List otwarty dr. Eustachiusza Gaduli do młodych lekarzy w Polsce

Przekon­ałem się, że na obec­nym etapie roz­woju medy­cyny najlep­sze rezul­taty daje inte­gracja metod kon­wencjon­al­nych z niekonwencjonalnymi.

Zwracam się do Was, Młodzi Koledzy, jako Wasz starszy kolega, lekarz z ponad 50-​letnim stażem. Chcę udzielić Wam kilku prak­ty­cznych rad, które mogą uczynić pracę lekarza znacznie przyjemniejszą.

Zapewne niedawno pod­jęliś­cie, albo dopiero pode­jmiecie obow­iązki związane z zatrud­nie­niem. Żyjemy w kraju, gdzie więk­szość społeczeństwa — wielu pac­jen­tów, ale też lekarzy i przed­staw­icieli innych zawodów medy­cznych — jest ze służby zdrowia niezad­owolona. Jak sięgam pamię­cią, a więc od zakończenia II wojny świa­towej, służba zdrowia zawsze była w Polsce trak­towana po macoszemu. Władze komu­nisty­czne nie lubiły ludzi w białych far­tuchach, nad­miernie kry­ty­cznie oce­ni­a­jąc ich dzi­ała­nia. Nie troszczyły się także o ich godziwe zarobki, wychodząc z założe­nia, że lekarz zawsze sobie jakoś poradzi. Sami dobrze wiedzieli, jak trzeba sobie w tym ustroju radzić, i o podobne radze­nie sobie posądzali świat lekarski.

Trzeba przyz­nać, że decy­denci medy­czni różnych szczebli na ogół radzili sobie dobrze, często dzi­ała­jąc na granicy prawa.
Nato­mi­ast szere­gowi lekarze przez dziesię­ci­ole­cia egzys­towali na granicy ubóstwa.

Po roku 1989, czyli po znaczą­cych zmi­anach ustro­jowych w naszym kraju, polscy lekarze zaczęli mieć nadzieję na godne trak­towanie swo­jego zawodu i stop­niowe tworze­nie coraz lep­szych warunków pracy w placówkach medy­cznych. Szy­bko jed­nak stało się jasne, że zmi­any, które pojaw­iły się w wielu dziedz­i­nach życia, w nikłym stop­niu wpłynęły na dzi­ałanie klasy poli­ty­cznej,
wymi­aru spraw­iedli­wości, admin­is­tracji i służby zdrowia. Niepraw­idłowe funkcjonowanie przez całe dziesię­ci­ole­cia pol­skiej medy­cyny, choć dokuc­zliwe dla społeczeństwa i pra­cown­ików medy­cznych, stało się w naszym państ­wie nie­jako czymś nat­u­ral­nym. Nie zmieniło tego stanu rzeczy ani pow­stanie Kas Chorych, ani — tym bardziej — Nar­o­dowego Fun­duszu Zdrowia.

Z obec­nej sytu­acji zad­owoleni mogą być wyłącznie decy­denci różnego szczebla, coraz ściślej pow­iązani z pro­du­cen­tami leków, szczepi­onek i sprzętu medycznego.

W między­cza­sie zgod­nie z tren­dami świa­towymi wprowad­zono u nas dziesiątki nowych spec­jal­ności i pod­spec­jal­ności, powierza­jąc ich przed­staw­icielom pieczę nad pol­ską medy­cyną. Mimo że człowiek jest jed­noś­cią psy­cho­so­maty­czną, spec­jal­ności te funkcjonują zazwyczaj w całkow­itym oder­wa­niu od siebie. Nie ulega wąt­pli­wości, że w ostat­nim cza­sie odno­towal­iśmy postęp w medy­cynie, jed­nak najczęś­ciej doty­czył on kwestii tech­nicznych, związanych z diag­nos­tyką, zab­ie­gami oper­a­cyjnymi i gene­tyka, w tym głównie z zab­ie­gami inżynierii genetycznej.

A postęp tech­niczny, jak wiadomo, wpływa na zain­tere­sowa­nia i kierunek ksz­tałce­nia przyszłych lekarzy.

