Szeptucha z Łodzi

Renata Kamińska

ImageZ wykształcenia jest psychologiem, z zawodu – jak sama mówi o sobie – szeptunką i wiedźmą. W rzeczywistości Magdalena Bassendowska–Karska to bioterapeutka, wróżka, jasnowidz i doradca życiowy.

Pewne rzeczy tkwiły we mnie „od zawsze”, a moja mama i babcia były jeszcze lepszymi „wiedźmami” niż ja – żartuje pani Magdalena. Po czym od razu dodaje, że określenie wiedźma oznacza po prostu: Ta, która wie.
Na ścieżkę duchową Bassendowska wstąpiła, gdy była już dojrzałą kobietą.

Stało się to dokładnie wtedy, gdy w moim życiu zaczęły się kataklizmy. Najpierw zmarła ukochana mama, potem ciężko zachorował tata, a po nich odeszła babcia – wylicza. – Zadawałam sobie wówczas pytanie, czy naprawdę nie mogłam zrobić niczego więcej, niż w krytycznych chwilach trzymać moich bliskich za rękę i podawać im morfinę.

W rozpaczy zawiozła zdjęcie chorej mamy do podwarszawskiego bioterapeuty. Nie pomogło. Mama zmarła wskutek raka pęcherza. Tata, który miał białaczkę, nie zgodził się na zastosowanie wobec niego żadnych niesprawdzonych metod.
Gdy Bassendowska myślała, że to, co najgorsze w życiu, ma już za sobą, jej córka urodziła chłopca – niestety, Dominik odszedł po kilku dniach. Wówczas zacisnęła pięści i postanowiła, że w obliczu nieszczęścia dotykającego innych nie może być dłużej bezradna.
Będąc psychologiem i absolwentką analityki medycznej rozpoczęła naukę w nowej dziedzinie. Ukończyła 4-letnią szkołę psychotroniczną Refugium w Łodzi. Dowiedziała się tam, co to jest reiki, poznała podstawy radiestezji. Zdobyta wiedza pozwoliła jej uporządkować moc, jaką od lat w sobie odkrywała.

Na kurs uzdrawiana charyzmatycznego prowadzonego przez Ryszarda Szuberta trafiła w 1998 r. Wkrótce zafascynowały ją esencje kwiatowe dr. Bacha. Wybrała więc z kolei kurs prowadzony przez uczennicę i asystentkę doktora Dominique Bourgeois.
ImageEsencje działają jak homeopatia, czyli podobne leczymy podobnym. Jeżeli jakaś roślina wywołuje w nas lęk, wówczas stosujemy z niej wyciąg – wyjaśnia. – Robimy to tak: kwiaty wkładamy do wody i słoik ustawiamy w nasłonecznionym miejscu. Kilka kropel takiej esencji ma bardzo dużą moc.
Esencje kwiatowe dr. Bacha można kupić gotowe. Trzeba tylko wiedzieć, na co je stosować i jak dawkować. Okazuje się, że esencje kwiatów, które uwielbiamy, nie są nam potrzebne. Natomiast jeśli jakiś kwiat nas odrzuca, w małych ilościach powinniśmy stosować właśnie esencję z niego.
Zastanawiałam się kiedyś, komu mam zaserwować krople ratunkowe w przypadku, gdy np. dziecko się potłucze – opowiada pani Magda. – Teraz już wiem, że trzeba je podać matce i dziecku, bo oboje są w stresie.
Ponieważ Bassendowskiej wciąż było mało, zaliczyła także dwustopniowe seminarium Antoniego Przechrzty poświęcone jasnowidzeniu. To jedyny w Polsce licencjonowany nauczyciel NFSH – największej federacji duchowych uzdrowicieli w Wielkiej Brytanii i na świecie.
Musiałam jakoś uporządkować swoje doznania i zapanować nad nimi – wspomina. – Byłam np. u fryzjerki i zobaczyłam ją posiniaczoną. Po chwili już wyglądała normalnie. Minęły dwa tygodnie i ona rzeczywiście miała siniaki. Pobił ją partner. Takich historii było wiele.
Innym razem ujrzała mężczyznę jakby ochlapanego błotem. Okazało się, że to narkoman z zaawansowanym AIDS. Po trzech miesiącach umarł.
Nie chciała tego widzieć. Była zmęczona darem, którego nie potrafiła okiełznać.
Poszłam na to seminarium, by móc wybierać to, co chcę widzieć – tłumaczy. – Nauczyłam się nad tym panować.

