Homeopatia: klucz do zdrowia

Spis treści

Ewa Dereń

Agnieszka KamskaStworzyła coś na kształt własnej szkoły homeopatii. Nieco odmienne od powszechnie przyjętego podejście do diagnostyki, dostosowanie klasycznych koncepcji Hanemanna do realiów życia we współczesnym świecie, wspomaganie leczenia homeopatycznego wieloma technikami z zakresu medycyny naturalnej – to tylko kilka z cech wyróżniających metody pracy Agnieszki Kamskiej z Krakowa

O skuteczności jej terapii świadczą nie tylko tysiące ludzi zaskoczonych dogłębną diagnostyką homeopatyczną i usatysfakcjonowanych efektami kuracji w kategoriach szeroko rozumianego zdrowia. Znamienny jest też fakt, iż lekarze różnych specjalności, a także inni homeopaci i terapeuci starają się podpatrywać sposób diagnostyki i prowadzenia przez Agnieszkę Kamską terapii.
Filozofii homeopatii nigdy się nie uczyła; wyrosła w niej. Homeopatią zajmowała się matka, zawdzięczająca tej metodzie podniesienie się z wózka inwalidzkiego, do którego w wieku trzydziestu kilku lat przykuły kobietę kłopoty z kręgosłupem oraz niedowład nóg.

Gdy mama, po zaledwie kilku tygodniach przyjmowania leków homeopatycznych, stanęła na nogi, jej dalsza droga życiowa była już przesądzona – opowiada Agnieszka Kamska. – U homeopaty, który ją wyleczył, przeszła szkolenie, została jego asystentką. Z czasem sama zaczęła przyjmować ludzi; od dziecka widziałam przewijające się przez dom setki osób, w większości odrzuconych już przez medycynę akademicką, które dzięki mamie odzyskiwały zdrowie. Przyglądałam się temu z fascynacją; wiedziałam, że również chcę być homeopatą. Asystowałam mamie, układałam z nią preparaty, poznawałam ich nazwy oraz działanie. I czytałam wszystko z jej bogatej biblioteki – atlasy anatomiczne, książki z dziedziny medycyny, naturoterapii, psychotroniki, homeopatii. A znajdowały się tam pozycje szczególnie cenne, gdyż mama specjalnie zamawiała u tłumaczy przekłady z literatury niemieckiej; wiele dzieł z zakresu homeopatii było jeszcze wówczas w Polsce niedostępnych. Wyrastając w takiej atmosferze, uważałam za naturalne, że zdrowiem człowieka należy zajmować się w całości, a nie leczyć osobno ten czy inny narząd. Nigdy nie rozumiałam, że lekarz zajmuje się tylko np. chorym kolanem czy żołądkiem. To, że w człowieku wszystko ma wpływ na wszystko, było dla mnie oczywiste od dzieciństwa. Dlatego odrzuciłam myśl o studiowaniu medycyny, choć ciągle o tym myślałam. Przerażała mnie jednak perspektywa bycia lekarzem, który nie będzie umiał chorego wyleczyć. Zbyt wiele widziałam w domu nieszczęść ludzi, którym lekarze nie potrafili pomóc.

Od konserwacji dzieł sztuki do leczenia ludzi

Z Magdaleną Gelbert, homeopatką z Kanady (Agnieszka Kamska z prawej)Zamiast tego Agnieszka Kamska skończyła kurs dla laborantów chemików, a później – jak mówi: w przypływie szczęśliwej intuicji – wybrała szkołę farmaceutyczną,. Pokochała chemię organiczną i chemię leków, uczyła się anatomii, fizjologii, zielarstwa i łaciny – wszystkiego, co później w pracy homeopaty okazało się niezmiernie przydatne. Dziś nie ma problemów z odczytywaniem i interpretacją dokumentacji medycznej, jaką często przywożą ze sobą jej pacjenci.
Zanim jednak zaczęła regularnie przyjmować we własnym gabinecie, zrealizowała jeszcze jedną pasję – na jakiś czas poświęciła się sztuce. W Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie zdobyła z wyróżnieniem dyplom magistra – konserwatora dzieł sztuki i przez kilkanaście lat leczyła rzeźby. W Muzeum Narodowym w Krakowie wraz z bliźniaczą siostrą, Barbarą Lambor, również konserwatorką, stworzyła pracownię konserwacji rzeźby. Współorganizowały stałą ekspozycję rzeźby starożytnej, odrestaurowały dziesiątki innych. Równolegle pracowała w Centrum Psychotroniki i Energoterapii prowadzonym przez znaną krakowską terapeutkę Eugenię Fedorowicz. Aż w końcu, po ośmiu latach Agnieszka Kamska uznała, że pielgrzymki ciągnące do niej i muzealnej pracowni (bo sława krakowskiej terapeutki i homeopatki była już znaczna) – pora przekierować do własnego gabinetu z prawdziwego zdarzenia. Miała już doświadczenie, które pozwoliło zbudować własną metodę pracy, dziś znaną także poza Polską. Wystarczy powiedzieć, że niedawno odwiedziła ją homeopatka z Kanady, Magdalena Gelbert, która, choć sama osiąga w leczeniu dobre wyniki, chciała poddać się terapii homeopatycznej - jako pacjentka właśnie - według szkoły Kamskiej.

Tak naprawdę nie ma jednej homeopatii – wyjaśnia Agnieszka Kamska. – Są jej różne szkoły, różne filozofie, różne podejścia. I one do siebie idealnie nie przystają, ale każda posiada bogactwo wiedzy i klucz do zdrowia. Zawsze dobrze się w tym znajdowałam, łącząc moje umiejętności wyniesione z domu z nieustannym rozwojem i kształceniem się. Dużo czytam, podglądam, wsłuchuję się, doświadczam, rozczytuję różne bazy danych przez zmysły. Mam łatwość oceny konstytucjonalnej. Dlatego moja szkoła homeopatii, tak to mogę nazwać, nieco odbiega od innych. Ponadto jakiś czas temu odkryłam, że homeopatii Hanemanna nie można już przenosić w nasze czasy literalnie, bez żadnych zmian. Współczesny człowiek jest bowiem inny niż ten z czasów powstania homeopatii. Dlatego jego konstytucję trzeba określać odmiennie niż robiono to kiedyś. Obserwacje te potwierdza moja praktyka i efekty terapii obserwowane u pacjentów.

Numer bieżący



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.