Aktu­al­nie możemy poszczy­cić się wieloma wspani­ałymi spec­jal­is­tami, brakuje nam nato­mi­ast lekarzy, którzy trak­towal­iby pac­jenta jako inte­gralną całość: istotę zarówno duchową, jak i cielesną. Takich, którzy nie przyrównują człowieka do zep­sutej maszynerii. Efekty wspom­ni­anego pode­jś­cia stwarzają coraz więcej prob­lemów nie tylko chorym, ale też urzęd­nikom odpowiedzial­nym za ich lecze­nie. Nie należy zatem prob­lemu niezad­owole­nia społecznego sprowadzać wyłącznie do braku odpowied­nich fun­duszy. Pieniądze są dziś marnotraw­ione przez wadliwą orga­ni­za­cję, niewłaś­ciwe ksz­tałce­nie lekarzy oraz niegospodarność.

Za taki stan rzeczy pol­skie społeczeństwo oskarża lekarzy, ci zaś mają pre­ten­sje do pac­jen­tów o brak zrozu­mienia i życ­zli­wości oraz złą wolę. Niewłaś­ci­wie ksz­tałceni na stu­di­ach i w trak­cie spec­jal­iza­cji widzą najczęś­ciej tylko wąski wycinek ist­nieją­cych
prob­lemów. Brak im szer­szego, wnikli­wego spo­jrzenia i oglądu całości zagad­nienia. Dziś do podob­nej reflek­sji nie są zdolni ani
lekarze, ani orga­ni­za­torzy pol­skiej służby zdrowia. Racjon­al­nym wyjś­ciem z tej sytu­acji jest zainicjowanie pro­cesu inte­gracji, która powinna objąć poszczególne lekarskie specjalności.

Do połączenia sił musi też koniecznie dojść w obrę­bie medy­cyny kon­wencjon­al­nej i niekonwencjonalnej.

Poza tym niezbędne jest rozpoczę­cie pro­cesu racjon­al­nego ksz­tałce­nia różnych szczebli menedżerów służby zdrowia, którzy współpra­cow­al­iby z lekarzami o znaczą­cym inter­dyscy­pli­narnym dorobku.

Fakt bycia mało doświad­c­zonym lekarzem lub menedżerem bez grun­townej wiedzy na temat prob­lemów kwadratury koła pol­skiej medy­cyny, źle wróży przyszłości tej gałęzi wiedzy. Sytu­acji nie uzdrowi przez­naczanie na ten cel więk­szych środ­ków finan­sowych. Tym­cza­sem we wszys­t­kich debat­ach na temat reor­ga­ni­za­cji pol­skiej opieki medy­cznej dyskusja ogranicza się do kwestii ekonomiczno-​organizacyjnych. W roz­mowach tych ignoruje się konieczne zmi­any mery­to­ryczne, którymi żywo zain­tere­sowani są pac­jenci, a powinni być — poli­tycy i decy­denci służby zdrowia.

Jako jeden z nielicznych lekarzy w Polsce od chwili ukończenia studiów na Wydziale Lekarskim A.M. w Gdańsku w roku 1960, poza inten­sy­wną pracą zawodową w placówkach szpi­tal­nych i w lecznictwie otwartym obser­wuję rozwój pol­skiej i świa­towej medy­cyny. Jestem spec­jal­istą chirurgii i reha­bil­i­tacji. Poza tym od ponad 45 lat zaj­muję się medy­cyną nat­u­ralną i akupunk­turą, a od 33 — ter­apią man­u­alną. 14 lat byłem asys­ten­tem w Odd­ziale Chirurgii Ogól­nej Szpi­tala Wojew­ódzkiego w Opolu i równole­gle pra­cow­ałem w Wiejskim Ośrodku Zdrowia w Jeł­towej w powiecie opol­skim przez 7 zastępcą ordy­na­tora i ordy­na­torem w Odd­ziale Para­plegii I w Gór­niczym Cen­trum Reha­bil­i­tacji Leczniczej i zawodowej REPTY w Tarnows­kich Górach. Trzy lata pełniłem funkcje dyrek­tora i ordy­na­tora Odd­zi­ału Schorzeń Narządu Ruchu w Aka­demickim Cen­trum Reha­bil­i­tacji w Zakopanem a od dwóch dekad prowadzę własne Cen­trum Reha­bil­i­tacji Medy­cyny Zin­te­growanej, Sportowej i Leczenia Bólu w Opolu.