Przełomowy wypadek cioci

Pewnego dnia lekarze orzekli, że jej 72-letnia ciotka nie będzie nawet siedziała, a o chodzeniu w ogóle nie ma mowy. Potem zdiagnozowali u niej Parkinsona.
Dziś pięknie porusza się po mieszkaniu z wózeczkiem. Był problem z przełykaniem, ale Parkinson został załagodzony – wylicza.
Z kolei zaczęły się biegunki. Lekarze postawili kolejną diagnozę: rozlany guz jelita.
Zabrałam się do pracy. Poszło mi tak dobrze, że cztery tygodnie przed operacją stwierdzono, że guza nie ma – kończy opowieść z dumą.
Był 2001 rok. Bassendowska wciąż nie mogła uwierzyć w swoje możliwości. Bała się, że jest za słaba. I wtedy na jej drodze pojawiła się Alicja Stelmak-Roll. Magda z entuzjazmem chłonęła przekazywaną przez extrasenskę wiedzę. Zrobiła kursy reiki. Uczyła się o energii kryształu i złota.
Alicja otrzymała te energie z przekazu od Bo Yn Ra. Było ich bardzo dużo, a ja robiłam kolejne kursy – wspomina. – Zaliczyłam kurs za kursem, aż się przeenergetyzowałam. W dodatku ciotka znów zachorowała.
Tym razem na cukrzycę.
To dlatego, że nie dbała o siebie. Źle się odżywiała, nie pilnowała leków, ani zabiegów. Mimo to udało mi się ją znów postawić na nogi – mówi healerka.
Zrekapitulujmy: bioterapeutka poradziła sobie kolejno z Parkinsonem, guzem nowotworowym i cukrzycą. Było to 8 lat temu. Dziś ciotka ma 80 lat i jest zdrowa. Nawet nie musi brać insuliny. A do Magdy Bassendowskiej-Karskiej zaczęli zgłaszać się kolejni pacjenci.

Uratowany z roponercza i depresji

Pewnego dnia pojawił się u niej Tomasz Janicki.
Przyszedł 40-letni mężczyzna. Przystojny, uroczy. Niestety, ledwo chodził. Ponieważ bardzo mi zależało, by go „z tego” wyciągnąć, spotykaliśmy się parę razy w tygodniu – opowiada, zaznaczając, że w lżejszych przypadkach sesje z pacjentami odbywa raz w tygodniu.
Zachorowałem na odmiedniczkowe zapalenie nerek. Mimo dwuletniego leczenia stan mojego zdrowia pogarszał się – wspomina Janicki. – Znany łódzki lekarz zdiagnozował roponercze i chciał zaatakowaną nerkę usunąć. Wpadłem w głęboką depresję.
Dowiedział się, że w Łodzi jest bioterapeutka, która może mu pomóc. O jej sukcesach opowiadał znajomy, którego 8 lat wcześniej uzdrowiła z podobnej choroby. Nie mając nic do stracenia, zapisał się na wizytę. Już po kilku pierwszych zabiegach jego samopoczucie poprawiło się. A po kilkunastu stan zapalny nerek ustąpił.
Najdłużej trwało wychodzenie z depresji – przyznaje Tomasz Janicki, który w ciągu trzech miesięcy z ciężko chorego pacjenta przeobraził się w zdrowego i pełnego sił mężczyznę. Dodajmy, że stany depresyjne zniknęły po pół roku.

