Z cierpiącym po zdrowie

Spis treści

Maria Rojek

ImageJest uważany za jed­nego z najlep­szych pol­s­kich fitoter­apeutów, a jego kuracje ziołowe okazują się niezwykle skuteczne. Nie tylko one, zresztą, gdyż Stanisław Olszewski z pod­warsza­wskiego Otwocka lecząc chorych potrafi dokonać prawdzi­wych cudów.

Z zawodu jest elek­tron­ikiem. Przed 20 laty, chcąc pomóc, cier­piącej na raka, matce wybrał się do słyn­nego zielarza, Eligiusza Kozłowskiego. Sytu­acja była dra­maty­czna: po otwar­ciu jamy brzusznej lekarze stwierdzili, że ogniska nowot­worowe są rozsiane w całym orga­nizmie, a chora ma przed sobą 23 tygod­nie życia. Fitoter­apeuta ubole­wał, że przy­jechali tak późno – jego zdaniem, przed oper­acją można było zro­bić więcej.

Skoro tu jestem, sam się prze­badam – zde­cy­dował wów­czas Stanisław Olszewski. Położył dłonie na stole, a mis­trz, bada­jąc recep­tory z pomocą wahadełka, powiedział wszys­tko o jego zdrowiu. To była kom­pletna, pre­cyzyjna diag­noza, jakby rent­gen ciała i emocji wyko­nany w ciągu zaled­wie kilku minut. Potem przyszła kolej na żonę pana Stanisława. Kozłowski wysłał ją na usg, bo coś tam jest.
Olszewscy wró­cili do domu z ziołami dla mamy i siebie. To, co się dzi­ało po ich zas­tosowa­niu, zmieniło całe ich życie. Przez dwa tygod­nie orga­nizm kobi­ety cier­piącej na nowotwór pozby­wał się czarnej mazi. W tym cza­sie chora źle się czuła, ale wkrótce osła­bi­e­nie ustąpiło. Odzyskała siły, przeprowadz­iła remont domu i dopiero po pewnym cza­sie powoli zaczęła gas­nąć. Zami­ast trzech tygodni, przeżyła osiem miesięcy.
Dzięki ziołom ustąpiły również dolegli­wości Stanisława Olszewskiego. Pozostała fas­cy­nacja leczniczymi właś­ci­woś­ci­ami roślin. Coraz częś­ciej odwiedzał swo­jego men­tora – i tak jak on postanowił leczyć ziołami.

Test pier­ws­zoma­jowy

W Niedanowie na Mazu­rach Eligiusz Kozłowski kupił 1500 ha ziemi. W więk­szości były to nieużytki oraz bagna, które próbowano z miz­ernym skutkiem zme­liorować. Ziemia, nieprzy­datna rol­niczo, przynosiła tamte­jszemu PGR-​owi wyłącznie straty. Nato­mi­ast dla zielarza było to wymar­zone miejsce pod uprawę ziół: od stuleci nie skażone chemią, nawozami sztucznymi czy opryskami.

Z melio­racją mis­trz poradził sobie szy­bko i małym kosztem. Najpierw wykrył wahadłem położe­nie źródeł zasi­la­ją­cych bagno, a potem w odpowied­nim miejscu przekopał rowek i woda spłynęła do rzeki. Można już było upraw­iać zioła, wykopać stawy, założyć eko­log­iczną hodowlę ryb.
Tamtego, pamięt­nego pier­wszego maja Eligiusz zapro­ponował: będziemy sadzić las. Robili to od rana do wiec­zora. Olszewski, choć drobny i niższy od mis­trza Eligiusza – pra­cował z nim ramię w ramię. A po skońc­zonej pracy Kozłowski powiedział:

