Jego ręce goją rany

Maria Rojek

Krzysztof Świecak14 kwietnia 2004 roku bioterapeuta Krzysztof Świecak po raz pierwszy zatankował w swoim nowym samochodzie paliwo gazowe. Gdy wraz z żoną oddalili się 200 m od stacji, nastąpił wybuch. Wnętrze białej Nubiry w mgnieniu oka stanęło w płomieniach

Kierowca bezskutecznie mocował się z klamką: drzwi pojazdu zostały zablokowane. Znajdująca się w szoku Małgorzata Świecak nie czuła bólu, choć kołnierz garsonki głęboko wtopił się jej w skórę szyi, a do pleców przykleił się fragment samochodu. Z oszołomienia wyrwały ją słowa męża: - Gośka uciekaj.
Na szczęście drzwi od strony pasażera udało się otworzyć, ale skóra dłoni została na klamce. Chwilę później z płonącego wozu wydostał się Krzysztof Świecak.

- Głos wewnętrzny mówił mi, że nic złego nam się nie stanie – wspomina dziś. - Nie musieliśmy czekać na pogotowie, gdyż do szpitala zabrał nas przejeżdżający w pobliżu samochód nauki jazdy Henryka Pieniaka, za co do dziś jesteśmy mu bardzo wdzięczni.

W wyniku wypadku małżonkowie odnieśli oparzenia II i III stopnia, przy czym stan Krzysztofa był cięższy niż żony. Konieczne okazało się chirurgiczne usuwanie martwicy z dłoni. Gdy bioterapeuta odważył się spojrzeć w lustro (na co nie zdecydowała się jego partnerka), ujrzał czarne monstrum bez włosów i brwi, pokryte ropnymi pęcherzami.

- Osoby, które nas odwiedzały w szpitalu odwracały na nasz widok wzrok. Wszystkich pocieszałem, że będzie dobrze, że szybko wrócimy do zdrowia.

Dokładnie w dniu katastrofy w miejscowej gazecie ukazał się reportaż poświęcony Krzysztofowi Świecakowi i jego osiągnięciom terapeutycznym. Nosił tytuł Znachor z Ról.
Healer leczył oparzenia medytacją i modlitwą. W trakcie seansów uzdrawiających, które aplikował sobie i żonie, odczuwał lekkie mrowienie, o którym często mówią jego klienci.
Lekarze byli przekonani, że rehabilitacja będzie długa i nie obejdzie się bez przeszczepów skóry. Najtrudniej goiły się uszy. Krzysztofa Świecaka przygotowywali również na to, że nigdy już nie odzyska pełnej władzy w rękach, gdyż w takich przypadkach pozostają przykurcze palców.
Ku zdumieniu lekarzy jednak poparzeni szybko wracali do zdrowia, a po tygodniu zostali wypisani ze szpitala. Ale nie był to koniec nieszczęść, jakie ich wówczas spotkały. Gdy bowiem wrócili do domu, babcię, która podczas choroby rodziców opiekowała się wnukiem, dopadł zawał serca. Krzysztof Świecak, jeszcze cały w bandażach, osobiście odwiózł ją do szpitala.

Ku zdumieniu lekarzy Małgorzata i Krzysztof Świecak już po tygodniu zostali wypisani ze szpitala. A przecież przeżyli wypadek, z którego niemal cudem uszli z życiemChoć trudno w to uwierzyć, tamten ciężki wypadek nie pozostawił po sobie żadnych śladów w postaci blizn, jak również urazów psychicznych. No, może jedynie skóra dłoni Małgorzaty Świecak jest obecnie nieco jaśniejsza i delikatniejsza niż wyższych partii rąk i wygląda jak nowa.
To trudne doświadczenie Krzysztof Świecak traktuje w kategoriach lekcji, którą musiał przerobić, aby lepiej rozumieć ból i cierpienie chorych. Na własnej skórze przekonał się, że może skutecznie pomagać poparzonym i rychło wykorzystał te możliwości, przywracając do zdrowia kierowcę tira, który odniósł obrażenia w ciężkim wypadku.
Zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro chorego. Świadczy o tym taki oto przypadek: Świecakowie wybierali się właśnie na zabawę sylwestrową, gdy zwrócił się do nich o pomoc mąż ofiary wypadku drogowego. Jego żona przebywała na oddziale chirurgii siedleckiego szpitala z ciężkimi urazami: złamaniem kości potylicznej i skroniowej, a także ściany zatoki czołowej, krwawieniem podpajęczynowym, stłuczeniem płatów czołowych oraz urazem kręgosłupa. Mimo troskliwej opieki lekarskiej i podawania silnych środków znieczulających, kobieta wiła się z bólu.

