Z cierpiącym po zdrowie

Spis treści

Jak pomóc sobie i swojej rodzinie?

ImagePierwszym krokiem jest systematyczne oczyszczanie, zwłaszcza jelita grubego i wątroby. W tej dziedzinie nieocenione są lewatywy: z własnego moczu i opisana przed chwilą lewatywa z kawy. Systematyczne usuwanie toksyn sprawia, że organizm nie musi ich upychać w stawach, zatokach, przyklejać do ścianek naczyń krwionośnych, tworzyć z nich kamieni, torbieli i guzów. Co kilka miesięcy warto usunąć kamienie z wątroby, stosując sól gorzką. Przez 2-3 dni pijemy wyłącznie soki sporządzane w domu ze świeżych owoców i warzyw. Trzeciego dnia wieczorem przyjmujemy roztwór soli gorzkiej o 18-ej i 20-ej, a potem o 22-ej – oliwę z oliwek (tłoczoną na zimno) z sokiem z cytryny. Nazajutrz rano o 6-ej i 8-ej serwujemy ponowne roztwór soli gorzkiej.
Każdemu dobrze zrobi jeden dzień postu w miesiącu. Najlepiej wówczas poprzestać na piciu wody. Natomiast taki post przeprowadzany raz w tygodniu działa wręcz rewelacyjnie. Warto też włączyć do codziennej popularne diety, a jakże cenne rośliny lecznicze. Oczyszczanie wątroby wspomaga popularny mniszek (zwany mleczem). Pan Stanisław radzi, aby wiosną, zanim roślina rozwinie kwiaty, sporządzać z jej listków surówki.
W pełni kwitnienia należy pić syrop z kwiatów. W tym celu zalewamy je wodą i gotujemy do postaci wywaru – jednak zamiast białego cukru lepiej dodać cukier brązowy albo melasę. Dzięki temu mamy do dyspozycji smaczny lek wzmacniający wątrobę. Mój rozmówca używa go jako pożywki dla pożytecznych mikroorganizmów, których kultury opracował profesor Teruo Higa z Japonii. Wyhodowane na syropie kwiatowym pozwalają zregenerować florę bakteryjną u osób po kuracjach antybiotykami oraz wzmocnić ich odporność.
Jesienią warto zebrać korzeń mniszka, który można ususzyć i zmielić w ręcznym młynku na proszek (młynek elektryczny uszkadza substancje czynne), albo wycisnąć z niego sok.
Warto zwrócić uwagę na rośliny, które mają najwięcej siły życiowej, przez co bywają traktowane jak dokuczliwe chwasty. Należy do nich perz. Jego kłącza należy pokroić i spożywać na surowo jak kiełki. Z suszonych można sporządzić herbatkę.
W profilaktyce choroby nowotworowej sprawdza się herbatka z suszonych i zmielonych korzeni mniszka i pokrzywy.
Młoda pokrzywa to prawdziwy skarb: wzmacnia odporność i zaopatruje organizm w żelazo. Jej listki można sparzyć i przyrządzić jak szpinak. Warto też je ususzyć i sproszkować. Zażywana w tej postaci (trzy razy dziennie po pół łyżeczki, popić wodą) jest znakomitym lekiem przeciw nadkwasocie i chorobie wrzodowej żołądka.
Wiosną i wczesnym latem trzeba zaopatrzyć się w skrzyp. Roślina ta okazuje się źródłem naturalnej krzemionki (niezbędnej dla kości, skóry), która w herbatce jest łatwo przyswajalna, działa odmładzająco i wzmacniająco, a także powstrzymuje siwienie i wypadanie włosów. Aby jak najlepiej wykorzystać skrzyp należy parzyć go dwustopniowo. Pierwszy etap to napar: zalać 1 łyżkę stołową szklanką wrzątku i po kilkunastu minutach odcedzić. Pozostałe fusy zalać jeszcze raz wrzątkiem i gotować 30-40 min. Napar i wywar połączyć i pić 2-3 x dziennie po 1 szklance.
Inny pożyteczny chwast to lebioda – komosa. Kiedyś szpinakiem z komosy karmiono biedne dzieci wiejskie, dostarczając im w ten sposób wartościowego białka i witamin. Dobrze byłoby wrócić do tej tradycji. Panie domu, wzorem mamy mojego rozmówcy, mogłyby same przygotować dla rodziny syrop malinowy i nalewkę z bursztynu na przeziębienia, syrop z czarnego bzu na kaszel, a nalewkę z łupin orzecha włoskiego przeciw pasożytom i bólom brzucha.

Jak się odżywiać?

