Przebudzenie

Spis treści

Dwa obrazy Klaudii Szewcowej: Medytacja i Solaris, które jak uważa wielu, mają oddziaływanie uzdrawiająceUzdrawiające obrazy

Trzeci trans, do którego doszło w 1989 roku, ujawnił nowe, nadzwyczajne możliwości w rozwoju Klaudii. W jego trakcie również miała wizje dotyczące swojego przyszłego prywatnego życia. Kilkanaście lat później – było to na początku stycznia 2002 roku – niespodziewanie odczuła bardzo silną wewnętrzną potrzebę malowania obrazów. Natychmiast zaczęła ją realizować.

Po paru dniach wyjechała za granicę. Podczas półtoramiesięcznego pobytu w Londynie koncepcja posłużenia się malarstwem w celu wyrażania wewnętrznych światów skrystalizowała się i uległa sprecyzowaniu.

- Dzięki jodze mogę swoim obrazom nadać swoiste życie, sprawić, aby przemówiły do widza czymś więcej niż tylko barwami zamkniętymi w kształty. Każdy mój obraz, oprócz trzech podstawowych wymiarów, ma jeszcze czwarty, który mu nadaję – mówi Klaudia, zdradzając tajniki swojego procesu twórczego. – Większość prac powstała w związku z wizjami medytacyjnymi. Malowałam te obrazy, gdy przebywałam w stanie medytacji. Wśród nich są też takie, które odzwierciedlają poszukiwania właściwej formy dla moich ulubionych kolorów. To „portrety” kwiatów. Proces twórczy jest dla mnie czynną formą medytacji. Dzięki temu płótna są obdarzone własnym życiem i w sugestywny sposób oddziałują na widza, wywołując wrażenie płynnego ruchu przenikającego poza fizyczne ramy obrazów. Moje malarstwo działa na widzów nie tylko estetycznie, ale ma w sobie moc uzdrawiania.
Latem ubiegłego roku w Stargardzie była wystawa moich obrazów. Od organizatora ekspozycji wiem, że pewna bardzo ciężko chora dziewczyna, po pięciu operacjach mózgu, systematycznie przychodziła i wpatrywała się w moje obrazy. Jej stan zdrowia poprawił się.

Na otwarciu wystawy Klaudii w Chociwlu poznałam Kasię i jej rodzinę. Był to także jej wernisaż, ponieważ poza obrazami Klaudii zaprezentowano tam także rysunki wykonane przez dziewczynę w okresie poprzedzającym chorobę. Kasia nie była zbyt rozmowna: - Co drugi dzień oglądałam obrazy Klaudii i wychodziłam bardzo zmęczona, ale wpływało to na mnie budująco i motywująco.

Dwa obrazy Klaudii Szewcowej: Solaris i Medytacja, które jak uważa wielu, mają oddziaływanie uzdrawiająceDużo więcej miała do powiedzenia jej mama, która tak opisuje przebieg choroby i leczenia:
- Córka uczyła się w maturalnej klasie. Na ferie wyjechała do cioci w Zielonej Górze i tam miała wylew. W szpitalu stwierdzono pęknięcie tętniaka w mózgu. Lekarze byli bezradni, czekali aż serce przestanie bić, by pobrać narządy do przeszczepów i pocieszali mnie, że moje dziecko będzie żyło w innych ludziach.
Załatwiliśmy przewiezienie Kasi helikopterem do kliniki w Szczecinie. W ciągu niecałych dwóch lat przeszła pięć operacji mózgu. Po ostatniej wyszła ze szpitala z oczopląsem. Zawsze miała bardzo słaby wzrok, nosiła okulary, a teraz prawie nie widziała, miała kłopoty z poruszaniem się. Lekarze powiedzieli, że trzeba 10 lat, by doszła do zdrowia.
Latem była wystawa, a we wrześniu pierwszy seans u Klaudii, która stwierdziła, że w mózgu pojawił się nowy tętniak. Nerki są chore, ale ona jest w stanie pomóc. Przez pierwszy miesiąc Kasia czuła się źle. Nie wiedziałyśmy, co robić, ale w październiku wybrałyśmy się na drugie spotkanie. Klaudia zapewniła nas, że wszystko jest na dobrej drodze: choroba zaczyna się cofać, a tętniak zmniejsza się. I rzeczywiście – osłabienie minęło, córka zaczyna lepiej widzieć, a któregoś dnia po obudzeniu się powiedziała – jest 7.22. Są dni, że bez soczewek widzi lepiej niż kiedyś, przed chorobą, sprawniej też kojarzy i zapamiętuje fakty.

