Cwał, szelest, ból i trauma

Każdy ma swoją ścieżkę.
Marek Rymuszko — 7/​2016

Kody Natury czy świata kre­owanego przez ludzi?
Zdaję sobie sprawę, że ten tekst nie wszys­tkim się spodoba. Nic na to nie poradzę.

Dwu­nastego kwiet­nia „przy­pad­kowo” (słowo to piszę w cud­zysłowie, gdyż na grun­cie metafizyki w takich sytu­ac­jach mówi się o zjawisku syn­chron­iczności, a kto chce zgłębić ów wątek, pole­cam lek­turę artykułu Krystyny Kruczyńskiej Trze­cie oko kota Schrödingera w nr. 10 z ubr. oraz książkę Kirby’ego Surprise’a Efekt syn­chron­iczności, wydaną w 2013 r. przez biało­s­tockie Illu­mi­na­tio), w odstępie godziny, na dwóch różnych kanałach telewiz­yjnych wyemi­towano repor­taże, w których główną rolę zagrały konie należące, by tak rzec, do krań­cowo odmi­en­nych światów.

Pier­wszy z nich w bloku TVN Czarno na białym nakrę­cił Woj­ciech Bojanowski, który pojechał z kamerą nie tylko stad­nin koni arab­s­kich w Janowie Pod­laskim i Michałowie, lecz także naj­droższych sta­jni świata (Zjed­noc­zone Emi­raty Arab­skie, Ara­bia Saudyjska, Katar). Drugi, zaprezen­towany w TVP w cyklu Ekspres Reporterów był dziełem Alek­sandry Grabowieck­iej i pokazał codzi­en­ność Przys­tani Ocale­nie w Ćwik­li­cach pod Pszczyną, którą prowadzi dobrze znany Czytel­nikom , jako że placówce tej od kilku­nastu lat patronu­jemy medi­al­nie, Dominik Nawa.

W Stad­ninie Al Aryam Ara­bi­ans w Abu Zabi w Zjed­noc­zonych Emi­rat­ach Arab­s­kich bie­ga­jący po bieżni, która okala plac wybiegowy dla koni, facet szeleści tor­bami z folii. Robi tak — jak objaś­nia — po to, by straszyć araby, gdyż je to pobudza, a im bardziej są pobud­zone, tym lep­iej się poruszają.

W przy­tulisku w Ćwik­li­cach pokazany obiek­ty­wem kamery stary, stras­zli­wie wyniszc­zony koń Urban, który trafił tam pod koniec zeszłego roku, z tru­dem stawia nogi, tak ma je powykrę­cane od wielo­let­niej ciężkiej pracy.

Gwiazda aukcji koni arabskich, warta 2,6 miliona złotych klacz Pistoria Źródło: www.pdireofpoland.plW arab­s­kich stad­ni­nach, o których jakże zaj­mu­jąco opowiada menedżerka jed­nej z nich, Miriam Wich­mann, udziela­jąca wywiadu na tle widocznych na hory­zon­cie i wyras­ta­ją­cych wprost z pustyn­nego piasku luk­su­sowych wieżow­ców, ważniejszy od sze­lestu foliowych toreb jest sze­lest pieniędzy. Mamy tu bowiem do czynienia z niepraw­dopodob­nie dochodowym biz­ne­sem, w którym konie są środ­kiem pozyski­wa­nia i pom­naża­nia for­tun. Spośród powszech­nie zach­walanych na świecie pol­s­kich arabów pan Michael van Den Eisken ze stad­niny Al Zobair Stud kupił np. klacz Pis­torię za 2,6 mil­iona zło­tych, a należąca do Shirley Watts 16-​letnia klacz Amra, która padła 2 kwiet­nia, była warta pół­tora mil­iona zło­tych; o połowę mniej niż Pre­ria, jaka pożeg­nała się z życiem, w połowie marca. Ona również należała do żony perku­sisty Rolling Ston­sów, Char­liego Wattsa. Na szczęś­cie obie były wysoko ubez­piec­zone. Mimo to Watts zapowiedzi­ała wys­tąpi­e­nie prze­ci­wko stad­ninie w Michałowie z pozwem, uspraw­iedli­wia­jąc się, że To nie jest kwes­tia pieniędzy, tylko zasad. Nato­mi­ast wartość Pianis­simy, która nieoczeki­wanie padła w ubiegłym roku (co, jak wiadomo, było jedną z przy­czyn odwoła­nia w atmos­ferze skan­dalu dyrek­torów stad­nin w Janowie Pod­laskim i Michałowie), sza­cow­ano na 12 mil­ionów złotych.