Temat ten Stanisław Olszewski porusza na licznych spotkaniach, jakie odbywa. Każdemu choremu indywidualnie udziela wskazówek dietetycznych. Jednak kilku podstawowych zaleceń powinni przestrzegać wszyscy, którym leży na sercu własne zdrowie.
Po pierwsze: rozdzielne jedzenie, w jednym posiłku tylko jeden rodzaj produktów – białko albo skrobia lub owoce itd. Po drugie: należy zrezygnować z mleka pochodzącego ze sklepu. Otwocki healer ma takie powiedzonko: – Chcesz być kaleką, pij sklepowe mleko!
Skąd to przekonanie? Ponieważ, jego zdaniem, mleko i wszystkie produkty homogenizowane (twarożki, śmietany, a także niektóre soki) składają się z tak drobnych cząsteczek (pociętych laserem), że przechodzą niestrawione przez ścianki jelit. Broniąc się przed nimi organizm, otacza je śluzem. Produkty homogenizowane nie rozwarstwiają się; ich przydatność do spożycia jest dłuższa niż naturalnych, ale dla organizmu są trucizną. Po trzecie: codziennie jeść siemię lniane, pestki z dyni i słonecznika, orzechy włoskie, migdały, po 1 łyżce każdego, zmielonych tuż przed jedzeniem, dostarczając w ten sposób świeżych, nieutlenionych, niezbędnych, nienasyconych kwasów tłuszczowych, które użyte do budowy błon komórkowych pozwalają oddychać komórce.
Należy też, o czym wszyscy wiedzą, unikać produktów przetworzonych. Zupa ze świeżych warzyw nie może się równać z błyskawiczną. Gospodyni, której zależy na zdrowiu domowników, nie powinna oszczędzać czasu na przygotowanie domowych dań.
Nowoczesne, ulepszone genetycznie odmiany pszenicy zawierają takie ilości glutenu, że organizm nie może ich przyswoić. Toteż – dla własnego dobra – należałoby zrezygnować z wyrobów z mąki pszennej, zastępując ją orkiszową.
Każdy słyszał, że cukier to biała trucizna. I co z tego?
Są dni, kiedy możemy zjeść wszystko, i takie, kiedy musimy uważać. Następca Eligiusza Kozłowskiego doradza każdemu poranny test polegający na obserwacji języka. Jeśli jest on biały, świadczy to o wychłodzeniu organizmu. Wtedy dobrze nam zrobi herbata imbirowa. Gdy zabrakło czasu na posiłek przed zachodem słońca – wieczorem spożyjmy ciepłe danie, nie żałując pieprzu. Z kolei jeśli wyczerpał nas stres, albo zmarzliśmy, dobrze jest zakończyć dzień szklanką napoju złożonego z pół łyżeczki pieprzu cayenne i łyżeczki kakao zalanych wrzątkiem.
Gdy na języku pojawi się biały nalot i śluz – to niedobry znak. Jeszcze gorzej, gdy zauważymy na nim żółte i brązowe plamy. Wówczas można obawiać się wrzodów żołądka i guzów w organizmie.

W stronę trwałego zdrowia


ImageWłaściwa dieta, ruch i zioła jeszcze nie gwarantują trwałego powrotu do zdrowia. Choroby nawracają, jeśli nie rozprawimy się z nimi na subtelnym, emocjonalno-mentalnym poziomie. Na emocje oddziałuje leczniczo muzyka gongów, kamertonów, bębnów. Olszewskiego od dzieciństwa fascynowała potęga muzyki, czuł w sercu dźwięki ukochanego akordeonu.
Straciłam męża w wypadku, ciało i dusza cierpiały – opowiada Dorota J. – Pan Stanisław powiedział, że nie ma ziół na tęsknotę, ale że zagra mi na gongu... To było kosmiczne, jeszcze teraz jestem pod wrażeniem rozmowy Misy z Gongiem. Bardzo mocno czułem coś w okolicy serca. Dźwięki kojarzyły mi się z czułą rozmową zakochanych, gdzie myśli jednego były słowami drugiego i odwrotnie. No i ten relaks w całym ciele… Rewelacja!
Wieloletnie obserwacje prowadzone przez otwockiego healera doprowadziły go do przekonania, że u podstaw wielu chronicznych schorzeń leżą toksyczne związki z bliskimi osobami, a także przykre doznania, zranione uczucia (np. strata bliskiej osoby, zdrada, nieodwzajemniona miłość), które miały miejsce w przeszłości. Rozpamiętywanie dawnych krzywd i urazów, czy nierealne mrzonki i oczekiwania dotyczące przyszłości osłabiają człowieka, odrywając go od pełnego przeżywania tego, co tu i teraz.
Z myślą o cierpiących katusze uczuciowe Olszewski opracował autorską metodę przeobrażania więzów w więzi.
Chodzi o to – tłumaczy – by umysł i dusza nauczyły się porozumiewać i współpracować. Na Nauczyciela wyznaczam ciało, bo ono jest rękami ducha... ten proces ułatwia i przyspiesza rozwój duchowy. Stosuję go również w terapii jako uzupełnienie metod innych, a często jako jedyną metodę, gdyż wszystkie inne już zostały wykorzystane lub zawiodły. Obowiązkowym elementem każdego etapu tego procesu jest spotkanie z dźwiękami bębna, grzechotek, gongu, mis.
Ten praktyczny i skuteczny program/metoda polega na wprowadzaniu do pola morficznego impulsów fizycznych, emocjonalnych i mentalnych prowadzących do zrozumienia i zmian w tej przestrzeni i na poziomach, o jakich mowa. – Jestem już spokojny, dziękuję – pisze w świątecznej kartce z Nowego Jorku Artur. – Słuchaliśmy trzy dni twojej płyty z gongami... Tata, choć cierpiał, umierając uśmiechnął się...
Ten trudny proces, każdy chory, mimo że korzysta z pomocą terapeuty, przechodzi sam. Na początku musi uznać, że przykre doświadczenie było życiową lekcją – i za nią podziękować. Takie zachowanie odcina toksyczne więzy. Późniejsze etapy wyglądają różnie, w zależności od indywidualnego przypadku.
- Nie możemy zmienić przeszłości, ale nasz stosunek do tego, co się wydarzyło, może ulec zmianie. W ten sposób – uważa Stanisław Olszewski – robimy krok w stronę trwałego uzdrowienia i nowej jakości życia.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.