Afryki (Wydawnictwo WAM, Kraków 2006 r.) – polecił wycofać ją ze sprzedaży? A przecież mogłem to zrobić jednym ruchem, zważywszy na fakt, że twórczość księdza Zwolińskiego (notabene dobrego znajomego księdza Posackiego i zarazem autora licznych, utrzymanych w bardzo podobnym, acz, trzeba przyznać, znacznie mniej agresywnych w swej wymowie krytycznych publikacji poświęconych zjawiskom parapsychicznym tudzież jakiejkolwiek innej duchowości niż światopogląd katolicki) nie zalicza się do naszych ulubionych lektur.

Problem jednak polega na tym, że my – w odróżnieniu od księdza Posackiego – opowiadając się za prawem każdego człowieka do wolności wewnętrznej i dokonywania samodzielnych wyborów w sferze duchowej – posługujemy się na co dzień odmiennym systemem etycznym, który takimi metodami się brzydzi. Dlatego Duchy Afryki będą nadal sprzedawane w redakcyjnej Księgarni, gdyż książka ta – mimo że ciąży na niej odium fundamentalizmu religijnego autora – przynosi również rzetelną dawkę wiedzy na temat źródeł i mechanizmów, które formowały duchowe oblicze czarnego kontynentu. Przy okazji dodam, że ze swej strony nie widziałbym żadnych przeszkód, by udostępnić łamy Nieznanego Świata ks. Posackiemu na przedstawienie jego poglądów, pod jednym wszakże warunkiem: że podobnie zachowają się media, w których ów autor pisuje. W szczególności w takim przypadku oczekiwałbym, że Nasz Dziennik, który wydrukował paszkwil zatytułowany Spirytystyczne herezje księdza Brune, przedrukuje w całości moją publikację Kłamstwa księdza Posackiego, gdyż zasada audiatur et altera pars nie jest jedynie ulicą jednokierunkową, a reguła symetrii nie może obowiązywać tylko nas. Jak zaś jest ona pojmowana przez redakcję ND, przekonująco dowodzi historia osławionego artykułu siostry zakonnej Michaeli Pawlik (chodzi o kolejną aktywistkę antyspirytystycznej krucjaty spod znaku księdza Posackiego) Myśl jest bronią. Zgubna pedagogika Steinera wydrukowanego w numerze Naszego Dziennika z 21 listopada 2003 r. (na ten temat zobacz Buble 2004. Szarża siostry Michaeli w nr. 1/2005 ), w którym rzeczona autorka oskarżyła znakomitego antropozofa o uprawianie rasizmu oraz propagowanie idei nazizmu (sic!), a funkcjonujące w oparciu o założenia jego filozofii szkoły waldorfskie o to, że są areną okultystycznych praktyk i wylęgarnią przyszłych członków sekt (!). Gdy zaś w sprawie tej na łamach organu prasowego Radia Maryja usiłowała zabrać głos przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Wspierających Pedagogikę Waldorfską, Maria Świerczek, gazeta ta nie tylko nie wydrukowała jej wypowiedzi, lecz także, naruszając art. 31 prawa prasowego, odmówiła opublikowania sprostowania elementarnych faktów, które żenujący w swej formie i treści artykuł siostry Michaeli przedstawił w sposób kłamliwy lub drastycznie zdeformowany (autorka napisała np., że w Polsce działa ponad sto placówek waldorfskich, podczas gdy w rzeczywistości w tamtym okresie było ich trzynaście). W tej sytuacji polemiczną w stosunku do tekstu w ND publikację Marii Świerczek czytelnicy mogli poznać jedynie dzięki wydrukowaniu jej w Nieznanym Świecie (zob. przywołany wcześniej nr 1 z 2005 r.).

Idźmy dalej. Ksiądz Aleksander Posacki – jak sprawdziliśmy w sieci oraz innych dostępnych źródłach – starannie unika podawania do siebie kontaktu mailowego (czy jakiegokolwiek innego), który umożliwiłby nawiązanie z nim bezpośredniej korespondencji np. przez tych czytelników jego książek i publikacji, którzy mają odmienne poglądy (z informacji, do jakich udaje się dotrzeć za pomocą wyszukiwarki internetowej, wynika, że jedynym dostępnym kontaktem w sygnalizowanym zakresie pozostaje Katedra Filozofii Człowieka w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum w Krakowie przy ul. Kopernika 26 – chodzi o prywatną uczelnię o charakterze religijnym, gdzie A. P. udziela się jako pracownik naukowy). To skuteczny, acz, zauważmy, rozczarowująco banalny sposób unikania otwartej dyskusji, która mogłaby postawić autora w niewygodnej dla niego sytuacji.

