Teologia zwierząt

Teologia zwierząt.
Andrew Linzey
Wydawnictwo WAM, Kraków 2010

Bardzo ważna książka. Cholernie ważna. Przede wszystkim dlatego, że burzy religijne stereotypy ukształtowane na skutek całkowicie błędnego pojmowania przez całe rzesze chrześcijan, w tym – nad czym należy szczególnie ubolewać – licznych duchownych hasła Czyńcie sobie Ziemię poddaną. Zgodnie z powszechną teologiczną interpretacją ma ono usprawiedliwiać instrumentalne (a w praktyce często: nieludzkie) traktowanie zwierząt, dokonywanie na nich barbarzyńskich eksperymentów, okrutne polowania, de facto zaś odmawianie im wszelkich praw.

 

Andrew Linzey – anglikański duchowny, wybitny teolog, profesor i wykładowca tego przedmiotu na Uniwersytecie Nottingham, autor kilkunastu książek o teologii i etyce – kategorycznie kwestionuje koncepcję, w myśl której wywodzące się z nauki Chrystusa imperatywy moralne dotyczące miłości i szacunku mają odnosić się wyłącznie do ludzi. Uważam za rzecz godną pożałowania, a wręcz odpokutowania – pisze – fakt, iż społeczność wierzących, wyznająca obiektywną prawdę Boga objawionego w Chrystusie, rozwijała swoją doktrynę, nie myśląc prawie w ogóle o miliardach nie-ludzkich istnień zamieszkujących dzieło stworzenia. Cóż można rzec o teologii, która rozwijała się na bazie zaniedbania moralnego wobec stworzeń należących do Boga?

Trudno wyobrazić sobie na gruncie religijnym bardziej dobitne oskarżenie. Linzey mówi: Ziemia nie należy do człowieka, lecz do Boga, a skoro tak, to do Niego należą również zamieszkujące ją zwierzęta. I nic – ani nikt – nie ma prawa traktować ich w sposób niegodny, nad czym niestety wielu, bardzo wielu duchownych przechodzi do porządku dziennego, nie piętnując takich zachowań z punktu widzenia wyznawanej przez siebie wiary. Czyż trzeba przypominać, co dzieje się pod tym względem zwłaszcza na wsi, gdzie głos Kościoła mógłby zdziałać szczególnie dużo dobrego, przyczyniając się do złagodzenia losu zwierząt i zmiany postaw ludzi, uważających się za „przyzwoitych parafian”, a na co dzień odmawiających braciom mniejszym podstawowych praw? Tak, właśnie braciom mniejszym, ponieważ autor Teologii zwierząt nie tylko nie stroni od tego określenia (obwołanego przez wielu księży w Polsce za herezję; twór nieomal new age’owy), lecz ocenia je jako w pełni uprawnione i adekwatne do stanu rzeczywistego. Przychodzi w tym momencie na myśl włoski ksiądz Canciani, o którym kiedyś pisaliśmy w Nieznanym Świecie, uczący na co dzień swoich wiernych szacunku i miłości do zwierząt. Ale ksiądz Canciani nie napisał – bo nie miał takiej możliwości – książki, która w odniesieniu do problemów, o jakich mówimy, de facto okazuje się rewolucją w myśleniu na gruncie teologii.

Jakże żałosnie na tle wywodów anglikańskiego duchownego (którego książkę w Polsce wydało jednak – uwaga, bo to ważne! – wydawnictwo katolickie, za co cześć mu i chwała) brzmią słowa księdza Grzegorza Błocha, z którym niedawno polemizowaliśmy na temat nieistnienia duszy zwierząt. Oczywiście status autora Teologii zwierząt siłą rzeczy powoduje, że jest on ograniczony dogmatami religii, którą wyznaje. Ale to, co napisał, oznacza stanowcze zakwestionowanie błędnych i szkodliwych wzorców myślenia, jakie zdominowały praktykę bezdusznego, a nierzadko również okrutnego traktowania zwierząt przez znaczną część chrześcijan uważających takie postępowanie za normalne i usprawiedliwione na gruncie dogmatów wiary.

Linzey nie pozostawia wątpliwości co do tego, że jest to sprzeczne z samą istotą chrześcijaństwa. Zmuszanie zwierząt – pisze – do cierpienia dla celów ludzkich jest nie tylko złe moralnie, lecz stanowi również przejaw najpoważniejszej bezbożności. Mało tego – w jednym z końcowych rozdziałów autor nie waha się przed określeniem wegetarian jako ideału biblijnego (!). I pomyśleć, że niektórzy polscy duchowni (proszę zajrzeć na internetowe portale katolickie) równie skwapliwie, co bezmyślnie zaliczają ruch wegetarian do sekt!!!

Koniecznie przeczytajcie tę książkę (co może nie być łatwe, gdyż została wydana w niewielkim nakładzie). Koniecznie. I podsuńcie ją katechecie podczas szkolnej lekcji religii, a także proboszczowi, który na parafialnej tablicy ogłoszeń wywiesza „manifesty” będące ideologicznymi popłuczynami po odczytach objeżdżających poszczególne miasta i parafie niedouczonych religijnych fundamentalistów, mieniących się „teologami”. Ich namiętna polemika z tomem Linzeya zaiste niewiele da w obliczu siły ducha, jaka emanuje z jego kart. I nie jest to tylko dalekie echo ideałów św. Franciszka z Asyżu i Alberta Schweitzera, lecz przede wszystkim wołanie o powrót w obrębie Kościoła do chrystusowych korzeni. Dodajmy, że to wspaniałe, głęboko poruszające dzieło zostało zaopatrzone w spis kilkuset edycji i artykułów publicystycznych, którymi autor posługiwał się, pisząc swoją książkę, wywracającą do góry nogami stereotypy myślenia w obrębie sygnalizowanego tematu.

PS. Teologię zwierząt ściągnęliśmy do naszej księgarni, gdzie można ją kupić.

Recenzja: Nieznany Świat 4/2011

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.