Niektóre z wypowiedzi osób opowiadających o uzdrowieniu przez Klaudię Szewcową w filmie Świadectwa ludzi.

  • Edward L.: - Leczyłem się na oczy, profesor z Wrocławia zbadał, powiedział, że przyczyną mojej choroby jest zanieczyszczenie środowiska i dziura ozonowa. Przepisał okulary. Miałem kataraktę, przygotowywałem się do operacji. Wtedy córka powiedziała: - Choć ze mną do jasnowidzącej, ona cię wyleczy. Nie mówiłem o swoich chorobach. To od pani Klaudii dowiedziałem się, że mam chorą trzustkę, wątrobę, prostatę, którą też miano operować, i reumatyzm. Odradziła mi operacje. Powiedziała też, że w młodości byłem chory na gruźlicę i miałem wypadek, bo skoczyłem z wysoka. To była prawda – ponad 40 lat temu, jeszcze we Lwowie, zachorowałem na gruźlicę, leżałem w szpitalu i wyleczono mnie. Później w wojsku skoczyłem do wody z trampoliny i miałem uszkodzony kręgosłup. Zaufałem jej i poddałem się uzdrawianiu – dziś jestem już zdrowy i dobrze się czuję.
  • Inna pacjentka (nie podała swego nazwiska): - Po pierwszej rozmowie z Klaudią przeżyłam szok. Poszłam do niej po ratunek, ponieważ lekarze nie potrafili wyleczyć mnie z bardzo uciążliwego uczulenia i znaleźć przyczyny, ani leku na pogarszający się wzrok i silne bóle głowy. Klaudia bez ogródek powiedziała, że powodem dolegliwości jest guz mózgu uciskający nerwy wzrokowe i słuchowe. Nie chciałam uwierzyć i na drugi dzień wybrałam się do niej znowu. Powtórzyła diagnozę. Lekarka, u której leczyłam się, też nie uwierzyła i dała skierowanie na zdjęcie głowy. Rentgen wykazał, że guz faktycznie jest. Po sześciu seansach byłam zdrowa. Odzyskałam wzrok, przeszły bóle głowy, znikły rany od uczulenia i guz w głowie.
  • Maria Borkowska: - U mojej 16-letniej córki Doroty stwierdzono guz w kształcie walca prawej piersi, który miał być usunięty operacyjnie. Zamiast na operację zaprowadziłam córkę do pani Klaudii. Po upływie 1,5 miesiąca od pierwszego seansu, gdy córce zrobiono USG okazało się, że guz znikł.
  • Regina S.: Rok temu, w lutym, trafiłam do pani Klaudii. Powiedziała mi, że na prawym jajniku mam cystę wielkości ok. 8 cm. Na drugi dzień zrobiłam USG. Wykazało, że na prawym jajniku znajdują się dwie cysty: 6,5 cm i 2 cm. Skierowano mnie na operację, ale wolałam leczyć się u Klaudii. Po 13 seansach, pod koniec marca powiedziała mi, że już jestem zdrowa. Powtórzyłam badanie USG – na jajniku nie było guza.
  • Marianna K.: - Córka miała bardzo silne bóle brzucha, lekarz podejrzewał żółtaczkę albo chorobę nerek i zalecił badania. Pojechałyśmy do pani Klaudii, która nie badając postawiła diagnozę – ostre zapalenie wyrostka robaczkowego, konieczna natychmiastowa operacja. Lekarz z pogotowia nie zgodził się z tą sugestią, dał zastrzyk przeciwbólowy i odesłał nas do domu. Następnego dnia w szpitalu po wielu godzinach badań zdecydowano się na operację. Późnym wieczorem dowiedziałam się, że był to wyrostek z wysiękiem i trzeba było operować już poprzedniego dnia. To dzięki pani Klaudii moja córka żyje.

Przypadek Klaudii Szewcowej wydaje się być kolejnym potwierdzeniem tezy, że w pewnych sytuacjach sama tylko myśl może mieć siłę uzdrawiania. Szkoda, że ciągle tak mało o tym wiemy, choć terapeutyczne sukcesy mówią same za siebie.


Kontakt z Klaudią Szeewcową

Z archiwum Nieznanego Świata - Nr 9/2004

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.