Już po pierwszej, sylwestrowej wizycie Krzysztofa Świecaka przespała noc i odczuła wyraźną poprawę: zmniejszyły się bóle głowy i kręgosłupa. Po trzecim zabiegu zaczęła się uśmiechać i od tego momentu poprawa następowała w szybkim tempie. Osiem dni po wypadku chora została wypisana ze szpitala.
Wcześniej z pomocy Krzysztofa Świecaka skorzystał mąż pani Wiesławy, cierpiący na dotkliwe bóle kręgosłupa, utrudniające mu pracę w zawodzie budowlańca. Dzięki terapii bóle kręgosłupa i stawów ustąpiły, podobnie jak zgaga i męczący, suchy kaszel. Nic więc dziwnego, że klienci nazywają Krzysztofa czarodziejem.
Irena B. jest mu wdzięczna za to, że wyciągnął ją z zaawansowanej nerwicy. Zdumiony nieoczekiwaną poprawą stanu zdrowia pacjentki lekarz rodzinny, zalecił jej systematyczne korzystanie z zabiegów healera. Z kolei Krystyna I. cieszy się, że dzięki bioterapii jej krążenie w nogach wróciło do normy. Znikła opuchlizna, brązowa, jakby martwa skóra nóg odzyskała różową barwę, a waga ciała obniżyła się o 2,5 kg (wcześniejsze kuracje odchudzające nie skutkowały). Cudotwórca z Siedlec sprawił, że kobieta chodzi normalnie, podczas gdy wcześniej z trudem poruszała się na spuchniętych, zimnych, obolałych nogach.
Wieści o niezwykłych umiejętnościach Krzysztofa Świecaka rozchodzą się pocztą pantoflową.

38-letnia pani Monika K. właśnie dowiedziała się o jego istnieniu od znajomych. Kobieta cierpiała na bezsenność i napadowe stany lękowe, którym towarzyszyło uczucie dławienia w gardle oraz chwilowe stany oszołomienia. Lekarka skierowała pacjentkę na badanie tarczycy i EEG, ale okazało się, że wyniki nie odbiegały od normy. Personel służby zdrowia rozkładał bezradnie ręce: chorej zapisano łagodne środki uspokajające.
Wiecznie zmęczona i niewyspana kobieta zamieniła się w kłębek nerwów. Podczas spotkania z healerem nie miała spektakularnych doznań, dopiero pod koniec seansu odczuła ciepło promieniujące z rąk terapeuty. Jednak po pierwszej wizycie normalnie przespała noc, a po następnych odczuła niesamowitą wręcz poprawę: dolegliwości ustąpiły, odzyskała energię i chęć do życia. Od tej pory, gdy tylko poczuje się gorzej, odwiedza Krzysztofa Świecaka. Przyjaciołom, którzy skierowali ją do siedleckiego Biorytmu, jest dozgonnie wdzięczna.
Cierpiącego na nadciśnienie (170/110) Mariusza do bioterapii przekonała mama, której bioenergoterapeuta wcześniej zlikwidował żylaki. 27-letni mężczyzna od ósmej klasy łykał tabletki, które jednak pomagały na krótko. Po dwóch seansach ciśnienie ustabilizowało się na poziomie 112/55. Efekt ten z czasem utrwalił się.

- Podczas seansu czułem ciepło, bóle i skurcze w różnych miejscach ciała. Na przykład pojawił się ból oka, które w dzieciństwie doznało urazu, a ja zapomniałem już o tym zdarzeniu. Zanikł też ucisk w nogach, zwiastujący zagrożenie żylakami – wspomina Mariusz Z.

