Czy świadomość może przetrwać śmierć ciała? (część 1)

Spis treści

Czy tego rodzaju przeżycia zasługują na uwagę nauki?

Wielotorowo prowadzone badania udowodniły, że wbrew głoszonym powszechnie argumentom uparte ignorowanie takich doznań wcale nie jest racjonalne. Analizując wiarygodność doświadczeń z pogranicza życia i śmierci psycholodzy prof. dr Kenneth Ring i Sharon Cooper (University of Connecticut, USA) zauważyli, że osoby niewidome od urodzenia w stanie śmierci klinicznej nie tylko widziały światło, ale i odbierały rzeczywistość w pełnej palecie barw. Prowadząca własne badania w tym zakresie polska psycholog prof. dr hab. Lidia Stawowska uznała wspomnianą okoliczność za przekonujący dowód nieśmiertelności świadomości i jej autonomii w stosunku do ciała biologicznego.

Pacjenci, którzy doświadczyli stanu na granicy życia i śmierci (NDE), dzielili się swymi wrażeniami z podróży odbytej w bezcielesnej postaci do niewyobrażalnie pięknej „rzeczywistości innowymiarowej”Badania kardiologów dr. Michaela B. Saboma (Emory University, Atlanta, Georgia) oraz zespołów naukowych dr. Pima van Lommela (szpital Rijnstate w Arnhem) i dr. Sama Parnii (State University of New York) wykazały z kolei, że wielu pacjentów przywróconych do życia potrafiło opisać w najdrobniejszych szczegółach wypadki rozgrywające się wokół ich ciała w chwili, gdy nie mieli oni najmniejszych szans na obserwację czegokolwiek z wykorzystaniem zmysłów ciała, ponieważ całkowicie zanikły u nich fale mózgowe, które mogłyby świadczyć o jakiejkolwiek aktywności mózgu. Tego rodzaju zdarzenia zasługiwały na szczególną uwagę, bowiem do badań mogła tu wkroczyć nauka konwencjonalna i za pomocą akceptowanych przez nią procedur próbować ustalić, co jest przyczyną takich niewytłumaczalnych doznań. Wstępna analiza tych doświadczeń nie wykazała żadnych korelacji między występowaniem NDE a pochodzeniem społecznym, rasą, płcią, wykształceniem, wykonywanym zawodem, miejscem zamieszkania czy stanem cywilnym. Nie miały na to także wpływu religia, ateizm ani czynniki kulturowe. Nie zanotowano wreszcie istotnych różnic w medycznych przyczynach stanu pacjentów. Sugerowało to wyraźnie, że może chodzić o zjawisko jak najbardziej realne, na które czynniki socjologiczne czy światopoglądowe w żaden sposób nie wpływają.

Trzeba przyznać, że wielu naukowców postrzegało ciało jako skomplikowany mechanizm, zatem wiązali oni występowanie tego fenomenu wyłącznie z działalnością mózgu i każde inne wyjaśnienie traktowali jako zagrożenie dla obowiązujących teorii naukowych. Rozpatrywanie problemu NDE z takiego punktu widzenia narzucało konieczność poszukiwania wyjaśnień wyłącznie na gruncie znanej już wiedzy. Właśnie dlatego przez wiele lat zjawiska towarzyszące stanom bliskim śmierci kojarzono przede wszystkim z oddziaływaniem na mózg związków chemicznych, podawanych w krytycznym momencie w celach terapeutycznych (np. ketamina jest jednocześnie środkiem przeciwbólowym i narkotykiem). Sugerowano, że takie odczynniki mogą w tego rodzaju sytuacjach wywoływać halucynacje, a więc całkowicie fałszywe doznania. Zwracano też uwagę na fakt, że organizm w momencie zagrożenia sam produkuje substancje znieczulające (endorfiny, DMT5), czyli związki chemiczne o działaniu narkotycznym. Pozwalało to przez długi czas forsować tezę, że do powstania halucynacji typu NDE na drodze reakcji fizjologicznej może prowadzić czynnik psychologiczny w postaci strachu przed śmiercią.

Elisabeth Kübler-Ross (1926-2004) - amerykańska lekarka pochodzenia szwajcarskiego, znana badaczka stanów na granicy życia i śmierciBadania ewentualnego wpływu środków psychotropowych i halucynogennych na wrażenia odczuwane na granicy życia i śmierci prowadził na ochotnikach już w latach 70. ub. wieku psychofarmakolog prof. dr Ronald K. Siegel (Department of Psychiatry and Bio-behavioral Sciences, University of California). Jego próby wywołania na drodze farmakologicznej przeżyć typu NDE zakończyły się jednak całkowitym niepowodzeniem, mimo iż większość środków stosowanych w tych doświadczeniach zwiększała podatność pacjentów na sugestię. Badacz ten odnotował sukces jedynie w wywołaniu uczucia przechodzenia przez tunel. Sam Siegel uznał na tej podstawie, że koncepcja halucynacji o podłożu farmakologicznym jako wyjaśnienie tego rodzaju doznań jest nie do utrzymania.

