Przebudzenie

Spis treści

Anna Andrzejewska-​Jurgiel — 9/​2004

Przed 23 laty po głębokim tran­sie na długo straciła przy­tom­ność. W szpi­talu nikt nie potrafił postawić diag­nozy ani określić sposobu leczenia. Po 40 dni­ach doszło do samoist­nego prze­budzenia, a po kole­jnych dwóch miesią­cach jej orga­nizm zaczął funkcjonować całkowicie prawidłowo.

Urodz­iła się w 1949 roku na Ukrainie, gdzie ukończyła szkołę pielęg­niarską i przez kilka lat pra­cow­ała w pedi­atrii. Po stu­di­ach na Wydziale His­torii Uni­w­er­sytetu w Odessie, szukała zatrud­nienia w nowym zawodzie. Okazało się jed­nak, że jej przez­nacze­nie jest zupełnie inne. Obec­nie jest mis­trzem jogi, bioen­er­goter­apeutą i jas­nowidzem. W swej dwudziesto­let­niej prak­tyce medy­cznej wyko­rzys­tuje zdol­ności prekog­ni­cyjne. Od 12 lat mieszka w naszym kraju, a od 4 lat ma pol­skie oby­wa­telstwo. Nazywa się Klau­dia Szew­cowa.

Podążaj moim śla­dem…

O swo­jej drodze do odkrycia para­nor­mal­nych umiejęt­ności opowiada tak: — Do Pol­ski przy­jechałam w 1981 roku. Miałam wów­czas 32 lata i byłam bardzo chora. Wtedy zetknęłam się z hatha jogą. Po paru miesią­cach sys­tem­aty­cznych ćwiczeń byłam zdrowa, a rok później poz­nałam w Zło­to­ryi dok­tora Mar­i­ana Krzysz­tana, który wprowadził mnie w tech­niki medy­tacji. 8 sierp­nia 1982 roku, po trzech tygod­ni­ach inten­sy­wnych ćwiczeń, weszłam w głęboki trans.
Trwał bardzo długo. Jej ciało stało się bezwładne, była nieprzy­tomna. Kiedy znalazła się w szpi­talu w Leg­nicy, lekarze starali się przy­wró­cić kobi­etę do świado­mości, ale nie potrafili postawić diag­nozy, ani określić sposobu leczenia. Mijały dni, a stan pac­jen­tki nie zmieniła się.
Ona sama opisuje to wydarze­nie jako stan nadświado­mości umysłu:

- Przez otocze­nie byłam przyj­mowana jako człowiek nieprzy­tomny. Ciało nie reagowało na żadne bodźce zewnętrzne, ale mój umysł w tym cza­sie inten­sy­wnie pra­cował, doz­nawał oświece­nia. Słysza­łam głos, który mówił mi, że jestem jas­nowidzem i będę leczyć ludzi. To był głos mojego duchowego Nauczy­ciela. Podążaj moim śla­dem. Zawsze będę z Tobą. We wszys­tkim, co uczynisz, będę obecny – w każdym twoim dzi­ała­niu – mówił. Ujrza­łam też wydarzenia, które miały mnie spotkać w przyszłości. To był początek pro­cesu trans­for­ma­cji. Głos Nauczy­ciela, słyszany w pier­wszym tran­sie, jest stale przy mnie, czuję się z Nim zjed­noc­zona – tak, jak­bym była narzędziem w jego ręku.

Pomimo zwąt­pi­enia blis­kich i diag­noz nie roku­ją­cych wyzdrowienia po 40 dni­ach samoist­nie doszło do prze­budzenia. Rekon­wales­cencja prze­b­ie­gała głównie pod­czas snu, bo Klau­dia kat­e­go­rycznie odmówiła przyj­mowa­nia jakichkol­wiek leków. Przez ponad dwa miesiące spała po 1820 godzin na dobę. Potem jej orga­nizm niespodziewanie zaczął funkcjonować prawidłowo.

Znowu zaczęła ćwiczyć hatha i radża jogę. Wszys­tko wró­ciło do normy, ale w osobowości Klaudii zaszła niezwykła zmi­ana. Stała się innym człowiekiem, obdar­zonym umiejęt­noś­ci­ami: jas­nowidzenia i uzdraw­ia­nia, zaś trans, do którego doszło głównie dzięki inten­sy­wnej medy­tacji, poz­wolił jej zrozu­mieć, jak niezwykłe możli­wości stwarza joga. I to joga sze­roko pojęta – jako ćwicze­nie ciała, umysłu i rozwi­janie duchowości.