Wielospec­jal­isty­czne doświad­cze­nie zawodowe, jak też stałe mon­i­torowanie kierunków roz­woju współczes­nej medy­cyny stały się dla mnie fun­da­mentem do wypra­cow­a­nia włas­nego poglądu na funkcjonowanie służby zdrowia. Ma on charak­ter polemiczny w sto­sunku do zasad, jakimi kieruje się w Polsce medy­cyna kon­wencjon­alna. Dzięki sys­tem­aty­cznemu pogłębia­niu wiedzy wyraźnie rozle­gle­jszej niż ta, którą wynosimy ze studiów, oraz inten­sy­wnej prak­tyce klin­icznej patrzę na medy­cynę z pewnego dys­tansu i postrzegam jej prob­lemy w znacznie szer­szym aspekcie niż więk­szość kolegów o podob­nym zawodowym stażu. Choć nadal pogłębiam wiedzę teo­re­ty­czną z zakresu medy­cyny kon­wencjon­al­nej i niekon­wencjon­al­nej, głównym źródłem wiedzy medy­cznej pozostają dla mnie moi pac­jenci i sposób, w jaki leczy się ich w Polsce.

List ten pow­stał z potrzeby podzie­le­nia się kilkoma uwagami z lekarzami o niniejszym doświad­cze­niu, szczegól­nie zaś z kolegami dopiero rozpoczy­na­ją­cymi swą drogę zawodową. Jest on pod­sumowaniem moich głębo­kich prze­myśleń i wielo­let­niej pracy z pac­jen­tami. Zjawiskiem które w naszej medy­cynie niepokoiło mnie od drugiej połowy lat 50., czyli od momentu rozpoczę­cia studiów, była jakość ksz­tałce­nia pol­s­kich lekarzy. Od początku odnosiłem wraże­nie, że w akademi­ach medy­cznych zbyt dużą wagę przy­wiązuje się do wiedzy teo­re­ty­cznej, co niestety odbywa się kosztem naby­wa­nia umiejęt­ności prak­ty­cznych, koniecznych w lecze­niu i obcow­a­niu z pac­jen­tami. Moim zdaniem nauczy­ciele aka­demiccy (co obser­wowałem pod­czas moich studiów) powinni przekazy­wać stu­den­tom również pod­sta­wową wiedzę z zakresu etyki oraz pod­miotowego trak­towa­nia osób chorych. Niezad­owole­nie pol­skiego społeczeństwa w tej kwestii wynika z faktu, iż wielu lekarzy ma min­i­malną wiedzę na ten temat i w isto­cie nie przy­wiązuje do niej więk­szego znaczenia.

Postęp odno­towywany w diag­nos­tyce medy­cznej w coraz więk­szym stop­niu ogranicza ją do wykony­wa­nia badań instru­men­tal­nych. Obec­nie w ter­apii domin­uje far­makoter­apia chemiczna, związana z dzi­ała­ni­ami ubocznymi i powikła­ni­ami. Kosztem reha­bil­i­tacji — często najskuteczniejszej metody leczenia — rozsz­erza się wskaza­nia do zabiegów operacyjnych.

Stu­denci medy­cyny i młodzi lekarze pod wpły­wem atmos­fery panu­jącej na uczel­ni­ach i w mass medi­ach w coraz więk­szym stop­niu fas­cynują się kar­di­ologią inwazyjną, przeszczepami narządów, szczepi­eni­ami ochron­nymi i inżynierią gene­ty­czną.
Chemiczne lecze­nie far­mako­log­iczne wyp­iera agresy­wnie nat­u­ralne metody leczenia, służące ludzkości od tysią­cleci. Ten trend domin­uje w ostat­nich lat­ach nie tylko w Polsce, ale również w dzi­ała­ni­ach prawnych Unii Europe­jskiej. W naszym kraju sytu­acja staje się tym groźniejsza, że mimo niedostate­cznego wyszkole­nia prak­ty­cznego stu­den­tów doprowad­zono obec­nie do zniesienia stażu pody­plo­mowego, co w znacznym stop­niu pog­a­rsza sytu­ację pac­jen­tów, czyniąc także krzy­wdę samym lekar­zom — świeżo upiec­zonym absol­wen­tom studiów medycznych.