Patrycja mówi: Cześć

Moim wielkim sukcesem jest Patrycja – uważa pani Magda.
Nosząca to imię 12-latka mieszka w okolicach Krotoszyna. Urodziła się z niedorozwiniętym tzw. ciałem modzelowatym (inaczej: agenezja/hipoplazja – wrodzona wada rozwojowa mózgu spowodowana zaburzeniami komunikacji włókien nerwowych pomiędzy półkulami mózgu – przyp. red.).
W dniu ślubu jej mama była w trzecim miesiącu ciąży. Podczas wesela znaleźli w ogrodzie zawiniątko. Myśleli, że to prezent, a w środku znajdowały się „straszne rzeczy”. A po pół roku urodziło się dziecko bezkontaktowe – opowiada bioterapeutka.
Pracę nad chorą dziewczynką przed rokiem. Dziś jej mała pacjentka potrafi powiedzieć: Cześć. Sygnalizuje, że chce siusiu i kupę. Za radą Bassendowskiej matka Patrycji, by się nauczyć pracy z chorym dzieckiem, zrobiła kurs kinezjologii.
Z Patrycją pracuję na odległość. A z jej mamą jestem umówiona, że wykonuje w domu moje zalecenia – mówi bioterapeutka. Po czym zamyśla się i dodaje:
Mimo wszystko nie wierzyłam, że w tak krótkim czasie nastąpi taki piękny efekt.
Jednak najwięcej zgłasza się do niej osób z cukrzycą. M.in. udało się jej wyprowadzić z cukrzycy młodzieńczej 9-letnią dziewczynkę. Najpierw poziom cukru ustabilizował się, a potem choroba ustąpiła.
Bassendowska cały czas się dokształca. Ma certyfikat NLP zrobiony u Ryszarda Gąsierkiewicza, gdzie uczyła się hipnozy ericksonowskiej w Instytucie NLP. Brała też lekcje u hipnotyzera Andrzeja Kaczorowskiego. Ukończyła też trzystopniowy kurs litoterapii i leczenia kryształami u Bogdana Wysockiego.

Kamienie w wodzie, wódce i spirytusie moczone

Dziś potrafi robić wyciągi wodne, eliksiry i tynktury z kamieni.
Zalewam kamienie wodą. To wyciągi. Gdy stosuję wódkę, powstają eliksiry, a gdy leję spirytus na kamień, otrzymuję tynkturę – tłumaczy.
Używa chalcedonu, który jest tak zaprogramowany, że wyciąga choroby z ciała i likwiduje stany zapalne oraz gorączkowe. Eliksir z ametystu pozwala pozbyć się nałogów. Z jego pomocą udaje się jej wyciągnąć nałogowców z alkoholizmu i uzależnienia od papierosów. Dzięki niemu ustępuje też ból głowy i poprawia się słuch. Z kolei balsamem dla duszy okazuje się akwamaryn, gdyż stymuluje gruczoły wydzielnicze.
Niesamowitą energię, jej zdaniem, mają brylanty.
Przy doborze kamieni trzeba być ostrożnym, gdyż jeśli brylant w pierścionku lub na szyi dotyka skóry osoby nieprzygotowanej do odbioru tak dużej porcji energii, może wywołać nawet chorobę psychiczną – ostrzega terapeutka.
Moczy w wodzie złoto, srebro, ametysty. Potem eliksiry miesza ze sobą w proporcjach, które są jej tajemnicą.
Zrobić eliksir samodzielnie to ryzyko. Od tego jestem ja, żeby powiedzieć, jak i co stosować – mówi. – Np. woda ametystowa nadaje się do przemywania buzi i likwiduje napięcia w głowie.

Polaryzacja dla poczęcia

Po spotkaniu z nią już jedenaście par doczekało się potomstwa. Medycyna akademicka wcześniej wykluczyła taką możliwość.
Przynajmniej o tylu wiem. Byli tacy, w przypadku których nawet zawiodła metoda in vitro. Bo w przypadku bezpłodności zazwyczaj chodzi o niewłaściwą polaryzację – wyjaśnia.
Według Bassendowskiej, gdy kobieta jest minusowa, mężczyzna powinien być plusowy. Mowa tu o tzw. czakrach podstawy i sakralnych. Jeśli u niej i u niego pracują one identyczne, te same bieguny odpychają się. Wówczas zmienia polaryzację, bywa, że na stałe. Ale są sytuacje, że udaje się to tylko na moment. W najtrudniejszych przypadkach stara się, by para właściwą polaryzację utrzymała przynajmniej przez dwie doby.
Moja córka bardzo chciała mieć bliźnięta: chłopca i dziewczynkę. Dałam jej odpowiednie kamienie i urodziły się właśnie bliźnięta: chłopiec i dziewczynka – chwali się. W jaki zaś sposób następuje zmiana polaryzacji? – Przygotowuję woreczek z kamieniami, który kobieta przypina sobie do bielizny. Nosi go na sobie i to działa.

