Same cuda w kartach zdrowia

Spis treści

Andrzej Wik­tor Polakowski — 4/​2014

Poma­ga­jąc chorym, biało­s­tocka ter­apeutka Teresa Toczy­dłowska wyjątkowo skutecznie łączy wiedzę kilkudziesię­ciu kierunków, spec­jal­ności i prak­tyk medy­cyny nat­u­ral­nej oraz aka­demick­iej. Jed­nak zaskaku­ją­cych zdarzeń, które wprowadz­iły ją na tę zawodową drogę, dotąd nie ujawniała.

Wyko­rzys­tuje i rozwija przede wszys­tkim zestawy włas­nych pro­gramów autors­kich opar­tych na holisty­cznym pode­jś­ciu do człowieka i jego otoczenia w ter­apii równoważe­nia psy­cho­so­maty­cznego. Doświad­czeni­ami ze swo­jej pracy dzieli się na forum Pol­skiego Towarzystwa Lekarskiego jako członek Sekcji Medy­cyny Psy­cho­so­maty­cznej i Sto­warzyszenia Ter­apeutów Pedagogicznych.

W wibru­ją­cym świecie

Niecodzi­enną wrażli­wość i predys­pozy­cje dostrzegano u niej już w dziecińst­wie. Rozu­mi­ała i wyczuwała świat roślin, zwierząt, z którymi naw­iązy­wała bliski kon­takt. Zbier­ała ziółka i suszyła je na strychu domu tłu­macząc członkom rodziny, do czego mogą służyć. Chci­ała uczyć kury fruwać wysoko, aby mogły widzieć więcej. Dogady­wała się z nieu­jeżdżonym i narow­istym koniem, wskaku­jąc na jego grz­biet; trzy­ma­jąc się grzywy galopowała przez pola.

Spec­jal­iza­cję z pielęg­niarstwa i położnictwa środowiskowo-​rodzinnego oraz swoją akty­wność na tym polu uznała w poma­ganiu chorym za dalece niewystar­cza­jące. Niedosyt ten odczuła po splocie trag­icznych wydarzeń w drodze ze szpi­tal­nego dyżuru, których niezwykłe kon­sek­wencje do dziś nie przes­tają szokować. Będzie o tym mowa na końcu.

By jak najlepiej spożytkować swoje predys­pozy­cje postanow­iła uzu­pełnić wiedzę na Uni­w­er­syte­cie w Białym­stoku. Ukończyła psy­chologię, pody­plo­mowe studium ter­apii ped­a­gog­icznej, trafiła też do Wyższej Szkoły Psy­chologii przy Rosyjskiej Akademii Nauk i do Amerykańsko-​Rosyjskiej Akademii „Inter­col­lege” na wydział para­psy­chologii. Serią między­nar­o­dowych szkoleń z kinezjologii eduka­cyjnej metodą Den­nisona, art­ter­apii, muzykoter­apii, psy­chory­sunku, dotyku dla zdrowia wzbo­ga­cała sukcesy­wnie swój warsz­tat. Zdobyła szlify eksper­ckie w wyko­rzysty­wa­niu ele­men­tów hip­nozy, aro­mat­er­apii, akupresury, psy­chografologii. Wspo­maga je nat­u­ral­nymi pro­duk­tami opar­tymi na ziołach, ole­jkach i min­er­ałach. Tak na dobrą sprawę niedługo łatwiej będzie wymienić dziedziny, których nie zgłębiła.

Od lat wyko­rzys­tuje wiedzę, zgod­nie z którą wszys­tko w Naturze jest energią, wywołuje drga­nia, ma swoją częs­totli­wość, rezonuje albo wpada w dyso­nans. Każda komórka ciała jest wyposażona w swoją ener­gety­czną charak­terystykę. A emocje, stresy, niepokoje? No właśnie! One z kolei generują i emi­tują negaty­wną energię, którą trzeba neu­tral­i­zować i usuwać, by nie poczyniła spus­toszenia w orga­nizmie i otocze­niu. Czym się to robi? Najogól­niej rzecz ujmu­jąc, także energią.