Przejawem tej roztropnej przezorności jest także sposób prowadzenia konwersacji przez księdza Posackiego podczas rozmaitych prowadzonych przez niego sesji i seminariów. Tak było np. w przypadku minikonferencji, jaką zorganizowano w 2007 r. w Domu Rekolekcyjnym Jezuitów w Krakowie, w trakcie której – jak wynika z bezpośredniej relacji jednej z uczestniczek (dysponujemy w tej mierze jej relacją) – ksiądz Posacki życzył sobie m.in., by kierowane pod jego adresem pytania formułować wyłącznie pisemnie, przy czym został na nie przeznaczony dopiero ostatni dzień sesji (po wykładzie było to wykluczone). Co więcej, niektóre z tych pytań wyraźnie wykładowcę zniesmaczyły i obruszyły (jak np. zakwestionowanie związku wegetarianizmu z nazizmem; ze wspomnianej relacji wynika, iż ksiądz Posacki – z namaszczeniem nagrywający na magnetofon swoje wywody, jak podkreślił: z myślą o wydawcy jego kolejnych książek – był uprzejmy m.in. wygenerować tezę, że Hitler dlatego był wegetarianinem, bo wierzył w reinkarnację). Nawiasem mówiąc, jeśli przebieg wspomnianych  „rekolekcji” w rzeczonej relacji (opatrzonej pełnymi danymi jej uczestniczki) został przedstawiony wiernie, mielibyśmy do czynienia ze skrzyżowaniem Mrożka z Orwellem. W korespondencji, którą otrzymaliśmy, przytoczono bowiem m.in. odpowiedzi prowadzącego na pytania, w czym upatruje niebezpieczeństwa dla człowieka stosowania naturalnych terapii, jak ocenia w tym kontekście np. ojca Klimuszkę itp. Nie wdając się w szczegóły, ograniczmy się tu do konstatacji, że w obcowaniu ze stwierdzeniami, jakie padły z ust teologa WSFP Ignatianum, nie wiadomo, śmiać się czy płakać.

I po co to księdzu było?

Wróćmy wszakże do sygnalizowanego wcześniej wątku pracy naukowej dr Doroty Hall, w której znalazły się m.in. fragmenty poświęcone Nieznanemu Światu. Tak się składa, że w momencie, gdy ksiądz Posacki wylewał w Naszym Dzienniku kubły ideologiczno-światopoglądowych pomyj na księdza François Brune i przyznaną mu przez nasz miesięcznik Nagrodę Honorową, książki New Age w Polsce. Lokalny wymiar globalnego zjawiska nie znaliśmy. Gdy zaś się już tę w edycję zaopatrzyliśmy – mimo że z niektórymi zawartymi w niej stwierdzeniami i ocenami nie zgadzamy się, co stanowi zupełnie odrębny wątek – stało się dla nas oczywiste, że autor publikacji w ND, powołując się na wspomnianą pracę w taki sposób, jak to uczynił, i licząc na to, że jego czytelnicy nie zadadzą sobie trudu sięgnięcia do źródła, dopuścił się prymitywnej manipulacji. Jest ona, rzec można, tak prostacka, iż nie mogę powstrzymać się przed poleceniem całego casusu uwadze moich koleżanek i kolegów ze Stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu (którym z ich woli i nadania od ponad osiemnastu już lat nieprzerwanie kieruję), bo to doskonały przykład (a przy tym idealna wręcz wyprawka warsztatowa) uprawiania socjotechniki w prasowym wydaniu.

Aby jednak upewnić się, że nie ulegam omamom, napisałem do dr Doroty Hall list, w którym – zwracając uwagę na fakt, iż przypisywanie pismu domniemanego konformizmu i manipulacji jest zarzutem obraźliwym, mogącym rodzić odpowiedzialność piszącego z art. 23 i 24 kodeksu cywilnego w związku z naruszeniem cudzych dóbr osobistych – poprosiłem o zajęcie stanowiska w odniesieniu do sygnalizowanego problemu. Chodziło w szczególności o cytowane wcześniej uwagi, jakie ksiądz Posacki sformułował pod adresem redagowanego przeze mnie tytułu z powołaniem się na książkę dr Hall. Pytałem, czy posłużenie się wspomnianą pracą doktorską w takim kontekście, jak to uczynił autor Naszego Dziennika, jest zgodne z intencjami autorki.