Dasz radę!
Wtedy nie rozu­mi­ałem znaczenia tych słów. Dziś wiem, ile siły i hartu ducha potrzeba, aby poma­gać chorym, iść po zdrowie z każdym cier­pią­cym, zroz­pac­zonym, oczeku­ją­cym wspar­cia – mówi pod­warsza­wski ter­apeuta.
Od tamtej pory przez 10 lat Stanisław Olszewski spędzał u Kozłowskiego każdy week­end. Roz­maw­iali o ludzi­ach i rośli­nach, a on uczył się nowego zawodu. Po śmierci rodz­iców Eligiusz, który był wspani­ałym człowiekiem, stał się jego mis­trzem i zarazem ojcem. Jego syn­owie zresztą nadal upraw­iają zioła i sporządzają mieszanki według recep­tur rodz­ica.
Stanisław poszedł w ślady swo­jego nauczy­ciela. Z początku wydawało mu się, że jego pier­wszy zawód już nie jest przy­datny. Później zrozu­miał, ile zawdz­ięcza zna­jo­mości elek­tron­iki wynie­sionej ze studiów. Dzięki tej wiedzy lep­iej rozu­mie pro­cesy zachodzące w Kos­mosie i ludzkim ciele. Wszak w orga­nizmie płyną prądy jonowe (kom­put­erowe testy i korekcje prądów metodą Volla), a komórki mogą żyć dzięki różnicy potenc­jałów, jaką potrafią wyt­worzyć pomiędzy swoim wnętrzem a otacza­ją­cymi je pły­nami ustro­jowymi (zdrowe komórki ok. 60-​90mV, zaś chore, nowot­worowe 40-​20mV).
Płyny wewnątrz i na zewnątrz komórki mają inną ilość jonów, w środku jest więcej anionów o ładunku ujem­nym. Metab­o­lizm komórki-​nasze zdrowie – zależy od ilości tych jonów. Ciało też jest spo­lary­zowane; prawa i lewa ręka oraz głowa i stopy gro­madzą inne ładunki. By mogło dojść do zapłod­nienia, mężczyzna i kobi­eta powinni mieć prze­ci­wną polaryzację.

Małżeństwo spod Wad­owic relacjonuje:
15 lat byliśmy razem, zdrowi, medy­cyna aka­demicka twierdz­iła, że mogę zajść w ciążę, a jed­nak to nie następowało… Pan Stanisław dotknął moich rąk i męża, nauczył nas zmieniać polaryza­cję, dał nam zioła do picia i obec­nie mamy już trójkę dzieci.
Wiedza o falach i ciekłych krysz­tałach pozwala głę­biej wniknąć w struk­turę bytu człowieka i każdej żywej istoty, umożli­wia zrozu­mie­nie tego, co intu­icyjne.
Aby uzdrowie­nie było kom­pletne i trwałe, powinno dokonać się na wszys­t­kich poziomach: ciała fizy­cznego, duszy – energii i umysłu– infor­ma­cji. Chory musi zrozu­mieć konieczność oczyszczenia ciała, a często również zmienić zako­rzenione nawyki.

