Rekomendacja miesiąca 09/2019

BOSKIE ZWIERZĘTA
Szymon Hołownia
Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2018

Książka, która jest dokładną antytezą tego, co przed laty napisał na portalu Katolik ksiądz Grzegorz B. Błoch w swoim idealnie wolnym od empatii artykule Czy zwierzęta mają duszę?, w którym udowadniał pracowicie, że po pierwsze, zwierzęta, ma się rozumieć, żadnej duszy nie mają, a po drugie, nie ma co liczyć na to, że spotkamy je w niebie, co dotyczy nawet naszych długoletnich przyjaciół, bo tam miejsca dla nich nie ma. Tekst ks. Błocha wyśmieliśmy Nieznanym Świecie (Niebo bez zwierząt - nr 11/2010 r.), odzwierciedlał on jednak wiernie model myślenia wielu (chciałoby się powiedzieć: niektórych, ale pewności w tej mierze brak) duchownych wobec naszych braci mniejszych.

Sam Szymon Hołownia jest z kolei absolutnie nietuzinkowym publicystą katolickim, który niejednokrotnie w swoich publikacjach wskazywał na boski rodowód nie tylko człowieka, lecz również zwierząt, a gdy Ukraina w przededniu futbolowych mistrzostw w 2012 r. wymordowała kilkanaście milionów bezdomnych psów, by ich obecność nie psuła estetyki kraju goszczącego zaproszonych gości, zażądał, by za ten haniebny czyn pozbawić jej prawa do współorganizowania EURO. Nie poparł go wówczas nikt z wyjątkiem „Nieznanego Świata”, choć to też nie jest ścisłe, gdyż międzynarodowa kopanina na boisku nieszczególnie nas obchodziła. Natomiast w tym samym mniej więcej czasie zwróciliśmy uwagę na fakt, że państwo, które stawia raz po raz pomniki tudzież postumenty historycznym siepaczom i mordercom, hołubiąc ich jak bohaterów narodowych, a bezdomnych zwierzętom urządza masową hekatombę, słabo uzasadnia potrzebę swojej obecności w obrębie cywilizacji europejskiej.

Wróćmy jednak do książki Szymona Hołowni, która jest namiętną polemiką „z głupimi” - nie wahajmy się użyć tego słowa - dogmatami wynikającymi rzekomo ze studiowania Pisma Świętego. Nie bez powodu autor pisze już na wstępie: Doskonale wiem, że za tę książkę po łbie dostanę od wszystkich. W pierwszej kolejności od święcących ubojnie biskupów, adorujących lisie truchła księży myśliwych oraz tych, którzy z lektury Pisma zapamiętali wyłącznie to jedno słynne zdanie: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”, a w ich przekonaniu Jezus, wyłącznie przez niedopatrzenie (albo spisku starożytnych wegetarian) w „Modlitwie Pańskiej” we frazie „chleba naszego powszedniego” nie dodał: i wędliny (…). Mięsożerstwo, ten smaczny dowód szczególnej antycznej pozycji człowieka, to wszak jeden z głównych atrybutów naszej wiary.

Już same tytuły rozdziałów w tomie, czy też ich fragmenty, sygnalizują skądinąd jego niepowszednią temperaturę: „Dlaczego chrześcijanin powinien pogapić się czasem na zwierzęta, a nie tylko na obrazy czy w lustro?”, „O zielonych nazistach”, „O księżach, co strzelają z dwóch ambon”, „O teologii schabowego”, „O świętych, którzy woleli nie zbudować kościoła, niż wyciąć las”, „O tym, czy facet musi rzeczywiście wp…ć steki” i „co ma wspólnego świat z Eucharystią”.

Wystarczy? Z konieczności musi, bo na więcej cytatów brak miejsca. Natomiast tę piękną, przepojoną niepowszednią empatią książkę trzeba koniecznie przeczytać w całości. Zgoła odrębną rzeczą jest, czy Hołownia ma rację, twierdząc, że zwierzęta są częścią „boskiego planu”, gdyż ich krzywda okazuje się tak dojmująca i masowa, iż można wątpić, czy siewcy życia na Ziemi, kimkolwiek byli, choć przez moment zatroszczyli się o ich los. Przypomnijmy w tym miejscu zwłaszcza przejmujący manifest na temat krzywdy zwierząt prof. Simony Kossak (zob. Światło i mrok w nr. 11 z 2007 r.), czy wydrukowany niedawno przez nas esej Małgorzaty B. Jakubiak Rad zaliczam do ludzkości psy poświęcony myślom nieznanym profesora Tadeusza Kotarbińskiego, który konsekwentnie stawał w obronie prawa zwierząt do godnego życia. To zaiste piękne i krzepiące, gdy w jednym punkcie spotykają się ze sobą głęboko wierzący katolik i zdeklarowany ateista, których łączy etyczny sprzeciw wobec tego, co się dzieje. A z drugiej strony, w tyle głowy pulsuje cytowany przez nas niejednokrotnie niepokojący wiersz XIX-wiecznego poety Mikołaja Bernackiego Idylla maleńka taka z jego poruszającym zapisem rzeczywistości: Idylla maleńka taka:/ Wróbel połyka robaka,/ Wróbla kot dusi niecnota,/ Pies chętnie rozdziera kota,/ Psa wilk z lubością pożera,/ Wilka zadławia pantera,/ Panterę lew rwie na ćwierci/ Lwa – człowiek; a sam po śmierci/ Staje się łupem robaka,/ Idylla maleńka taka.

Niezależnie jednak od tego, kto w swoim oglądzie świata ma rację, naszym obowiązkiem jest zasilać wszystkimi dobrymi energiami takich ludzi jak Szymon Hołownia. Gdyż, jeśli zwątpimy w ich żarliwą wiarę, pozostanie etyczna dżungla z jej bezmyślnymi i głęboko zawstydzającymi wzorcami, jakim hołdują np. księża - myśliwi. Bo - trudno wierzyć - ale są i tacy. Istne kuriozum.

Recenzja: Nieznany Świat 09/2019

 

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.