Nie jesteś sam

Spis treści

W staroegipskiej świątyni w Luksorze oraz na Machu Picchu przyjęła inicjacje od samego Malku – znanego także w Polsce Szamana-Kondora, Opiekuna Andów Dagmara (18 lat) uległa infekcji wirusem HPV. Choć badania wykazały jego niską onkogenność, ryzyko transformacji nowotworowej niepokoiło chorą, a uporczywa wysypka powodowała dyskomfort. Nie pomogła dwumiesięczna kuracja preparatami przeciwwirusowymi – objawy zamiast zanikać, nasilały się z każdym tygodniem.

W tej sytuacji Dagmara zwróciła się o pomoc do Wandy Walczyny. Wystarczyła jedna wizyta. Przez pierwsze trzy dni nie działo się nic, po czym wysypka zaczęła gwałtownie ustępować i, nim minął tydzień, znikła bez śladu. Lekarz potwierdził wyzdrowienie.
Tym, którzy nie mogą przybyć osobiście, Wanda Walczyna służy pomocą na odległość. Spektakularnym tego przykładem jest uzdrowienie młodego Francuza polskiego pochodzenia, cierpiącego na rzadką chorobę tkanki łącznej.

27-letni Jean Claud – aktywny sportowiec, niewyobrażający sobie dnia bez treningu – zaczął uskarżać się na coraz silniejsze bóle śródstopia. Z czasem ból prawie uniemożliwił mu chodzenie, a spuchnięta stopa nie chciała zmieścić się z żadnym bucie. Badania wykazały, że obok normalnych kości w śródstopiu mężczyzny znajdują się ustawione pod różnymi kątami, ostre kostne drzazgi, które przy każdym ruchu podrażniały i raniły otaczające je tkanki. Nie potrafiąc zidentyfikować przyczyny schorzenia, lekarze usunęli drzazgi operacyjnie w nadziei, że problem nie powróci.
Niestety, powrócił.

Krótko po operacji w miejscu usuniętych drzazg zaczęły samoistnie wykształcać się nowe i po roku Jean Claud ponownie został skierowany do szpitala.
Jego matka zadzwoniła wówczas do Wandy Walczyny z prośbą o ratunek. W uzgodnionym terminie Jean Claud poddał się energetycznym zabiegom na odległość. Chodziło w nich o uzdrowienie nie tylko fizycznej przypadłości, ale też jej przyczyny, tkwiącej w strukturach energetycznych pacjenta.
Przebieg drugiej operacji zaskoczył wszystkich. W kartce z podziękowaniami dla Wandy Walczyny matka Jeana Clauda pisze: …chirurg nie znalazł nic! Był bardzo zdziwiony. Syn czuje się dobrze i powoli powraca do sił. Od tamtego czasu minął prawie rok i wszystko wskazuje, że tym razem choroba nie powróci.

Uwalnianie od schorzeń ciała fizycznego w jej przypadku to nie jedyna metoda wspierania potrzebujących. Na swojej stronie internetowej Wanda Walczyna pisze: Jestem tylko przekaźnikiem, posłańcem pomagającym Wam uzyskać dostęp do zasobów nieskończonego światła i miłości. Pomoc ta okazuje się często bezcenna, bo dzięki oczyszczeniu z niematerialnych przeszkód i otwarciu na kontakt z energią Źródła pacjent uzyskuje prowadzenie duchowe – potężną siłę wspierającą go w życiowych dążeniach i chroniącą przez nieszczęściem.

50-letni Grzegorz nie wierzył w tzw. zjawiska paranormalne, a w każdym razie bardzo w nie wierzyć nie chciał. Jedno z nich jednak nawiedzało go z nieubłaganą i bezlitosną konsekwencją: ile razy przyśnił mu się wypadający ząb, zawsze ktoś w jego otoczeniu umierał. Im bardziej przy tym przykra była utrata zęba we śnie, tym bliższej osoby dotyczyła zapowiedź śmierci.

Pewnego ranka obudził się przerażony snem o braku wszystkich zębów po lewej stronie. Wiedział, że to coś poważnego. Nigdy jeszcze bowiem złowieszcza wizja nie pozostała bez odpowiedzi w postaci śmierci w realnym świecie. Ponieważ żadne racjonalne działania nie miały tu sensu, pozostało poszukać pomocy na drodze, której dotąd Grzegorz starannie unikał. Za radą żony zgodził się na oczyszczający zabieg uzdrowicielki Wandy Walczyny.
Tydzień później wracał samochodem z podróży służbowej. Był środek dnia i dobra pogoda, jednak kręta droga i gęste krzaki ograniczały widoczność. Jak tu niebezpiecznie, muszę zwolnić – pomyślał, dojeżdżając do kolejnego zakrętu i nacisnął hamulec. A potem pamięta już tylko błysk i zielone kafelki oddziału intensywnej terapii, na którym obudził się skuty gipsem. Miał połamaną lewą rękę i lewe biodro, ale żył. Policjanci badający wrak po czołowym zderzeniu nie kryli zdumienia: Z tak rozbitych samochodów wyjmuje się trupa – stwierdził bez ogródek jeden z nich.
W ciągu roku od tamtej katastrofy nie zmarł też nikt z otoczenia Grzegorza. Po raz pierwszy sen się nie sprawdził. On sam jest przekonany, że jego wypadek miał być śmiertelny i tylko dzięki energetycznej interwencji Wandy Walczyny udało się złagodzić przeznaczenie.