A oto pisemna odpowiedź, jaką otrzymałem od dr Doroty Hall, którą cytuję jedynie z niewielkim skrótem na wstępie, mającym wyłącznie charakter techniczny:

Szanowny Panie
Istotnie, opatrzone cudzysłowami zdania z końcowej sekwencji publikacji A. Posackiego są wiernym przytoczeniem sformułowań z mojej książki. Jednak zdania te, wyrwane z kontekstu, służą A. Posackiemu do przedstawienia wywodu, z którego przesłaniem nie jestem skłonna się identyfikować.
Mówiąc w mojej książce o konformizmie redakcji „Nieznanego Świata”, celowo łagodziłam ton wypowiedzi i stosowałam określenie „pewien konformizm” (s. 207). Nawiązywałam tym samym do przestawionej wcześniej analizy pogłębionych wywiadów, przeprowadzonych w ramach badań etnograficznych m.in. wśród klientów galerii ezoterycznych i bywalców targów medycyny naturalnej. Co najważniejsze, moje sformułowanie miało charakter nie wartościujący, lecz opisowy. Zwracało uwagę na skomplikowane relacje, które zachodzą pomiędzy różnymi nurtami ezoteryzmu i tzw. nowej duchowości, a specyficznym, katolickim podłożem kulturowym, z jakim mamy do czynienia w Polsce. Problematyce tej poświęcona jest w zasadzie cała moja książka, a zatem wybiórcze potraktowanie zawartych w niej wątków nie jest w stanie oddać mojej wielopoziomowej refleksji nad podjętym tematem. W publikacji A. Posackiego moją niechęć budzi zwłaszcza śródtytuł, w którym mowa o „mistyfikacjach” Pańskiego miesięcznika, a także pierwsze zdanie ostatniej części artykułu, gdzie z kolei przeczytać można o „interesownych strategiach manipulacyjnych” Pańskiego pisma, jakie rzekomo odsłaniam. Z uwagi na wspomniany wcześniej deskryptywny, a nie normatywny charakter mojej wypowiedzi takie sformułowania uważam za niezgodne z moimi intencjami.
Dodam przy okazji, że w mojej publikacji wielokrotnie się dystansuję wobec nieprzejednanej krytyki rozmaitych nurtów tzw. nowej duchowości, jaką prowadzi A. Posacki (zob. s. 126, 130, 141, 207). Dlatego uważam za niezwykle paradoksalne, że moja książka została wykorzystana na poparcie własnych argumentów akurat przez tego autora. Równie paradoksalne wydaje mi się, że artykuł legitymizowany moją książką ukazał się w tytule tak obcym mi ideowo, jakim jest „Nasz Dziennik”, i że odwołania do mojej książki pojawiły się w tekście, którego autorytaryzm (umocowany w teologii traktowanej tu jako ostateczna instancja) jest nieprzystawalny do stylu debaty, jakiemu osobiście hołduję.

Z wyrazami szacunku
dr Dorota Hall
adiunkt w Zakładzie Badań nad Religią
Instytut Filozofii i Socjologii PAN

Co można jeszcze do tego dodać? Może tylko tyle, że kłamstwo zawsze i wszędzie ma krótkie nogi, a posługując się nim, warto o tej zasadzie pamiętać. Ze swej strony księdzu jezuicie demonologowi Aleksandrowi Posackiemu, który chcąc osiągnąć założony cel, nie cofa się przed zabiegami socjotechniczymi, zaś w sygnowanych własnym nazwiskiem publikacjach prezentuje wybitnie wybiórczą technikę przekazu i odbioru treści uznawanych przez niego za niemiłe, dedykuję cytat ze wspaniałej książki Umarli mówią do nas , napisanej przez równie wspaniałego człowieka, jakim jest ksiądz François Brune (myśl tę nieprzypadkowo uczyniliśmy mottem grudniowego numeru Nieznanego Świata). Brzmi ona: Najbardziej głuchy jest ten, kto nie chce słyszeć.

Nieznany Świat 4/2009

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.