Koniec (naszego) świata cz. 1

Spis treści

Nieżyjący już samozwańczy prorok Harold Camping podał w audycji radiowej dokładną datę apokalipsySkoro wspomnieliśmy o wielowiekowym przekonaniu głoszącym, że Stary Testament, a w szczególności pięć jego pierwszych ksiąg, zwanych Torą lub Mojżeszowym Pięcioksiągiem (na ich tekstach opiera się judaizm), zawiera informację o przeszłych i przyszłych losach naszego świata, należy tę kwestię przedstawić szerzej. Przeświadczenie o kodzie zawartym w Biblii spędzało w przeszłości sen z powiek wielu jej badaczom i naukowcom. Jednym z nich był słynny XVIII-wieczny uczony Izaak Newton, odkrywca prawa powszechnego ciążenia, który miał tak dużą obsesję na punkcie owego kodu, że, aby móc badać Torę w oryginale, nauczył się języka hebrajskiego, po czym przez całe dziesięciolecia ślęczał nad jej wersetami, by odkrywać tajemnicę przyszłych losów świata. Na starość, nic nie odkrywszy, zdziwaczał i umarł zaledwie otarłszy się o wielką zagadkę.

150 lat po nim Iwan Panin, matematyk i erudyta znający antyczne języki, odkrył, że Torą rządzą matematyczne prawidłowości. Dostrzegł je również na początku lat 40. XX wieku rabin z Pragi, Michael Weissmandel. Ponieważ sprawa z kodem Biblii stała się głośna i przetrwała do czasów nam współczesnych, kiedy to do poszukiwań ukrytych w nim przekazów można było zaangażować komputery. Człowiekiem, który wielowiekowe przekonania o ukrytym w Torze kodzie zamienił właściwie w pewność i w końcu, posługując się najnowszym sprzętem komputerowym, go przełamał, jest izraelski matematyk Elijahu Rips. Razem ze współpracownikami, dziennikarzem Michaelem Drozninem (wydał w 1997 roku książkę Kod Biblii) i fizykiem Doronem Witztumem, używając specjalnych technik i komputerowych programów, potwierdził on odnalezione wcześniej matematyczne prawidłowości oraz znalazł zależności pomiędzy hasłami (słowami kluczowymi) a odniesieniami do nich. Za przykład może służyć słowo „hitler”, które w biblijnym kodzie sąsiaduje ze słowem „nazim”. Inne przykłady: hasło „einstein” jest w bezpośredniej bliskości ze słowami „teoria względności”, „kennedy” – z „umrze w dallas”, „szekspir” – z „makbet i hamlet”, a obok wyrazu „komputer” wyłowione zostało zdanie: „prawda ukryta w słowach”.

Rips i jego współpracownicy, przeświadczeni o zakodowanych w Torze realnych zagrożeniach i prawdziwych informacjach, bezskutecznie ostrzegali izraelskiego premiera Icchaka Rabina, gdy odkryli w pobliżu jego nazwiska słowa „zabójca i zamach” oraz datę 5756 rok, co zgodnie z kalendarzem gregoriańskim, odpowiada rokowi 1995. Premier Izraela, który nie uwierzył w to, że zapowiedź jego śmierci można odczytać z tekstu Tory, zginął w zamachu w listopadzie 1995 roku.

Z kolei poszukiwania zakodowanego w Mojżeszowym Pięcioksiągu ostrzeżenia przed trzecią wojną światową lub zagładą nuklearną przyniosły pozytywne rezultaty pod postacią konkretnych dat. Pierwsza z nich to rok 5760, który według naszego kalendarza oznacza rok 2000, a druga – to 5766, czyli według zachodniej rachuby rok 2006. Obie te daty, jak wiemy, mamy już za sobą. Dlaczego zapowiedzi te się nie sprawdziły? Odpowiedzi na to pytanie próbuję udzielić w dalszej części publikacji. Natomiast w tym segmencie tekstu, poświęconym wizjonerom i prorokom wieszczącym koniec świata, nie sposób nie wspomnieć o Babiewie Vandze (1911-1966), bułgarskiej jasnowidzącej, która celnością swoich przepowiedni i trafnością w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek rzuciła na kolana komunistycznych materialistów z całego niemalże obozu socjalistycznego. Przypomnijmy, że Wangelija Pandewa Dimitrowa – bo tak brzmiało jej prawdziwe nazwisko – w 1926 roku straciła wzrok. Swój dar jasnowidzenia ujawniła dopiero w 1941 roku, opowiadając ludziom z okolic swojego zamieszkania, co spotka ich w przyszłości, jak również stawiając chorym diagnozy i przepisując odpowiednie zioła. Od tego czasu, aż do jej śmierci dom Wangi w bułgarskim Petryczu był odwiedzany przez tysiące ludzi, w tym również osoby reprezentujące władzę, jak car Borys III, a później także oficjeli komunistycznego rządu Bułgarii. Jasnowidzącej z Petrycza przypisuje się przepowiednie dotyczące śmierci Stalina, katastrofy w Czarnobylu, rozpadu ZSRR, zatopienia okrętu podwodnego „Kursk” oraz zamachu na wieże World Trade Center w Nowym Yorku.

