Echa zakazanej archeologii

Echa zakazanej archeologii
Michael A. Cremo
Wydawnictwo SFAJROS, Wrocław 2012

Dzięki ujawnieniu wstrząsających faktów stawiających pod znakiem zapytania darwinowską teorię ewolucji, pamiętna książka Michaela Cremo i Richarda Thompsona, która w latach 90. ub.w okazała się na całym świecie czytelniczym bestsellerem, doczekała się obecnie appendixu w postaci edycji firmowanej przez jednego z autorów Zakazanej archeologii. Składają się na nią wystąpienia Michaela A. Cremo na różnorakich międzynarodowych konferencjach, sympozjach oraz w mediach, „naukowe” recenzje Zakazanej archeologii zamieszczone w różnorakich periodykach wraz z pokłosiem w postaci glos i polemik, a także obfita korespondencja prowadzona przez obu badaczy z licznym przedstawicielami środowiska naukowego, pisarzami i filozofami.

Fascynująca to lektura. Widać przy tym niczym na dłoni, jak zgranymi argumentami w obronie uświęconych dogmatów posługują się niektórzy akademiccy uczeni i jak demagogicznych nierzadko używają chwytów po to, by zdyskredytować niewygodne z ich punktu widzenia odkrycia. W ostatecznym rozrachunku ta wielowątkowa wymiana poglądów i opinii stanowi równie pouczającą lekcję poglądową, co fakty ujawnione przez Cremo i Thompsona.

Są np. uczeni, którzy wystraszyli się już samej ewentualności zrecenzowania wspomnianej pracy, cedując tę kłopotliwą powinność na swoich studentów (exemplum: socjolog nauk David Bloor), podczas gdy inni usiłują rozpaczliwie Zakazaną archeologię kwalifikować do tzw. nurtu spiskowego (np. Tim Murray - autor publikacji na ten temat zamieszczonej w British Journal for the History of Science). Generalnie zaś cały ten obfity materiał – zawierający notabene niekiedy bardzo smakowite elementy realioznawcze – w pełni potwierdza oskarżenia Cremo i Thompsona dotyczące funkcjonowania w nauce filtrów wiedzy.
Jak czytamy w Echach zakazanej archeologii: To nie jest koniecznie jakiś spisek - w tym sensie, że grupa osób zbiera się w pokoju wypełnionym dymem i postanawia dokonać mistyfikacji. Chodzi tutaj raczej o automatyczne procesy zachodzące w obrębie społeczności naukowej. Jeżeli dany materiał nie zgadza się z dominującą teorią, jest mimowolnie pomijany w dyskusjach; nie jest przedmiotem doniesień, co oznacza, że nauce nie udaje się rozwijać we właściwym kierunku.
I konkluzja: Sądzę, że „Zakazana archeologia” stanie się klasykiem literatury drugiego obiegu. Wątpliwe, aby dostała się do oficjalnych mediów - „oświeceni” ściśle je kontrolują.
Oczywiście skłamalibyśmy, gdybyśmy powiedzieli, że zupełnie nie przeszkadza nam osobiste światopoglądowe uwikłanie Cremo i Thompsona w filozofię hinduizmu z Wedami na czele, gdyż niezależni badacze powinni być wolni od wszelkich uwarunkowań religijnych (czy to chrześcijańskich czy - jak w tym przypadku - wywodzących się z kultury Dalekiego Wschodu). Najważniejsze jednak, że Zakazana archeologia wraz z jej reperkusjami wznieciła dawno nieodnotowany ferment w środowiskach okopanych w betonowych bunkrach dogmatu. Dzięki temu tzw. pogranicze nauki w wielu swoich segmentach niepostrzeżenie przestało być pograniczem. Jak napisał w przedmowie do recenzowanej tu książki słynny Collin Wilson: udowadniając, że inteligentne stworzenie o wyprostowanej sylwetce nazywane człowiekiem nie pojawiło się na arenie dziejów tak niedawno, jak zazwyczaj uważamy i że wysoce prawdopodobne wydaje się, iż fakt ten poprzedziło funkcjonowanie innych, zaginionych dziś cywilizacji, Cremo i Thompson rzucili wyzwanie, które jest całkowicie racjonalne. I jeśli „wielcy” naukowcy je zignorują, będzie to kolejny poważny argument przeciw ortodoksyjnym poglądom naukowym opisanym w „Zakazanej archeologii”.

Recenzja: Nieznany Świat 7/2012

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.