Nie zaszkodz­iła nikomu

Kole­jny, trwa­jący przez tydzień trans nastąpił w sty­czniu 1983 r. Potwierdził przekazy i doświad­czenia pier­wszego. Było to doz­nanie bardzo wyczerpujące.

- Dłużej niż za pier­wszym razem wracałam do rzeczy­wis­tości, ale zyskałam pełną jas­ność sytu­acji. Wiedzi­ałam już, co mam zro­bić ze swoim życiem - wspom­ina Szew­cowa.

Powró­ciła na Ukrainę i rozpoczęła pracę jako pielęg­niarka w Wojew­ódzkiej Przy­chodni Dziecięcej w Kirowogradzie:

- Zaczęłam posługi­wać się meto­dami, które poz­nałam prze­by­wa­jąc w tran­sie. Moim pier­wszym pac­jen­tem był chłopczyk z wadą poporodową. Miał całkowicie niewładną rękę. Ofic­jalna medy­cyna uznała, że jest bez szans na nor­malny rozwój i sprawność fizy­czną. Zde­cy­dowałam się na szcz­erą roz­mowę z jego rodzi­cami. Wyjaśniłam, że będę leczyć dziecko spec­jal­nymi meto­dami. Ku zdzi­wie­niu świata medy­cznego i wielkiej radości rodz­iców chłopczyk bardzo szy­bko wyzdrowiał. Jego rączka stała się władna.

Przy­pad­ków uzdrowień oraz ura­towa­nia życia było coraz więcej i wkrótce Klau­dia dostała poz­wole­nie na samodzielną pracę w przy­chodni. Lekarze kierowali do niej ciężko chorych pac­jen­tów, wobec których współczesna wiedza medy­czna była bezsilna i nie potrafiła zapro­ponować skutecznych metod leczenia.

W 1991 roku przy­jechała ponownie do Pol­ski. Zaczęła prak­tykować w Szk­larskiej Porę­bie, a w następ­nym roku otworzyła gabi­net w Jele­niej Górze. Niedługo potem Izba Lekarska w tym mieś­cie za pośred­nictwem Min­is­terstwa Zdrowia wys­tąpiła do proku­ratury z wnioskiem o wszczę­cie postępowa­nia sądowego prze­ci­wko Klaudii Szew­cowej. Zarzu­cono jej, że jako his­to­ryk sztuki (fak­ty­cznie jest ona tylko his­to­rykiem) nie ma prawa leczyć ludzi, bo może im zaszkodzić. Musi­ała przed­stawić dowody upraw­ni­a­jące ją do dzi­ałań w zakre­sie medy­cyny niekon­wencjon­al­nej oraz zaświad­czenia lekarskie potwierdza­jące przy­padki uzdrowień.

Proku­ratura przesłuchała osoby, które pod­dały się ter­apii u Klaudii. Z ich zez­nań i zgro­mad­zonych doku­men­tów wynikało niezbi­cie, że ter­apeutka nie tylko nikomu nie zaszkodz­iła, lecz wręcz prze­ci­wnie – bardzo wielu chorym pomogła wró­cić do zdrowia.
Sprawę umor­zono.

- Nie wiem, dlaczego w Polsce więk­szość lekarzy jest tak wrogo nastaw­iona do medy­cyny niekon­wencjon­al­nej. W wielu kra­jach lekarze współpracują z heal­erami – mówi Klau­dia. – Uważam, że i jedni i drudzy są ludziom potrzebni. Nigdy nie doradzam chorym, by odrzu­cili przepisane im leki, albo zaprzestali leczenia u spec­jal­istów.

Oper­acja? Niepotrzebna!

Sprawa w sądzie przekon­ała Klaudię, doty­chczas nie prowadząca żad­nej doku­men­tacji osób uzdrowionych, że gro­madze­nie świadectw, cho­ci­ażby w niewielkim zakre­sie jest konieczne. Właśnie wtedy pow­stał ama­torski fil­mowy repor­taż Świadectwa ludzi, nakrę­cony przez jej męża, Alek­san­dra. Kilka­naś­cie osób opowiada przed kamerą o swoich chorobach, bezrad­ności kon­wencjon­al­nej medy­cyny i o uzdrowie­niu przez Klaudię. Wszyscy są wdz­ięczni i pełni podziwu dla jej niezwykłych umiejętności.