Ile warta jest kilku­nas­to­let­nia klacz Tina, pasąca się na łące w Przys­tani Ocale­nie, nie wiadomo, gdyż nikomu nigdy nie przyszło do głowy, by ją wycenić. Gdy trafiła do przy­tuliska, gdzie spędz­iła – i nadal spędza – swoje najlep­sze, szczęśliwe lata, miała skrę­cony kark.

Arabom z bliskowschod­nich stad­nin sys­tem­aty­cznie wykonuje się zabiegi kos­me­ty­czne uwydat­ni­a­jące ich urodę. M.in., jak objaśnił w repor­tażu TVN, fil­mowany pod­czas tego rodzaju czyn­ności spec­jal­ista, aby oczy spraw­iały wraże­nie więk­szych, ich oko­lice są podgalane maszynką. – Musimy robić tak, by wyglą­dało nat­u­ral­nie - wytłu­maczył dzi­en­nikar­zowi, z dumą prezen­tu­jąc efekt swo­jej pracy.

Arbiter z Przys­tani Ocale­nie, ura­towany pod koniec 2002, jest ogierem angloarabem, który z powodu niedowładu tyl­nych kończyn został potrak­towanym jako „odpad hodowlany”. Jego dłu­gotr­wałe lecze­nie było możliwe dzięki ofi­arom zebranym od ludzi dobrej woli. Żyje do dziś, a kalectwo nie przeszkodz­iło mu w wielo­let­nim rados­nym bytowa­niu w przy­tulisku, gdzie zaprzy­jaźnił się z niewidomym Arlanem.

Pokazy koni arab­s­kich, co rejestruje bez­namięt­nie obiek­tyw kamery, obser­wują spoceni z emocji sze­jkowie i sekun­du­jący im zachodni mil­ion­erzy, dla których są one źródłem pom­naża­nia niewyobrażal­nych majątków.

Przystań Ocalenie: wykupiona od właściciela, który ją bił i przeznaczył na rzeź, IskierkaW Ćwik­li­cach pod Pszczyną każdą złotówkę, jaka wpływa na konto Fun­dacji, liczą z drże­niem serca, a jed­nocześnie nadzieją, czeka­jąc na coroczny bilans 1 pro­centa, uwzględ­nionego w PIT-​ach.

Koszt podróży araba, który ma zostać wys­taw­iony na aukcji, nierzadko sięga 100 tysięcy złotych.

Konie z Ćwik­lic, ura­towane z trans­portów śmierci często w ostat­niej chwili, prze­wożone są do przys­tani buk­manką, ciąg­niętą przez wysłużony i często psu­jący się samochód, który po pol­s­kich wyboistych dro­gach prowadzi Dominik, gdyż tylko on ma do tego uprawnienia.

Ludzie zaj­mu­jący się końmi arab­skimi — tu, tam, wszędzie — tworzą funkcjonu­jący z daw­ien dawna zwarty biz­ne­sowy układ. Dyrek­torzy stad­nin sprawują kierown­icze funkcje w między­nar­o­dowych orga­ni­za­c­jach, a także pełnią rolę sędz­iów w trak­cie odby­wa­ją­cych się na całym świecie pokazów, wymieni­a­jąc się rolami.