Szeptane i zamawiane

Wiedźma z Łodzi stosuje też szeptówne metody białoruskie, ukraińskie i staroarmeńskie. Posługuje się skryptami staroarmeńskimi, które nazywa świętą księgą.
Robię tradycyjny zabieg terapeutyczny i chorobę topię w wodzie, oraz „szeptam” – wyjaśnia tajemniczo.
Posługuje się również metodami uzdrawiania pranicznego Choa Kok Sui. Najpierw oczyszcza i reguluje pracę organizmu, bo zdarza się, że pacjent jest przeenergetyzowany. Zamawia zdrowie na wodę, ale bywa, że także na wiatr, ziemię, ogień.
Czasami idzie z pacjentem do brzozy i prosi o pomoc. Wycina trójkącik, a chory musi na niego splunąć. Po czym przywiązuje ten trójkącik do drzewa czerwoną nitką.
Czary? Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. W rzeczywistości jednak wszystkie te metody wywodzą się z ludowej wiedzy o sposobach wypędzania chorób. Wiedzy, która – jak dalece wydawałoby się nieprawdopodobne – wielokrotnie okazywała w praktyce swoją skuteczność.
W parku, czy też w lesie najchętniej przytula się do brzozy, bo jest ona kwintesencją kobiecości. Takie przytulanie poleca wszystkim, którzy doznali szoku, bo to uspokaja. Kasztan najkorzystniejszy okazuje się dla osób, które cierpią na kompleksy i boją się coś powiedzieć, by nie wyjść na idiotę. Jej zdaniem, kasztan wzmacnia nasze poczucie wartości, zwłaszcza intelektualne.
Aby drzewo nam pomogło, trzeba wybrać zdrowe, proste i bez narośli. Trzeba też pamiętać, że do kasztana przytulamy się zimą i jesienią. Nie wolno tego robić tylko wtedy, gdy kwitnie.
Podchodząc do drzewa, prosimy je o pomoc. Kobiety przytulają się do niego lewym policzkiem, a mężczyźni prawym. Dobrze jest drzewo objąć. Gdy chcemy już odejść, dziękujemy mu za pomoc.
Bywa, że drzewo jest z jakiegoś powodu „zmęczone”. Gdy poczujemy, że nas odpycha, trzeba podziękować i odejść – wyjaśnia zasady. – Można też stanąć do niego tyłem i przytulić się kręgosłupem.
Gdy trzeba zadziałać szybko, uzdrawia kolorami. Dlatego w przypadku osłabionej czakry podstawy poleca nosić czerwone majtki. Jeśli brakuje energii w drugiej czakrze, ordynuje bieliznę w kolorze pomarańczowym, zaś w przypadku kłopotów z gardłem niebieski golf lub apaszkę.
Ale bywa, że jest nadmiar koloru. Wtedy go zdejmuję. Gdy czakry są „zabrudzone”, należy je oczyścić i naenergetyzować – tłumaczy.