Mam nadzieję, że mój apel i chęć podzie­le­nia się z młodymi lekarzami ważnymi uwagami, które czer­pię z doświad­czenia dłu­go­let­niej pracy z pac­jen­tami choć w niewielkim stop­niu przy­czynią się do poprawy nowo wyt­wor­zonej, potenc­jal­nie groźnej
sytu­acji w pol­skiej medycynie.

A oto kilka rad doty­czą­cych najważniejszych spraw na styku lekarz-​pacjent.

Decyzja o tym, że zostanie się lekarzem, oznacza wybór jed­nego z najws­panial­szych zawodów świata. Stu­dia medy­czne trwają długo i są trudne, a sam fakt ich pomyśl­nego ukończenia stanowi aut­en­ty­czny powód do dumy — ale, doda­jmy, nie do buty. Bo ta piękna róża ma również kolce.

Bycie lekarzem to wielka odpowiedzial­ność i konieczność zma­gania się z licznymi, nieraz trud­nymi prob­le­mami natury zawodowej i czysto ludzkiej. W ich rozwiązy­wa­niu powinna poma­gać nam wiedza wynie­siona ze studiów i oso­bisty przykład dawany przez nauczy­cieli aka­demic­kich. Niestety z tym bywa różnie.

Istot­nym prob­le­mem pozostaje też orga­ni­za­cja i sposób funkcjonowa­nia służby zdrowia w każdym wojew­ództwie, powiecie i poje­dynczej placówce. A trzeba z przykroś­cią stwierdzić, że z wielu powodów — nie tylko natury eko­nom­icznej — prob­lem ten w Polsce nie wygląda dobrze, cza­sem zaś prezen­tuje się wręcz kosz­marnie. Uważam jed­nak, że mimo wszys­tko można być lekarzem mądrym, dobrym i cenionym przez pacjentów.

Kwestią, którą trak­tuje się mar­gin­al­nie w medy­cynie wielu, jeśli nie więk­szości kra­jów na świecie, są relacje lekarz — pac­jent.
A prze­cież doświad­cze­nie zawodowe dobrych lekarzy i więk­szości pac­jen­tów dobit­nie świad­czy o tym. że jest to zagad­nie­nie
kluc­zowe, mające wpływ nie tylko na atmos­ferę kon­tak­tów, ale także na jakość diag­nos­tyki, ter­apii i rokowania.

A na koniec parę wypróbowanych rad dla Was, Młodzi Koledzy, wkracza­jący dopiero w życie zawodowe. Z mojego ponad
50-​letniego pro­fesjon­al­nego doświad­czenia wynika, że:

