Fenomen teleportacji

Spis treści

Na pier­wszy rzut oka wydaje się ona nie mieć nic wspól­nego z psy­chokinezą, ponieważ filmy z gatunku sci­ence fic­tion utr­wal­iły w nas przeko­nanie, że wymaga stosowa­nia urządzeń stricte tech­nicznych. Tym­cza­sem obser­wowane przy­padki zarówno bezcza­sowego przemieszcza­nia się w przestrzeni różnego rodzaju obiek­tów, jak i aportów na wyraźne men­talne żądanie, pozwalają przy­puszczać, że w man­i­festowa­niu się tego zjawiska nieba­gatelny udział może odgry­wać czyn­nik psychiczny.


Danuta Adamska-​Rutkowska

Przykłady spon­tan­icznych tele­por­tacji opisane w pub­likac­jach Jour­nal of the SPR (peri­odyk wydawany przez Soci­ety for Psy­chother­apy Research − Towarzystwo Badań Psy­choter­apeu­ty­cznych) nasuwają wniosek, że warunk­iem ich zaist­nienia jest lokalne zakłóce­nie kon­tin­uum cza­so­przestrzen­nego. Istota zjawiska może więc wywodzić się dokład­nie z tego samego źródła, co naty­ch­mi­as­towa komu­nikacja infor­ma­cyjna poza cza­sem i przestrzenią, czyli z natury naszej rzeczy­wis­tości. Praw­dopodob­nie jest ona następst­wem tzw. ukry­tego porządku (pos­tu­lowanego przez dr. Davida Bohma, pro­fe­sora fizyki na Uni­w­er­syte­cie Londyńskim), który scala naszą cza­so­przestrzenną rzeczy­wis­tość z wyższymi wymi­arami Wszechświata.

SPOTKANIE Z DR DANUTĄ ADAMSKĄ-​RUTKOWSKĄ W KSIĘ­GARNI (ul. KREDY­TOWA 2, WARSZAWA) ODBĘDZIE SIĘ 20 WRZEŚ­NIA BR. O 17:30. DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

Ponieważ sprawa ta warta jest bliższego zbada­nia, przyjrzyjmy się na wstępie kilku opi­som tego rodzaju wydarzeń.

W 1968 roku dr Vidal z żoną oraz jego zna­jomi jechali dwoma samo­chodami z Chas­comús (Argen­tyna) do odległego o około 150 km Maipú. Do celu jed­nak nie dotarli. Nie mogąc się ich doczekać, przy­ja­ciele dwukrot­nie prze­byli tę trasę, lecz nie natrafili na ślad zaginionych.

Dwa dni później Vidalowie zatele­fonowali z Mex­ico City, kon­tak­tu­jąc się z nimi przez kon­sulat argen­tyński. Okazało się, że po wyjeździe z Chas­comús dostali się w gęstą mgłę, po czym stra­cili przy­tom­ność. Gdy ock­nęli się, samochód stał na skraju niez­nanej im drogi. Był sprawny, nato­mi­ast na lakierze zna­j­dowały się duże, jakby wypalone plamy.

Okazało się, że pasażerowie w niewytłu­maczalny sposób przemieś­cili się w oko­lice stol­icy Meksyku. Oznacza to, że w krótkim cza­sie i bez tankowa­nia prze­byli 6000 km.

W grud­niu 1970 roku Bruce Ger­son wys­tar­tował samolotem Beechcraft Bonanza A36 z Andros Island (Wyspy Bahama). Leciał do Palm Beach na Flo­ry­dzie. Nad Bahama Banks zauważył dzi­wną elip­ty­czną chmurę, która błyskaw­icznie pow­ięk­szała swoje rozmi­ary. Zanim zdołał ją wyminąć, okrążyła go ze wszys­t­kich stron, tworząc wokół samolotu rodzaj wiru­jącego tunelu.