Ta istota ma niebywałą energię uzdrawiania żywych komórek. Wanda Walczyna w swoim gabinecie.21-letnia Karolina, studentka warszawskiego konserwatorium i początkująca skrzypaczka, często odwiedzała gabinet Wandy Walczyny. Wychodziła stamtąd zawsze wyposażona w pokłady optymizmu, zaufania i niewzruszonej wiary w opiekę "góry".

Szczególnie ważna była dla niej wizyta przed wyjazdem na prestiżowy konkurs w Szwajcarii, gdzie Karolina miała zmierzyć się z kilkudziesięcioma uczestnikami z różnych krajów. – Pamiętaj, że nie jesteś sama. Cały czas będę z Tobą. – powiedziała Wanda Walczyna zestresowanej czekającym ją wyzwaniem dziewczynie.
W przededniu eliminacji, już w Szwajcarii, Karolina przez nieuwagę ścięła sobie nożem opuszkę palca lewej ręki – tej, która podczas gry na skrzypcach musi z absolutną precyzją dociskać wibrujące struny. Udział w konkursie w tej sytuacji wydawał się niemożliwy, a matka Karoliny namawiała ja do natychmiastowego powrotu. Ta jednak zdecydowała inaczej. – Wanda obiecała, że będzie ze mną. Czuję jej obecność i światło, które mnie prowadzi. Zagram i zrobię to dobrze – powiedziała dziewczyna.
I zagrała. Najlepiej w swoim życiu, choć pomimo opatrunku palec piekielnie bolał. W pierwszym etapie konkursu była siódma (na siedemdziesięciu uczestników), w drugim – czwarta z siedmiu. Do domu wróciła pełna szczęścia i wiary, z grafikiem międzynarodowych koncertów zaproponowanych przez zachwyconych jej grą członków komisji. W ciągu paru miesięcy odwiedziła z koncertami Szwajcarię i Stany Zjednoczone. Wypadek, który mógł zrujnować, a w najlepszym razie znacznie opóźnić karierę Karoliny stał się dla niej źródłem siły, poczucia bezpieczeństwa i niewzruszonej wiary w potęgę Boskiej opieki.

Wanda Walczyna podkreśla, że zarówno dolegliwości ciała fizycznego, jak i niepowodzenia w życiu mają swoją praprzyczynę w sferze energetycznej. Kluczowa jest nasza postawa wobec świata, ludzi, siebie samego i tego, co nas spotyka. Poświęcanie problemom (zarówno zdrowotnym, jak życiowym) tylko tyle uwagi, ile jest bezwzględnie konieczne – bez przywiązywania się do nich, uważania za "swoje", czynienia z nich atrakcyjnego tematu konwersacji. Bo koncentrowanie się na niechcianym karmi je naszą energią, wzmacnia i utrwala. Efekt łatwo przewidzieć: my słabniemy, a kłopoty rosną.

Aby nadać życiu poczucie sensu, a działaniom maksymalną skuteczność, kluczowe jest zachowanie czystości słów, myśli i czynów. Taka wewnętrzna spójność zaowocuje poczuciem siły, harmonii, otworzy nas i nasze przedsięwzięcia na przyjęcie światła i miłości, płynących nieprzerwanym strumieniem ze Źródła.

- Kochajmy i szanujmy ludzi wokół nas – wszystkich tak samo, bo wszyscy jesteśmy równi jako dzieci tego samego Boga – apeluje Wanda Walczyna. To proste rady, choć wprowadzanie ich w życie bywa trudne. Na szczęście terapeutka duchowa z Warszawy zawsze gotowa jest uczyć, tłumaczyć, wskazywać drogę poszukującym.

A na zakończenie zacytujmy jeszcze jeden fragment z jej internetowej strony: W mniejszym lub większym stopniu jestem w stanie pomóc każdemu prawemu człowiekowi, a większość wesprzeć w ich wysiłkach w odbudowie samych siebie.

Kontakt z Wandą Walczyną.

Z archiwum Nieznanego Świata - Nr 8/2013

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.