Uzdraw­ianie na wszys­t­kich poziomach

ImageMłoda pielęg­niarka Agnieszka o skuteczności ter­apii Stanisława Olszewskiego usłyszała od swo­jej starszej koleżanki. Od pewnego czasu cierpi na dotk­liwe bóle krę­gosłupa lędźwiowego, badanie rentgenowskie wykazało w tym odcinku dyskopatię. Koledzy lekarze wysłali ją na reha­bil­i­tację, jed­nak serie zabiegów niewiele pomogły. Uznano, że nic więcej nie da się zro­bić. Otrzy­mała leki prze­ci­w­bólowe i zalece­nia: nie schy­lać się i nie dźwigać. Oba prak­ty­cznie niemożliwe do zre­al­i­zowa­nia.
Stanisław Olszewski, tak jak Eligiusz Kozłowski, rozpoczyna ter­apię od radi­estezyjnej oceny stanu zdrowia na pod­stawie recep­torów dłoni. Potem sprawdza, czy nie ma przepuk­lin krę­gowych. W przy­padku kobi­ety, o jakiej mowa, na szczęś­cie ich nie znalazł, będzie więc można ustawić krę­gosłup. Jed­nak najpierw trzeba odblokować przepływ energii w orga­nizmie, wykonu­jąc akupresurę stóp i masaż barków.
Następne etapy to: masaż z nalewkami ziołowymi, ustaw­ie­nie kręgów, masaż z oli­wką. Po tym wszys­tkim Agnieszka otrzy­muje roz­grze­wa­jący kom­pres z ziół leczniczych. Dzięki temu krew inten­sy­wnie krąży w naczy­ni­ach, roz­puszcza­jąc i usuwa­jąc krysz­tałki kwasu mlekowego i szcza­w­ianów, które zgro­madz­iły się w napię­tych mięś­ni­ach. Potem ter­apeuta znów masuje stopy klien­tki. Sły­chać „chru­panie” stawów i kręgów; za chwilę ustanie ból krę­gosłupa. Ale to jeszcze nie koniec zabiegu.
Ter­apeuta wprawia teraz w ruch kamertony. Ich dźwięki uwal­ni­ają głęboko ukryte emocje. — „C” i „g” to królewski inter­wał, har­mo­nizuje pracę półkul móz­gowych i całego ciała – wyjaś­nia.
Na zakończe­nie Agnieszka otrzy­muje zioła i zachętę do śpiewa­nia. Bo – jak słyszy – dźwięki uwal­ni­ają z płuc, nerek i wątroby emocje. Żeby odblokować płuca – trzeba się śmiać, nerkom poma­gają jęki, a wątro­bie – krzyk.
Droga po zdrowie obrana przez pac­jen­tkę, okazuje się typowa. Najpierw szukała pomocy u przed­staw­icieli medy­cyny aka­demick­iej. Gdy spotkał ją zawód spróbowała metod medy­cyny nat­u­ral­nej. Podob­nie postąpiła jej starsza koleżanka, Jad­wiga, która nie mogła żyć bez ket­on­alu. Dół krę­gosłupa bolał ją tak bardzo, że siada­jąc przeży­wała męki. Tym­cza­sem już po pier­wszym zabiegu Olszewskiego bezboleśnie prze­si­adła się ze stołka na krzesło. – Pan Sta­sio postawił mnie na nogi, nie biorę tabletek, tylko piję zioła – mówi z uśmiechem.
Z kolei sios­tra pani Jad­wigi cier­pi­ała na przepuk­liny krę­gosłupa szyjnego. Nie poma­gały ani nagrze­wa­nia, ani kri­oter­apia, ani leki prze­ci­w­bólowe. Już po pier­wszej wiz­y­cie u ter­apeuty odczuła ulgę, wró­ciła do domu szczęśliwa.
Przy przepuk­li­nach krę­gowych nie można ustaw­iać krę­gosłupa. W takich przy­pad­kach chorzy piją zioła i sto­sują okłady, które spraw­iają, że przepuk­liny ule­gają wchłonię­ciu. Dzięki temu udaje się uniknąć ryzykownej oper­acji.
Zdaniem otwock­iego heal­era droga chorego powinna być zupełnie inna: należałoby zaczy­nać od masażu, ziół, chi­ro­prak­tyki i bioter­apii. Pozy­ty­wne skutki takich ter­apii, jeśli są one praw­idłowo dobrane i stosowane, często pojaw­iają się naty­ch­mi­ast, nierzadko tego samego dnia, a najpóźniej po 37 dobach, choć w pier­wszej fazie, gdy schorze­nie jest przewlekłe, albo bardzo poważne, może nastąpić prze­sile­nie odczuwane jako pogorsze­nie samopoczu­cia. Dopiero, gdy te środki zaw­iodą, należy się­gać po drasty­czne metody medy­cyny aka­demick­iej: zas­trzyki i oper­acje.
W schorzeni­ach krę­gosłupa nie jest też konieczne stosowanie chemicznych leków prze­ci­w­bólowych. Znakomi­cie sprawdza się okład ze świeżo utartego chrzanu na skórę, natłuszc­zoną oli­wką. Można też przy­go­tować alko­holowy (spiry­tu­sowy) wyciąg z chrzanu do naciera­nia, z tym, że takiego okładu nie wolny pozostaw­iać na noc, by nie doszło do oparzenia skóry.

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.