Dotknięcie Nieznanego: „Niewidzialny gość”

Pier­wsza his­to­ria, o jakiej chcę opowiedzieć, wydarzyła się niedawno – jakieś sie­dem lat temu. Mieszkaliśmy w zwykłym bloku na spoko­jnym osiedlu, na prze­dostat­nim z czterech pięter. Każda klatka schodowa posi­adała domo­fon, którym można było otworzyć drzwi wejś­ciowe. Jeśli ktoś miał klucz, mógł wejść na klatkę. Pon­adto na każdym piętrze zain­stalowano fotokomórkę reagu­jącą na każdy, najm­niejszy nawet ruch włącze­niem światła. Szczegóły te są bardzo ważne…


Niez­nany Świat 8/​2017

Jako nocny marek przed położe­niem się do łóżka postanow­iłem wziąć prysznic. Wszyscy domown­icy już spali, a ja w trak­cie mycia poczułem nagle dzi­wny impuls – niety­powe przeczu­cie, że zaraz coś się stanie.

Nie minęła min­uta, a rozległ się dzwonek do drzwi. Zdzi­wiłem się, że o tak późnej porze ktoś może czegoś od nas chcieć (jeśli już, to na pewno sąsiad). Szy­bko opat­u­la­jąc się szlafrok­iem, wyszedłem z łazienki i ukrad­kiem zerknąłem na zegar w kuchni.

Była równa północ.

Dzwonek obudził domown­ików i razem postanow­iliśmy sprawdzić, kto to. Wyjrza­łem przez judasza, jed­nak na klatce schodowej było ciemno. Fotokomórka nie zapal­iła światła. Przyłożyłem ucho do drzwi, ale nic nie wskazy­wało na to, by ktoś za nimi stał. Pomyśleliśmy więc, że to zwar­cie dzwonka i rodz­ina położyła się spać, a ja kon­tyn­uowałem toaletę.

Minęło trochę czasu, może kwad­rans (sprawdz­iłem godz­inę), gdy dzwonek zabrzmiał po raz drugi, co oczy­wiś­cie znowu obudz­iło rodz­inę. Szy­bkie spo­jrze­nie przez judasza; ciemno. Mój ojciec chciał otworzyć drzwi i – jak to określił – pogo­nić żar­town­isia, jed­nak powiedzi­ałem mu, by poszedł spać. Nieco zaniepoko­jony, zamknąłem drzwi na dodatkową zasuwę i rzu­ciłem w myślach zdanie, brzmiące mniej więcej tak: Nie wiem, kim jesteś, ale nie mam zami­aru Cię wpuś­cić. Idź sobie.

Przeżyłeś coś niewytłu­maczal­nego? Podziel się tym z nami. Nasz adres: Ten adres pocz­towy jest chro­niony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włącze­nie w przeglą­darce obsługi JavaScript.

Poszedłem spać. Następ­nego dnia sprawdza­l­iśmy dzi­ałanie fotokomórki na klatce, chcąc ustalić, czy możliwe było prześl­izg­nię­cie się pod nasze drzwi które­goś z sąsi­adów tak, by nie włączyć światła. Za każdym razem czu­jka wyłapy­wała ruch i włączała lampę. Do dziś nie wiem, co to było (tym bardziej, że towarzyszyło temu dzi­wne uczu­cie), a rodz­ina kwituje wspom­nie­nie o tym zdarze­niu stwierdze­niem: Duchy.

Druga his­to­ria jest nieco krót­sza i nie za bardzo pamię­tam jej szczegóły, bo miałem wtedy ok. pię­ciu lat. Dwa pię­tra niżej mieszkała rodz­ina, powiedzmy Kowal­s­kich. Ich syn, z którym przy­jaźniłem się, miał tyle samo lat co ja. Byliśmy dobrymi sąsi­adami. Kowalscy mieli też coś, co mnie bardzo intry­gowało jako dziecko – akwar­ium pełne kolorowych rybek. Stało ono w dużym pokoju, gdzie spali rodz­ice mojego przy­ja­ciela, co jest ważne, gdyż ury­wki wspom­nień o tym dzi­wnym zdarze­niu pow­iązane są z akwarium.

Które­goś wiec­zora, gdy nie mogłem zas­nąć, ujrza­łem nagle jakąś osobę – na początku myślałem, że to mój ojciec. Człowiek ten wziął mnie za rękę i sprowadził ciemną klatką dwa pię­tra niżej, do Kowal­s­kich. Nie pamię­tam otwiera­nia drzwi do mieszka­nia, ale w następ­nej sek­wencji pojaw­iłem się ja oglą­da­jący kolorowe rybki w szk­lanym naczyniu. Jak sobie przy­pom­i­nam, dookoła panowała ciem­ność, a jedyne źródło światła stanow­iła lampka w akwar­ium. Pamię­tam też, że rozglą­dałem się po mieszka­niu i widzi­ałem śpią­cych rodz­iców mojego przy­ja­ciela, którzy na obec­ność moją i mojego taty nie reagowali. Następny ury­wek wspom­nień doty­czy tego, że jestem nie­siony przez kogoś z powrotem do mieszkania.

Było to naprawdę dzi­wne i już wtedy zdawałem sobie sprawę, że bez względu na to, jak bardzo przy­jaźniły się nasze rodziny, taka nocna eska­pada w celu oglą­da­nia rybek nie mogła się odbyć. Zapy­tałem więc tatę o to zdarze­nie, na co on odpowiedział, że nic takiego nigdy nie zaszło, a cała his­to­ria musi­ała mi się przyśnić. Czy to fak­ty­cznie był tylko dzi­waczny sen, czy może jakiś rodzaj wędrówki poza ciało?

Michał H.

* * * * *

Od redakcji: Relacje Czytel­nika przy­pom­i­nają zdarzenia, o których pisal­iśmy już kiedyś w Dotknię­ciu Niez­nanego. W numerze 4/​2015 pojaw­iła się opowieść Chro­bot klucza o złośli­wym puka­niu niewidzial­nej ręki do drzwi jed­nego z bloków. Inna niemal bliź­ni­acza w odniesie­niu do drugiej relacji his­to­ria, opub­likowana przed wielu laty, to wspom­nie­nie mężczyzny, który jako dziecko zapędził się na strych w domu dzi­ad­ków, skąd został bez­piecznie znie­siony przez niez­naną mu istotę o zde­for­mowanej twarzy.


Opub­likowano za zgodą autora.

Przeżyłeś coś niezwykłego? Podziel się tym z nami. Zapew­ni­amy anon­i­mowość. Nasz adres: Ten adres pocz­towy jest chro­niony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włącze­nie w przeglą­darce obsługi JavaScript.

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglą­darce. Więcej infor­ma­cji w Poli­tyce pry­wat­ności.