Wewnątrz samolotu zapanował stan całkowitej nieważkości, gdy zaś maszyna opuś­ciła chmurę, wpadła w matowozielony opar całkowicie zasła­ni­a­jący wszelką widoczność. Nie dzi­ałały przyrządy pokład­owe, nie było kon­taktu ze stac­jami naziem­nymi. Na szczęś­cie po pewnym cza­sie opar zaczął rzed­nąć, tworząc coraz bardziej przezroczyste pasma. Gdy widoczność powró­ciła, okazało się, że samolot zna­j­duje się nad Miami Beach. Po wylą­dowa­niu stwierd­zono, że lot trwał zaled­wie 45 minut zami­ast 75, a zuży­cie paliwa wyniosło 28 galonów zami­ast 40. W świ­etle obow­iązu­jącej wiedzy brak jakiegokol­wiek wytłu­maczenia zarówno dla krót­szego czasu przelotu, jak i mniejszego zuży­cia ben­zyny. Jedynym sen­sownym w tej sytu­acji wyjaśnie­niem wydaje się odby­cie podróży – pod­czas przelotu przez zagad­kową chmurę i równie tajem­niczy opar – poza cza­so­przestrzenią (i rządzą­cymi w niej prawami).

Podobny wypadek miał miejsce w nocy z 15 na 16 lipca 1972 roku, gdy pro­fe­sor A. Brunelli wraz przy­ja­cielem S. Porchi­etto wyjechali samo­cho­dem z Bal­n­earia w Argen­tynie, jadąc do odd­alonej o 180 km Cor­doby. Ponieważ trasę tę doskonale znali, ze zdu­mie­niem zare­je­strowali brak miejs­cowości położonych między Arroy­ito i Mon­te­cristo. Podróż do Cor­doby trwała zaled­wie godz­inę, mimo że zwykle wyma­gała dwukrot­nie dłuższego czasu. Także zuży­cie paliwa było o połowę mniejsze niż zwykle. Zgu­bi­e­nie się zna­j­du­jące się na tej trasie miejs­cowości sugeruje podróż odbytą częś­ciowo przez inną rzeczywistość.

Nie należą także do rzad­kości dobrze udoku­men­towane wypadki autotele­por­tacji, czyli świadomego przemieszczenia w cza­sie zerowym włas­nego ciała.

Np. Brazyli­jczyk Car­los Mirabelli znany był z wyjątkowo sze­rok­iego spec­trum umiejęt­ności anom­al­nych. Potrafił m.in. przemieszczać się do odległych miejsc w sposób, który pozostaje zagadką. Z jego udzi­ałem zare­je­strowano np. zdarze­nie, gdy czeka­jąc na pociąg wraz z kilkoma zna­jomymi Mirabelli zniknął nagle z dworca, jakby rozpłynął się w powi­etrzu. Wkrótce okazało się, że znalazł się w miejs­cowości stanow­iącej cel ich podróży, odd­alonej o 90 km, gdzie chwilę później go rozpoz­nano. Całą podróż odbył w cza­sie zerowym, co można uznać za efekt wyko­rzys­ta­nia właś­ci­wości bezcza­sowej nad­przestrzeni.
Sze­roko znane były też umiejęt­ności, jakie prze­jaw­iali na początku XX wieku bra­cia Alfredo i Paolo Pansini z Ruvo we Włoszech. Dr Joseph Lap­poni (oso­bisty lekarz papieży Leona XIII i Piusa X) badał z polece­nia Watykanu uzdol­nienia obu braci. Wykazy­wali oni właś­ci­wości anom­alne, w tym także umiejęt­ności teleportacyjne.

Chłopcy niejed­nokrot­nie znikali z zamknię­tych pomieszczeń, pojaw­ia­jąc się chwilę później w miejs­cach odd­alonych nawet o dziesiątki kilometrów.

Drobne przedmioty teleportowane psychokinetycznie do wnętrza plastikowej przezroczystej butelki. Włożenie ich przez wąską szyjkę jest niemożliweWykazy­wali też umiejęt­ności psy­chokine­ty­czne pole­ga­jące na bez­do­tykowym przemieszcza­niu przed­miotów. Alfredo Pansini prze­jaw­iał pon­adto uzdol­nienia tzw. medium piszącego, co próbowano wyko­rzys­tać dla wyjaśnienia zjawiska tele­por­tacji. Komu­niku­jący się za pośred­nictwem Alfredo bliżej niezi­den­ty­fikowany byt bez­cielesny (niewyk­luc­zone, że była to jego własna nieświado­mość, czyli tzw. super­ego ukryte przed naszym postrze­ganiem w jawnym stanie świado­mości) wyjaśnił pod­czas transu, że pro­ces ten real­izuje się na drodze dema­te­ri­al­iza­cji i rema­te­ri­al­iza­cji ciał.