  • Pod­stawą relacji lekarz-​pacjent (poza dobrym przy­go­towaniem zawodowym, które właśnie zaczy­na­cie zdoby­wać) powinno być trak­towanie pac­jenta jak dobrego zna­jomego albo członka rodziny. Jak bliźniego, który zwraca się do nas z prob­le­mami nie tylko zdrowot­nymi, ale też życiowymi. Nawet jeśli nasz czas jest ogranic­zony należy okazać choremu życ­zli­wość i zain­tere­sowanie. Dzięki temu wykony­wane przez nas staranne badanie będzie prze­b­ie­gało w pozy­ty­wnej atmosferze.
  • Pomimo ogrom­nego postępu medy­cyny w kwestii diag­nos­tyki instru­men­tal­nej nie zapom­i­na­jmy, że pod­stawą dobrej diag­nozy pozostaje dokładny wywiad i szczegółowe badanie fizykalne. Pozwala ono wykryć wiele ważnych objawów z punk­tuwidzenia diag­nos­tyki, dla których nadal nie ma odpowied­niegoin­stru­men­tar­ium (np. ocena napięć mięśniowych, ból). Przede wszys­tkim jed­nak takie badanie stanowi czyn­ność ułatwia­jącą naw­iązanie z pac­jen­tem ciepłego, ludzkiego kontaktu.
  • Z im poważniejszymi prob­le­mami zdrowot­nymi przy­chodzi do nas konkretny pac­jent tym bardziej odpowiedzialne powinno być nasze zachowanie wrobec niego. Dlat­ego nie infor­mu­jmy go pochop­nie o pode­jrze­niu schorzeń nowot­worowych czy innych cięż­kich przy­padłości (nazbyt często uznawanych za nieuleczalne), zanim swych pode­jrzeń nie zwery­fiku­jemy zapoz­na­jąc się z wynikami badań instru­men­tal­nych, a wr trud­niejszych przy­pad­kach — przeprowadza­jąc kon­sul­tacje z bardziej doświad­c­zonymi kolegami — lekarzami.
  • W jed­nym z numerów amerykańskiej JAMY sprzed kilku­nastu lat, poświę­conemu sto­sunkowi: lekarz — pac­jent, napisano przykre, lecz niestety prawdziwe słowa: Im mniejszą wiedzą dys­ponuje lekarz, tym bardziej udaje Pana Boga. Oczy­wiś­cie stwierdze­nie to nie doty­czy Was, Drodzy Koledzy, którzy dopiero rozpoczy­na­cie swą drogę zawodową. Każdy kiedyś zaczy­nał. Chci­ałbym Was jed­nak przestrzec przed swoistymzad­u­faniem, dają­cym o sobie znać rzecz jasna nie tylko wśród lekarzy. Pac­jenci na taki sposób bycia reagują źle; podobne trak­towanie rodzi też prob­lemy innej natury.
  • Warto przy­toczyć dwra cytaty z wypowiedzi wspani­ałego, choć nieco już zapom­ni­anego pol­skiego lekarza-​filozofa, Władysława Bie­gańskiego. Pier­wszy: Pac­jent ma prawo stracić życie, ale nie powinien utracić nadziei. I drugi: Nie chci­ałbym być lekarzem, gdy­bym nie potrafił pomóc pac­jen­towi, któremu medy­cyna już pomóc nie może.
  • Jeśli już musimy poin­for­mować pac­jenta uznanego przez medy­cynę kon­wencjon­alną za nieuleczal­nego, uczyńmy to tak, jak­byśmy sami chcieli być o podob­nym fak­cie poin­for­mowani, albo jakby doty­czyło to kogoś z grona naszych najbliższych.
  • Na początku Waszej drogi zawodowej spróbu­j­cie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy metody leczenia (poza przy­pad­kami ewident­nego ratowa­nia życia), które są niez­godne z prawami Natury, mogą na dłuższą metę okazać się skuteczne w ter­apii więk­szości przewlekłych schorzeń. Oso­biś­cie przekon­ałem się, że na obec­nym etapie roz­woju medy­cyny najlep­sze rezul­taty daje inte­gracja metod kon­wencjon­al­nych z niekon­wencjon­al­nymi. Dlat­ego mój głęboki niepokój budzi fakt, że w ramach Unii Europe­jskiej pode­j­muje się dzi­ała­nia ogranicza­jące lecze­nie ziołami i innymi meto­dami medy­cyny naturalnej.
  • Nieza­leżnie od wybranej spec­jal­ności stara­j­cie się w swo­jej prak­tyce medy­cznej inte­grować wiedze wynie­siona ze studiów i zdoby­waną w trak­cie spec­jal­iza­cji — z tą, którą uzysku­je­cie pod­czas zaan­gażowanej pracy z pac­jen­tami i zgod­nie z nią postępu­j­cie. Miej­cie również odwagę posi­adać własne zdanie na każdy temat, które nie kłóci się z Waszym sumieniem.

Życzę Wam, Drodzy Koledzy, spełnienia i dużo satys­fakcji z wykony­wa­nia tego najpiękniejszego z zawodów świata.
Serdecznie poz­draw­iam

Eustachiusz Gadula

Od redakcji: Kon­takt mailowy z dr. Eustachiuszem Gadułą: Ten adres pocz­towy jest chro­niony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włącze­nie w przeglą­darce obsługi JavaScript.

Niez­nany Świat 10/​2011

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.