W odniesieniu do najbardziej interesującego nas, najbliższego nam czasu, Wanga na 2010 rok przepowiedziała wybuch III wojny światowej. Miała ona mieć tragiczny przebieg, z użyciem broni jądrowej włącznie. Potem jednak zapoczątkowana by została nowa, wspaniała era w dziejach ludzkości.
W proroctwach Wangi nie ma wizji końca świata. Jest natomiast wizja zagłady Ziemi, przewidywana przez nią na 3797 rok, czyli taki sam czas, który prorokował Nostradamus. Jednakże ludzkość, jej zdaniem, dysponująca odpowiednio wysoką techniką, przed tą totalną katastrofą opuści na statkach kosmicznych swoją rodzimą planetę i osiądzie na innej.

W okresie wkraczania w nowe tysiąclecie, w okolicach przełomu XX i XXI wieku mogliśmy zaobserwować kolejne nasilenie niepokoju i wzrost liczby przepowiedni, zwiastujących koniec naszego świata. Wiara w spełnienie się katastroficznych wizji związanych z rokiem 2000 spowodowała, że członkowie kilku apokaliptycznych sekt dokonali aktu samounicestwienia. W 1978 roku ponad 900 członków Świątyni Ludu (w tym także dzieci) na rozkaz przywódcy tej sekty, Jima Jonesa, popełniło samobójstwo przez zażycie cyjanku. W 1993 roku David Coresh, przywódca Szczepu Dawidowego, skłonił do odebrania sobie życia 86 osób przekonując, że w obliczu zbliżającego się końca wspólna śmierć będzie początkiem nowego, lepszego życia. Z kolei na przełomie XX i XXI wieku ponad pół tysiąca członków Ruchu na Rzecz Przywrócenia Dziesięciu Przykazań Bożych z Ugandy dokonało aktu samospalenia.

Członek starszyzny Majów Apolinario Chile Pixtun określił katastroficzną przepowiednię opartą na kalendarzu jego plemienia jako „absolutny nonsens”Stan zagrożenia, doświadczenie kruchości egzystencji oraz zachwiane poczucie sensu i związane z nimi lęki wykorzystały nie tylko sekty, ale także różne kościoły jako okazję do przyciągnięcia nowych wyznawców. Pod koniec 1999 roku na ulicach polskich miast można było spotkać ludzi różnych wyznań, rozdających ulotki z ofertą zbawienia przed końcem świata. Przekonywano, że zbawienie może zapewnić tylko wstąpienie do konkretnego kościoła, co dla agitowanych obywateli stanowiło niekiedy nie lada kłopot – np. przed Sylwestrem 1999 roku Kościół Mormonów ogłosił, że zamknął listę nowych wyznawców, a osoby, którym nie udało się do niego zapisać, utraciły szansę na zbawienie.

Jedną z głośnych medialnie postaci, przepowiadających z kolei zagładę świata na 2011 rok, był samozwańczy prorok Harold Camping, który o swoich przepowiedniach opowiadał na antenie kalifornijskiego Radia Family, rozgłośni o religijnym charakterze. Amerykański kaznodzieja swoje apokaliptyczne wizje również opierał na dawnym przekonaniu głoszącym, że w Starym Testamencie zawarta została informacja na temat dokładnej daty końca świata. W oparciu o własną interpretację Księgi Rodzaju oraz przy pomocy matematycznych obliczeń Camping ogłosił, że odkrył dokładną datę, która zapoczątkuje Sąd Ostateczny na Ziemi. W wyniku jej olbrzymiego trzęsienia, jakie miało nastąpić 21.05.2011 roku dokładnie o godzinie 18.00, świat miał zostać zniszczony do tego stopnia, że tylko 2% ludzkości przeżyłoby zagładę i dzięki temu uzyskało zbawienie. Ponieważ prorokowana wielka apokalipsa nie nastąpiła, Camping przyznał się do błędu i przesunął jej datę na 21.10.2011 roku. Dziś wiemy, że i to wskazanie okazało się „niewypałem”. Niestety mimo iż ów kaznodzieja przepowiadał już wcześniej koniec świata na 1994 rok, do dziś nie brakuje osób, które wierzą w jego proroctwa. Ufając, że Camping ma rację i licząc na szybkie zbawienie wielu Amerykanów wyprzedało swój majątek i porzuciło rodzinę.

Największa jak do tej pory eskalacja obaw przed kresem naszego świata wiązała się, jak wiadomo, z końcem 2012 roku, nad którym zawisła ogromna chmura skumulowanych, katastroficznych wizji. Ich punktem była graniczna data 21.12.2012, kończąca Wielki Kalendarz Majów, co niektórzy badacze zinterpretowali jako koniec świata. Nie wiedzieli oni – albo nie chcieli tego przyjąć do wiadomości, że istnieją także inne kalendarze tego indiańskiego ludu wskazujące na czasy tak odległe, jak na przykład rok 4772. Współcześnie żyjący potomkowie Majów, jak szaman i członek starszyzny plemienia Apolinario Chile Pixtun, uznali tę katastroficzną przepowiednię za nonsens, a pogląd ten potwierdzili badacze kultury Majów z australijskiego La Trobe University, wskazując, że chodzi tu o początek nowego etapu dziejowego czy epoki. Także uczeni z rejonu Meksyku, czyli terenu będącego kolebką kultury Majów, podkreślali, że wspomniana data ma znaczenie symboliczne, podobne do końca naszego roku.

Bogdan Trawkowski

Z Archiwum Nieznanego Świata - 1/2015

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.