Infor­ma­cja uzyskana wiele lat temu tak niezwykłą drogą zdaje się zna­j­dować dziś swoje potwierdze­nie w wynikach aktu­al­nie pode­j­mowanych badań tego fenomenu. Wnikliwe obserwacje przeprowad­zonych ekspery­men­tów sugerują jed­nak, że dema­te­ri­al­iza­cja nie musi oznaczać unices­t­wienia tele­por­towanego obiektu i jego późniejsze odt­worze­nie, lecz może być związana z opuszcze­niem cza­so­przestrzeni przy udziale tzw. zjawisk tunelowych.

Możemy tylko domyślać się, w jaki sposób postać materii zmienia się w momen­cie tele­por­tacji. Możemy być nato­mi­ast pewni, że przemieszcza­jąc się przenosi ona pełną infor­ma­cję o sobie samej. Korpuskularno-​falowa natura materii pozwala przy­puszczać, że infor­ma­cja stanowi jej wewnętrzną właś­ci­wość, zlokali­zowaną w jej struk­turze, wyko­rzys­tu­jącej pos­tu­lowane przez fizyków pola infor­ma­cyjne, które zdają się przenikać wszys­tkie wymi­ary naszego Wszechświata.

Bezcza­sowa nad­przestrzeń nie stanowi łatwego obszaru dla prowadzenia doświad­czeń, bowiem nie jest dostępna dla naszej aparatury badaw­czej. Niem­niej próby jej zbada­nia były i są pode­j­mowane przez ludzi nauki.

Demon­stracje tele­por­tacji różnego rodzaju obiek­tów wielokrot­nie można było obser­wować również w Polsce. Niestety, zazwyczaj stanow­iły one jedyne źródło sen­sacji, a nie okazję do prowadzenia rzetel­nych badań naukowych. Wynika to z faktu, iż sposób finan­sowa­nia nauki sprężony z czyn­nikami świato­poglą­dowymi stanowi skuteczną bari­erę dla prowadzenia tego rodzaju ekspery­men­tów pod wnikliwą kontrolą.

Drobne przedmioty teleportowane psychokinetycznie do wnętrza plastikowej przezroczystej butelki. Włożenie ich przez wąską szyjkę jest niemożliwePrzy­pom­ni­jmy w tym miejscu fenomen związany z osobą Joanny Gajew­skiej z Sos­nowca. Terenem tych man­i­fes­tacji było Aka­demickie Cen­trum Reha­bil­i­tacji w Zakopanem. Wyr­wane tajem­niczą siłą ze ściany w łazience lus­tro wraz z grubym paździer­zowym pod­kła­dem przeniknęło wów­czas w niezwykły sposób przez zamknięte drzwi pokoju dziew­czynki, roztrza­sku­jąc się następ­nie na podłodze. Świad­kami tego zdarzenia były dwie osoby spośród per­son­elu szpi­tala. W podobny sposób doszło do rozbi­cia w pokoju żarówki, która wcześniej została wkrę­cona w oprawkę lampki noc­nej, prze­zornie umieszc­zonej przez pielęg­niarkę w szafie zamkniętej na klucz. Zapisy tych niezwykłych wydarzeń znalazły się w książce Anny Ostrzy­ck­iej i Marka Rymuszko Nieuch­wytna siła (Ofi­cyna Lit­er­atów Rój, Warszawa 1989 r.).

Podobne efekty tele­por­ta­cyjne zaob­ser­wowano w czer­wcu 1993 pod­czas hos­pi­tal­iza­cji nieprzy­tom­nego Karola Borka (dane per­son­alne zmienione) w II Odd­ziale Chorób Wewnętrznych Szpi­tala Czer­ni­akowskiego w Warsza­wie. Sprzęt medy­czny w tajem­niczy sposób wydostawał się z zamknię­tych pomieszczeń, przenikał przez ściany, a następ­nie uderzał w dowolną kole­jną przeszkodę ze spek­taku­larnym hukiem. Opisy tych z kolei wydarzeń zaw­iera książka wspom­ni­anych wcześniej autorów Powrót nieuch­wyt­nej siły (Wydawnictwo FENOMEN, Warszawa 1994 r.).

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.