Wiedźma w trzecim pokoleniu

Bioenergoterapia i karty tarota? Healerka uważa to połączenie nie tylko za logiczne, lecz co ważniejsze, korzystne i skuteczneDo jej pierwszego spotkania z magią doszło, gdy skończyła maturę. Ojciec przywiózł jej wtedy z Hiszpanii w prezencie Tarot Marsylski.
Do dziś stawiam go diagnozując stan zdrowia – przyznaje. Po czym dodaje: – Natomiast babcia była wiedźmą totalną. Zawsze wiedziała, co się stanie.
Jej mama, Ewa Bassendowska-Karska była docentem na Akademii Medycznej. Zajmowała się genetyką, a ściślej mówiąc białaczkami. Będąc człowiekiem nauki, przez całe życie stawiała karty.
Zaskakujące? Niekoniecznie. Pewne jest jedno: że wróżenie, stawianie kart i przepowiadanie przyszłości to u Bassendowskich rodzinna tradycja.
Magia pozwala myśleć pozytywnie. Przecież metoda Simontonów wydaje się czystą magią, a w rzeczywistości to tylko zmiana podejścia do choroby – tłumaczy Magdalena Bassendowska-Karska. – Są już dziś gry komputerowe, w których można, siłą woli oraz myśli rozbijać białe krwinki. Wygląda to jak zabawa w gwiezdne wojny, a tak naprawdę poprawia stan zdrowia. To też jest magia.
W diagnozowaniu i uzdrawianiu stosuje też runy. Uważa, że gdy działają dobre energie, nie dość, że trafiamy do świetnego lekarza, to jeszcze dobiera on nam najlepsze dla nas leki i stawia trafne diagnozy.
Bo jesteśmy pod opieką magii – mówi śmiejąc się.
Właśnie tego pozytywnego nastawienia do świata oczekują ludzie idąc do wróżki. W roku 2008 Bassendowska zaczęła wróżyć w Ezo TV. Na ogłoszony przez tę stację casting zgłosiły się osoby z całej Polski. Wybrano tylko pięć.
Każdą pierwszą wizytę jako wróżka rozpoczynam od Tarota Marsylskiego. Jeśli widzę, że coś nie jest tak ze zdrowiem, a nie oczekuje się ode mnie pomocy bioterapeuty, od razy wysyłam tego człowieka do lekarza – zapewnia.
Ale wróżka Bassma (taki pseudonim ma Bassendowska) nigdy nie zapomina o starych, naturalnych sposobach na choroby. Na uporczywy kaszel np. poleca gęsi smalec (czubata łyżka od herbaty) zmieszany z ciepłym, ale nie gorącym mlekiem (szklanka). Można do tego też dodać łyżeczkę miodu pod warunkiem, że nie ma drapania w gardle i dorzucić zgnieciony ząbek czosnku.
A gdy się dużo gada, warto pić mielone siemię lniane wymieszane ze szklanką ciepłej wody – radzi. – Bo to pięknie nawilża gardło.
Ma 30 rodzajów kart do wróżenia. Za nim rozłoży jedną z talii, zapala świece.
Czarna świeca jest na przerwanie złych energii, choroby... Błękitna przynosi ukojenie w bólu. Fioletowa oczyszcza i uspakaja – wylicza. – A czerwoną zapalamy, gdy trzeba kogoś naenergetyzować.
Jednak najbardziej lubi przepowiadać przyszłość z starohinduskiej szkatułki.
Tak wróży się w Indiach. Moją zrobił mi mąż – wyjaśnia. – Jest jedyna na świecie.
ImageW drewnianym pudełeczku są metalowe gniazdka. Wpadają do nich kamienie, które trzyma w szkatułce. W zależności od tego, gdzie zatrzyma się ametyst, cytryn, piasek pustyni, onyks, jadeit, jaspis, bursztyn, czy kryształ, Bassendowska wie, co czeka osobę, która prosi o wróżbę.
Ze szkatułki jestem w stanie przewidzieć nawet przyszłość członków rodziny – twierdzi.
Prowadzi też kursy magii, na których uczy, jak zdobyć partnera.
To się dzieje w rok, półtora po skończonym kursie – zapewnia. – Ale dobre efekty mają ludzie, którzy kontrolują to, co myślą, mówią i planują. Trzeba myśleć pozytywnie. Przydaje się też odrobina fantazji. I nie wolno bać się wizualizacji – radzi na końcu Magdalena Bassendowska-Karska. – A tak w ogóle najlepiej myśleć o sobie, że zasługujemy na wszystko, co najlepsze.

Kontakt z Magdaleną Bassendowską-Karską

Nieznany Świat 11/2009

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.