Jej życie to misja

Spis treści

Renata Kamińska

Mieczysława Majcherowicz-PerencDla osiągnięcia zdrowia nie ma tej samej drogi, która byłaby równie dobra dla wszystkich – uważa Mieczysława Majcherowicz-Perenc, bioterapeutka, uzdrowicielka i jasnowidząca z Łodzi.

Dobór terapii zależy od indywidualnych cech chorego. W zależności od stanu zdrowia i przyczyn wywołujących chorobę Mieczysława Majcherowicz–Perenc stosuje różne metody. Są one zależne od możliwości i predyspozycji pacjenta. Wspierają ją wiedza i doświadczenie uzdrowicielki, poparte wieloma latami nauki i praktyki.

Udzielam wszechstronnej pomocy w bardzo szerokim zakresie w odniesieniu do schorzeń, które zakłóciły równowagę w organizmie na poziomie ciała, umysłu, duszy – wyjaśnia.

Urodziła się jako numerologiczna 33 – liczba mistrzowska, która niesie przez życie określony potencjał: cichy, lecz potężny głos wewnętrzny, nieomylnie podpowiadający prawidłową i zarazem niepowtarzalną drogę postępowania. Pod wpływem tej liczby dzieje się coś przeciwnego logice – wiele zdarzeń ekstrasenska widzi na wylot, nie wiedząc skąd i kiedy owa wiedza napłynęła.

Mówi się, że osoba z taką liczbą przeznaczenia przyszła na świat, by dać świadectwo prawdzie. Nie jest to łatwa misja. Wiedząc o tym długo próbowałam żyć jak większość ambitnych młodych ludzi, chcących znaleźć własną drogę zawodową – mówi terapeutka.

Ma wszystkie możliwe dyplomy i certyfikaty potwierdzające jej terapeutyczne kwalifikacje. Mieczysława Majcherowicz-PerencUkończyła studia i przez wiele lat pracowała w biurze projektowym w Łodzi. Jednocześnie uczyła się i specjalizowała w wielu dziedzinach dotyczących psychotroniki, bioenergoterapii, medycyny chińskiej, terapii Kahunów (starożytnej i tajemnej wiedzy ludów Polinezji – Hawajczyków i Afryki Północnej), ziołolecznictwa i innych związanych z naturalnymi metodami. Uczyła się jak poznać człowieka, jego psychikę, emocje, problemy, przyczyny dysfunkcji. Wszystko po to, by móc dotrzeć do źródeł chorób – i zaradzić im.

Od dziecka czułam, wiedziałam i słyszałam więcej niż moi rówieśnicy – zdradza. – Interesowałam się fizjologią i anatomią człowieka. Umożliwiło to wyszukiwanie powiązań pomiędzy poszczególnymi układami, organami i ich wpływu na siebie, czyli wzajemnej współzależności. Zdawałam sobie sprawę, jak ogromny wpływ na pracę organizmu ludzkiego i jego poszczególnych organów mają emocje i równowaga psychiczna.

Na przykład choroba wątroby bardzo często spowodowana jest skumulowaną złością, rozczarowaniem, bezsilnością. Natomiast schorzenia żołądka to odrzucenie.

Duch taty

Ale przyszedł taki moment w życiu, że los wezwał ją do tablicy.

Upomniał się o misję, z jaką przyszłam na ten świat – mówi pani Mieczysława.

Stało się to przed dwudziestu laty, gdy leżąc w łóżku przed snem i przy zapalonym świetle zobaczyła, jak z szafy wychodzi nieżyjący od kilku lat ojciec i staje obok niej.

Moje pierwsze słowa to była prośba: „Tato nie przestrasz mnie!” – opowiada. – Za chwilę, gdy już trochę ochłonęłam, zapytałam: „Powiedz, jak jest na tamtym świecie?”.

Zamiast udzielenia odpowiedzi z ogromną troską w głosie odrzekł: - Pamiętaj córko, że mimo wszystko musisz żyć, masz tutaj jeszcze tyle do zrobienia. Po czym wycofał się tyłem i odszedł, wtapiając się w szafę.
Odpowiedź przyszła niebawem.

Okazało się, że w mojej piersi utworzył się guz – mówi pani Mieczysława.

Po badaniach w przychodni onkologicznej w Łodzi lekarz stwierdził, że to złośliwa forma nowotworu. Dostała skierowanie na operację.

Na przyjęcie do szpitala trzeba było czekać ponad miesiąc. Byłam w rozpaczy, ale wciąż słyszałam słowa ojca – opowiada. – Znając już wówczas wiele sposobów, przy pomocy których udaje się ratować własne zdrowie i życie, podjęłam walkę z chorobą samodzielnie.

Była zdeterminowana.

Nie ryzykowałam wiele, mogłam jedynie wygrać – przekonuje. – Przystąpiłam do oczyszczania organizmu poprzez liczne lewatywy i 11-dniową pełną głodówkę z piciem wody. Cały czas stosowałam techniki uzdrawiające Kahunów. Poprzez wpływ na trzy jaźnie: świadomość, podświadomość i nadświadomość doprowadziłam swój organizm do całkowitego zdrowia, pełnej harmonii energetycznej i duchowej. Podjęłam też rozmowę z Bogiem.

Wiedziała, że choroba ma jej uświadomić, iż przyszedł czas na podjęcie ważnej życiowo decyzji.

Przyrzekłam Bogu i sobie, że jeśli nastąpi samouzdrowienie, rozpocznę pracę dla ludzi, niosąc im pomoc i wsparcie.

Wyzdrowiała. Przed wyznaczonym terminem operacji, zgłosiła się do przychodni onkologicznej oraz lekarza, który wcześniej postawił straszną diagnozę.

Był niezwykle zdumiony, a operacja okazała się niepotrzebna – wspomina pani Mieczysława. – Nie było guza, nie było choroby. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nieprawda, ktoś inny potraktowałby całą rzecz w kategoriach cudu. Teraz, zdrowa i silna, niosę pomoc ludziom chorym, od wielu lat podejmuję wciąż nowe wyzwania. Bardzo często pomagam cierpiącym na nowotwory złośliwe.
Kontakt z duchem ojca okazał się więc dla niej swoistą inicjacją. Od tamtego czasu odbyła wiele innych spotkań, nie wolnych od polemik i dyskusji z duchami. Działo się to w różnych okolicznościach i w obliczu trudnych nieraz wyzwań.

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.