Od tamtego czasu Szew­cowa uzdrow­iła wielu kole­jnych ludzi. Nie jest nawet w stanie przy­pom­nieć sobie wszys­t­kich, którym pomogła w powro­cie do zdrowia.
Odd­zi­ałuje metodą bez­do­tykową, także przy lecze­niu krę­gosłupa, usuwa­niu dyskopatii i ustaw­ia­niu kręgów. Robi to skutecznie, o czym świad­czy jeden z niedawnych przy­pad­ków – jakim było uzdrowie­nie Gosi, niemal świeżo upiec­zonej absol­wen­tki Wyższej Szkoły Muzy­cznej. Ona sama opowiada o tym tak:

Pier­wsze objawy rwy kul­szowej pojaw­iły się w sty­czniu 2003 r. Bóle nasi­lały się. Z tru­dem chodz­iłam. Przyj­mowałam coraz sil­niejsze leki prze­ci­w­bólowe. Chci­ałam najpierw skończyć stu­dia i do lekarza poszłam dopiero w maju. Po rezo­nan­sie mag­ne­ty­cznym okazało się, że grozi mi par­aliż nogi i jedynym ratunkiem jest oper­acja krę­gosłupa.
Moja pro­fe­sorka przy okazji opowiedzi­ała o tym Klaudii, która nie widząc mnie stwierdz­iła, że przy­czyną bólów jest dyskopa­tia i dwie przepuk­liny krę­gosłupa. Diag­noza ta stanow­iła dla mnie szok, bo wynik rezo­nansu był iden­ty­czny.
W czer­wcu zde­cy­dowałam się na kurację u Klaudii. W pier­wszym miesiącu nie nastąpiła widoczna poprawa, ale po drugim sean­sie bóle zmniejszyły się, wró­ciło czu­cie w nodze. Dziś czuję się dobrze, nie biorę żad­nych tabletek i nor­mal­nie funkcjonuję. Oper­acja nie jest już potrzebna.

Niek­tórzy pac­jenci nazy­wają uzdraw­ia­jące seanse Klaudii – beoen­er­goter­apeu­ty­cznymi. Ona sama sprze­ci­wia się uży­ciu tego określe­nia.
– Dzi­ałam na zupełnie innych zasadach – wyjaś­nia. – Nie odbu­dowuję niczy­jej aury, nie otwieram zablokowanych czakr, nie przekazuję żad­nej energii, ani nią nikogo nie doład­owuję. Ja pode­j­muję walkę z chorobą. Widzę chore tkanki, uszkod­zony układ kostny, komórki rakowe, a ponieważ dys­ponuję pewną wiedzą medy­czną – potrafię rozpoz­nać i nazwać chorobę. Uzdraw­iam myślą. Myślę o tym, że chcę, aby chore narządy zre­gen­erowały się i żeby choroba znikła.

Na odległość

W chwili, kiedy spotkałam się z Klaudią odezwał się jej tele­fon komórkowy. Po krótkiej roz­mowie opowiedzi­ała mi, o co chodz­iło.
- Wczo­raj rano zatele­fonowała zna­joma z Warszawy, że jej szwagier stracił przy­tom­ność i został odwieziony do szpi­tala. Właśnie robią mu bada­nia. Chci­ała wiedzieć, co mu jest. Powiedzi­ałam, że ma dwa tęt­ni­aki w mózgu i raka płuc. Chwilę później zadz­woniła, że wykryto tęt­ni­aki w mózgu. A teraz odezwała się znowu, by powiedzieć, że stwierd­zono również nowotwór płuc.
Aby postawić diag­nozę lub odbyć seans uzdraw­ia­jący, Klau­dia nie potrze­buje ani bezpośred­niego kon­taktu z chorym, ani fotografii, ani należą­cych do chorego przed­miotów. Wystar­czy, gdy ktoś powie o choro­bie i poprosi o lecze­nie bliskiej osoby. Dar jas­nowidzenia pozwala Klaudii błyskaw­icznie skon­cen­trować się na stanie zdrowia, zdefin­iować chorobę i przesłać moc uzdrowiciel­ską na każdą odległość. Twierdzi, że jej odd­zi­ały­wanie byłoby tak samo skuteczne, np. w przy­padku osób, zna­j­du­ją­cych się w łodzi pod­wod­nej gdzieś na oceanie. Nie tylko odległości lecz także czas nie stanowią dla Klaudii Szew­cowej żad­nej przeszkody. Umie pro­gramować ter­apię na jeden lub kilka miesięcy i odd­zi­ały­wać we wcześniej wyz­nac­zonych przez siebie ter­mi­nach już bez obec­ności pac­jenta.
Pomaga nie tylko ludziom. – Kiedyś zna­joma poprosiła o pomoc w wylecze­niu jej ciężko chorego przy­ja­ciela – psa. Stan zwierzę­cia był poważny, od ponad roku nie wstawało ze swo­jego legowiska. Po kilku uzdraw­ia­ją­cych seansach przeprowad­zonych na odległość, pies stanął na nogi i już od dłuższego czasu ma się dobrze.

W sprzedaży

PZP

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.