– Częs­totli­wość fal otacza­ją­cych nas kolorów czy dźwięków można zmierzyć i przekonać się, że nie jesteśmy na nie obo­jętni – wyjaś­nia ter­apeutka. Dlat­ego swoje pomysły lecznicze opieram na zasadach przy­wraca­nia ener­gety­cznej har­monii. Nawet ole­jki ter­apeu­ty­czne kom­ponuję tak, by charak­tery­zowały się wibrac­jami podob­nymi do stanów emocji, które chcemy osiągnąć, np. odwagi czy radości. Zmysł powonienia zestre­sowanego pac­jenta odbiera takie bodźce i przekazuje do mózgu, który zaczyna funkcjonować w sferze podob­nych częs­totli­wości popraw­ia­jąc nastrój.

W swo­jej książce Uważaj na myśli, słowa i obrazy Teresa Toczy­dłowska zwraca uwagę na te nośniki energii i efekty ich odd­zi­ały­wań, które potrafią zaśmiecać środowisko men­talne. Ileż to razy sprawdza się powiedze­nie: Uważaj o czym myślisz, bo może ci się to zdarzyć albo Nie prowokuj losu w sen­sie: nie pro­jek­tuj fatal­nych zdarzeń poprzez splot swoich zachowań i słów.

Przed drzwiami gabinetów swojego Centrum ANTER, gdzie prócz niej konsultują niektóre schorzenia masażysta i logopedaNiejed­nokrot­nie u pod­staw różnych lęków, fobii oraz blokad ksz­tał­tu­ją­cych nasze zachowa­nia przez całe życie leżą bezwiedne zapisy incy­den­tów z dzieciństwa, cho­ciaż nie umiemy tego ze sobą pow­iązać. Gdy rodz­imy się, mamy prawie czystą kartę, cho­ciaż stany emocjon­alne matki jeszcze przed poro­dem mogą ksz­tał­tować pewne kody. Później, pod wpły­wem stresów, dziecię­cych przeżyć, przy­bywa pier­wszych, najtr­wal­szych negaty­wnych doświad­czeń. Ich liczba rośnie i zaw­isa nad głową jak chmura gradowa.

Edyta Rutkowska, która przyszła po poradę, potwierdza: – Spotkałyśmy się z Tery przy­pad­kowo, przed pię­cioma laty, gdy bardziej była znana pod tym pseudon­imem i… Efekty okazały się niesamowite. Choćby w fun­da­men­tal­nej sprawie, która stre­sowała mnie od dawna: nie mogłam zajść w ciążę. Miałam 38 lat i czułam się prze­grana. Wystar­czyły trzy spotka­nia! Mój Krys­t­ian ma dziś dwa i pół roku, jest rewela­cyjnym facetem!

– To nie żaden cud – wyjaś­nia ter­apeutka. – Po prostu znalazłyśmy blokadę psy­chiczną, którą usunęłam. Zdarzył się kiedyś i taki przy­padek, że pac­jen­tka, jako mała dziew­czynka, bardzo przeży­wała rozs­tanie z ojcem, który odszedł w niez­nane. Podświado­mość zare­je­strowała ten wstrząs jak syg­nał, żeby już żad­nemu malu­chowi takiego losu opuszczenia i bólu nie zgo­tować. Musi­ałam nie­jako wymazać z podświado­mości ten incy­dent i hor­mony zagrały.

Blokady na tle lękowym wydają się domin­u­jące. Niemało osób w dziecińst­wie bywało np. zaatakowanych przez pobud­zonego koguta, co pozostaw­iło trwały ślad w psy­chice. Czer­wone ubranie, kojarzące się ptakowi z barwą konkurenta, może wywołać u niego agresję.

Jedna z kobiet jako dziecko została potur­bowana przez indora i odtąd pan­icznie bała się nawet prze­latu­ją­cych tuż nad głową gołębi, które w mias­tach bywają dość nachalne. Idąc ulicą aż przysi­adała z niepokoju, kiedy podświado­mość, chcąc ją chronić przed powtórką epi­zodu z dzieciństwa, wyzwalała instynk­towne odruchy samoo­brony przed ptakami. Te fobie udało się defin­i­ty­wnie usunąć.

– Nasz umysł nie za bardzo rozróż­nia negaty­wne bodźce rzeczy­wiste od tych wyfan­tazjowanych – uzu­peł­nia Teresa Toczy­dłowska. – Na spotka­ni­ach w roz­maity sposób próbuję więc osłabić destruk­cyjny wpływ takich impul­sów. Cza­sami wprowadzam coś w rodzaju cofnię­cia filmu z życia i wymaza­nia albo wymi­any niek­tórych jego kadrów zaw­ier­a­ją­cych zbędne bądź szkodliwe informacje.

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.