Jego wniosek potwierdziły wyniki badań zespołu dr. Melvina L. Morse’a, poświęconych dziecięcym wspomnieniom z pogranicza życia i śmierci. Wykazały one pewną powtarzającą się prawidłowość. Mianowicie, jeśli dzieciom, które doświadczyły NDE, podawano później środki narkotyczne lub uspokajające, po pewnym czasie zapominały one o doznanych wrażeniach. Efekt ten skłania nawet do podejrzeń, że być może w sytuacjach kryzysowych wszyscy doświadczamy doznań typowych dla NDE, natomiast podawane leki i narkotyki powodują wymazywanie tych zdarzeń z aktywnej pamięci.

Słuszność koncepcji halucynacji przy występowaniu takich przeżyć podważały też inne przesłanki. Aby mogły wystąpić omamy, w mózgu musiałaby zostać zachowana choćby śladowa aktywność elektryczna, tymczasem w przypadkach prowadzenia reanimacji, którym towarzyszyło zjawisko NDE, wykres encefalograficzny nie wykazywał obecności fal mózgowych i rejestrował przebieg w postaci linii prostej. W takich warunkach halucynacje nie są możliwe.

Najpoważniejszym argumentem przeciwko farmakologicznemu uzasadnieniu tego fenomenu był jednak fakt, że wielu doświadczającym tego stanu nie podawano żadnych środków znieczulających czy uspokajających. Działaniem narkotyków, endorfin czy DMT nie można także wytłumaczyć faktu, że pacjent po reanimacji jest w stanie szczegółowo opisać wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce w tym czasie, gdy leżał nieprzytomny. Bazowaniu na fizjologicznych podstawach przeżyć NDE zaprzeczają też wspomniane wcześniej relacje pacjentów niewidomych od urodzenia, którzy w stanie śmierci klinicznej widzieli dokładnie wszystkie czynności wykonywane na sali szpitalnej, obserwowali swoje ciało poddawane reanimacji, po raz pierwszy w swym życiu dostrzegali światło, ku któremu się kierowali i świetliste istoty, a oglądaną przez siebie rzeczywistość opisywali w sposób charakterystyczny dla osób widzących, a więc z uwzględnieniem światła i barw, choć z ich opisem mieli spore problemy.

Dr Sam Parnia, szef oddziału resuscytacji Uniwersyteckiego Centrum Medycznego Stony Brook (USA) na podstawie własnych obserwacji uważa, że co dziesiąty pacjent, który przeżył śmierć kliniczną, opowiada o świetle i przejściu przez tunelJako możliwą przyczynę doznań, o jakich mowa, często wymienia się również czynniki neurologiczne. Przy takich uwarunkowaniach wizja własnej osoby postrzegana w ramach autoskopii6 uznawana jest za żywą odrębną istotę, a pacjent utożsamia się z obiema swymi postaciami. W stanie NDE jest inaczej, ponieważ własne ciało postrzegane jest jako coś obcego i odrzuconego. Np. dr Michael Sabom opisał przypadek rannego podczas wojny w Wietnamie żołnierza, który przyglądał się operacji dokonywanej na jego ciele z zewnętrznej perspektywy. Ze względu na fatalny stan ciała usiłował przeszkodzić lekarzom, ale nie mógł uchwycić ich rąk. Zniechęcony opuścił lazaret i udał się na pole walki, gdzie jego towarzysze zbierali ciała zabitych. Opisując te zdarzenia po udanej operacji żołnierz twierdził, że podczas NDE identyfikował się wyłącznie ze swoją świadomością przebywającą poza ciałem. To ostatnie, poddawane operacji, było dla niego czymś obcym i nieistotnym na podobieństwo znoszonego i porzuconego ubrania.

Występowanie NDE tłumaczy się również działaniem czynnika zmniejszonego dopływu tlenu do mózgu na skutek spadku ciśnienia tętniczego krwi, zawału serca czy duszności i związaną z tym hipoksją (niedoborem tlenu we krwi), a także hiperkapnią (nadmiarem dwutlenku węgla we krwi) w sytuacji kryzysowej. Zwykle przyjmuje się, że niedotlenienie powoduje anormalne reakcje mózgu: uwalniana jest endorfina, która powoduje uczucie spokoju i szczęścia oraz powstanie halucynacji. Jak jednak można mówić o halucynacjach w sytuacjach, gdy doświadcza się całkowicie trzeźwej, poszerzonej świadomości (odbiera się nie tylko wypowiadane słowa, ale nawet myśli znajdujących się w pobliżu osób) i doskonale funkcjonującej pamięci, a postrzegana rzeczywistość czasoprzestrzenna jest w pełni zgodna ze stanem faktycznym?

Tezie tej zaprzeczają również wyniki analizy gazometrycznej krwi pobranej u pacjentów, którzy przeżyli stan śmierci klinicznej. Opublikowane przez kardiologa Michaela Saboma wyniki analiz wykazały znacznie wyższą od przeciętnej zawartość tlenu w tętnicach i znacznie niższą od przeciętnej zawartość w nich dwutlenku węgla. Na analogiczne rezultaty powoływali się również psychiatra dr Elisabeth Kübler-Ross, biolog molekularny i badacz świadomości w stanach reanimacyjnych dr Sam Parnia oraz Penny Santori, której wieloletnie badania nad NDE na oddziale intensywnej opieki medycznej w jednym z brytyjskich szpitali stały się podstawą dla przyznania jej tytułu doktora.

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.