Ludzie, którzy zwracają się do Krzysztofa Świecaka ze swoimi problemami zdrowotnymi, nazywają go czarodziejem.Warto wspomnieć, że od czasu do czasu Znachor z Ról odwiedza w Mieni pensjonariuszy zakładu leczniczo-opiekuńczego dla osób starszych, wymagających całodobowej opieki. Wykonuje tam zabiegi za symboliczną odpłatnością. Znając trudną sytuację finansową rencistów i emerytów, wprowadził dla nich system zniżek, a dzieci do lat trzech przyjmuje bezpłatnie.
Już od wczesnej młodości spotykał ludzi, którzy uświadamiali mu jego niezwykłe możliwości. W anińskim internacie poznał np. dziennikarza, który zajmował się hipnozą, demonstrując sztukę sztywnienia ciała. Krzysztof Świecak nauczył się od niego sztuczki polegającej na zmniejszeniu ciężaru osoby wprowadzonej w trans. Człowieka znajdującego się w tym stanie potrafił podnieść dwoma palcami, a umiejętnością tą zaimponował swojej przyszłej żonie.
Terapeuta z pasją uprawiał swój pierwszy zawód: instruktora kulturalno-oświatowego. W Domu Kultury w Ursusie prowadził kursy tańca i zajęcia taneczno-ruchowe, organizował festiwale orkiestr dętych, a także spotkania kabaretowe.
Ponieważ dyrektorka namawiała go, żeby zainteresował się radiestezją, kiedyś zajrzał na zajęcia kółka radiestetów. Potem były spotkania z cyklu Wiosenna Odnowa, w których uczestniczył lekarz, radiesteta i bioterapeuta. Po jednym z nich któryś z radiestetów powiedział Świecakowi, że to on powinien siedzieć na miejscu zaproszonej bioterapeutki, gdyż jego biopole jest o wiele silniejsze.

Preludium pracy uzdrowicielskiej stały się dla niego organizowane dla mieszkańców hoteli robotniczych sesje przy muzyce relaksacyjnej. Zajęcia taneczne, rozwijające czakry, okazały się znakomitym punktem wyjścia dla przyszłej działalności. Przełomem było jednak spotkanie z Ryszardem Ulmanem i prowadzony przez niego kurs bioterapii. Po jego ukończeniu zapadła decyzja o powrocie w rodzinne strony: na ziemię łukowską.
Kiedy Małgorzata Świecak otrzymała propozycję pracy w szkole w Rolach koło Łukowa, małżonkowie nie wahali się ani chwili, zwłaszcza, że z ofertą wiązał się przydział służbowego mieszkania. I tak Krzysztof Świecak został Znachorem z Ról. Po trzech latach praktyki uzyskał w katowickiej Izbie Rzemieślniczej stopień czeladnika w zawodzie bioenergoterapeuty.
Podkreśla, że kocha swoje rodzinne strony, a wieś zapewnia mu kontakt z Naturą i komfort psychiczny, o który tak trudno w mieście. Jednak dojazd do jego wsi, zwłaszcza zimą, bywa utrudniony. Toteż gdy tylko pojawiła się możliwość otwarcia gabinetu w Siedlcach – skorzystał z niej, zakładając Centrum "Biorytm". Placówka ta ma - w jego zamyśle - stać się ośrodkiem terapii naturalnych i edukacji, a nawet miejscem terapeutycznych spotkań towarzyskich.

W przyszłości chce połączyć bioterapię z zielarstwem. Nawiązał już kontakt ze znaną zielarką z Boguchwały, Anielą Jandą. Liczy na to, że poprowadzi ona w "Biorytmie" kursy zielarstwa. Tradycja ziołolecznictwa jest na Podlasiu żywa i powszechnie akceptowana, natomiast bioterapii niektórzy ludzie wciąż się obawiają, kojarząc z magią. Bez żadnych oporów przychodzą natomiast na zajęcia taneczne. Krzysztof Świecak, który umiłowanie tańca ma we krwi, opracował autorski program terapeutyczny za pomocą tańca, ruchu i relaksacji i wielokrotnie go realizował. Jest otwarty na różne pomysły i propozycje, służące leczeniu i profilaktyce zdrowotnej. Ostatnio z powodzeniem stosuje również zabiegi na odległość. Często podkreśla: Nie zastępuję, lecz wspieram medycynę konwencjonalną... Cenne jest to, że chce i potrafi pomagać cierpiącym.

Kontakt z Krzysztofem Świecakiem.

Zdjęcia: Maria Rojek

Z archiwum Nieznanego Świata - Nr 2/2007

Numer bieżący



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.