Dominik Nawa i jego współpra­cown­icy nie pozwalają dosi­adać koni, którymi się opiekują. Często zresztą nie byłoby to w ogóle możliwe wskutek ich dłu­gotr­wałego wyniszczenia pracą i fizy­cznej niesprawności.

W bliskowschod­nich stad­ni­nach oprócz facetów bie­ga­ją­cych w kółko z sze­leszczą­cymi foliowymi tor­bami po to, by ogiery i klacze bały się, a przez to lep­iej poruszały (cytat dosłowny), nie ma prawa prze­by­wać żadne inne zwierzę.

W Przys­tani Ocale­nie oprócz koni są psy, koty, lisy, krowy oraz inne domowe stworzenia ode­brane właś­ci­cielom wskutek okrut­nego trak­towa­nia, albo ura­towane w następst­wie dra­maty­cznych wydarzeń. Radosna suczka Swi­etka, porusza­jąca się za pomocą wózeczka, straciła tylne łapy pod­czas dzi­ałań wojen­nych na Ukrainie, a Łapa trafiła do Ćwik­lic po amputacji tyl­nej nogi w schro­nisku dla bez­dom­nych zwierząt, gdzie została pogryziona przez inne psy. W jaki nato­mi­ast sposób stracił część pyska biały psiak Kobang, nie udało się ustalić. Praw­dopodob­nie stało się tak wskutek wybuchu rzu­conej ludzką ręką petardy.

Na kon­fer­encji pra­sowej aktu­alny nom­i­nat poli­ty­czny skierowany na posadę min­is­tra rol­nictwa, który skom­pro­mi­tował się wcześniej prowad­zoną po ama­torsku i na oślep wymi­aną kadr w pol­s­kich stad­ni­nach, sugeruje, że do śmierci arab­s­kich klaczy mogły przy­czynić się osoby trze­cie (co później okaże się bred­nią). W tym cza­sie w przy­tulisku w Ćwik­li­cach, VIVIE i innych orga­ni­za­c­jach prozwierzę­cych próbują zbi­lan­sować efekty inter­wencji na osław­ionych tar­gowiskach w Skaryszewie i Bodzen­tynie, gdzie hand­lar­zom bru­tal­nie trak­tu­ją­cym konie oraz bydło nie przeszkadzają nawet telewiz­yjne kamery, ani obec­ność „osób trzecich”.

Klacze ze stad­nin arab­s­kich otoc­zone są piec­zołow­itą opieką wetery­narzy, a zwłaszcza końs­kich położników. Pobiera się od nich corocznie cztery zar­o­dki, a rozm­nażanie zazwyczaj odbywa się metodą in vitro. Źre­baki często rodzą suro­gatki, pod­czas gdy bio­log­iczne matki są nadal eksploa­towane na wyb­ie­gach. Wszys­tko ma tu swoją cenę: liczy się wygląd głowy, szyi, tułowia oraz nóg, a także sposób, w jaki koń się porusza.

W Przys­tani Ocale­nie, gdzie — włącznie z finan­sowanymi przez nią pen­sjonatami — prze­bywa ok. 400 zwierząt, opiekunowie z każdego udanego porodu cieszą się jak dzieci. Tak było np., gdy w marcu ub.r. w przy­tulisku przyszła na świat pokazana w telewiz­yjnym repor­tażu kobyłka Lilli.

W arab­s­kich stad­ni­nach — co w telewiz­yjnym repor­tażu jeden z rozmów­ców powiedział wprost — niczego nie powierza się naturze.

W Przy­tulisku pod Pszczyną oku­pi­ona często niewysłowionym cier­pi­e­niem i bólem, podep­tana przez człowieka i matrix Natura odzyskuje swój ety­czny wymiar.

Marek Rymuszko

W sprzedaży

PZP

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.