Byłem na swoim grobie

Spis treści

W Sante ChapelleNajprawdopodobniej ostrzegł Wielkiego Mistrza Templariuszy Jakuba de Molay i członka rodziny męża córki Joinville`a Margaret z drugiego małżeństwa Galfryda de Charnay – mistrza Templariuszy, prowincjała Normandii, spalonego na stosie 7 lat później razem z Jakubem de Molay. Obaj wielcy mistrzowie Templariuszy nie wierzyli, że Filip IV odważy się zaatakować tę największą siłę militarną średniowiecza, ale na wszelki wypadek w przeddzień napaści 13 października 1307 roku (stąd pechowy piątek trzynastego) z Paryża wyjechało dziewięć załadowanych wozów. Z wybrzeży zniknęła cała flota Templariuszy, a w komturiach i w samym Tempel zostali jedynie starzy emerytowani rycerze i obsługa.

Ale Jean de Joinville otrzymał na przechowanie jeszcze coś, co stało się tajemnicą rodu Joinville`a i za próbę zdradzenia jej czy choćby tylko piśnięcia czegokolwiek na ten temat – jak podają potomni, Jan Joinville kopał ich w tyłek. Tym czymś była największa relikwia świata chrześcijańskiego po stracie Prawdziwego Krzyża w 1187 w czasie przed II krucjatą (1189-1192). Chodzi o płótno, w które miało być zawinięte ciało Jezusa, znane dziś jako „Całun Turyński”, zrabowany z Konstantynopola podczas IV wyprawy krzyżowej (1202-1204) w 1204 roku.

Przypomnijmy tu, że 12 kwietnia tego roku krzyżowcy uczestniczący w IV krucjacie zdobywają Konstantynopol. Jeden z kronikarzy, Robert de Clari, pisze, że Całun znika wówczas z miasta.

Następnie Templariusze wykradają go z własnego statku, który miał wieźć zrabowane skarby i relikwie dla papieża Innocentego III. W końcu zostaje odnaleziony w mieście Troyes w Szampanii, kiedy to został zaprezentowany publicznie przez wnuka Jeana de Joinville`a i potomka spalonego na stosie w Paryżu Galfryda de Charnay, Geoffreya II de Charnay. Teoria, której autorem jest Ian Wilson, zakłada, iż Całun dostaje się w ręce Zakonu Templariuszy, a płótno to do roku 1291 miałoby przebywać w Akce, jednej z ostatnich twierdz krzyżowców w Palestynie, po czym trafić na Cypr.

W 1306 roku  całun zostaje przewieziony do Paryża gdzie znajduje się główna siedziba zakonu: Templum. 13 października 1307 roku zakon rycerski templariuszy zostaje oskarżony przez króla Filipa IV Pięknego o herezję i kult tajemniczego „bożka” w postaci głowy z brodą. Przypomnijmy z kolei, że w roku 1945 w Templecombe w Anglii odnaleziono na suficie dębowy panel, datowany na koniec XIII w., z wymalowanym na nim wizerunkiem brodatej twarzy, która jest bardzo podobna do wizerunku z Całunu; podobnie we Francji, w kaplicy Św. Marii du Menez-Hom, znajduje się krzyż, na którym zamiast figury ukrzyżowanego Chrystusa widnieje tzw. „mandylion templariuszy” – poprzeczny prostokąt z kamienia, na którym wyrzeźbiona jest płaskorzeźba przedstawiająca twarz Jezusa.

Wskutek tego członkowie zakonu zostają aresztowani.

Droga do Joinville19 marca 1314 roku spalono na stosie ostatniego mistrza zakonu Jakuba de Molay. Wraz z nim ginie również preceptor Normandii, niejaki Gotfryd de Charnay. Wilson sądzi, iż jest to przodek Gotfryda de Charny.

Podczas studiów nad dokumentami związanymi z procesem zakonu templariuszy badaczka tajnych archiwów watykańskich Barbara Frale natknęła się na wzmiankę o młodym Francuzie o nazwisku Arnaut Sabbatier, który wstąpił do zakonu w roku 1287. W swoich zeznaniach ujawnił on, że w ramach obrzędu inicjacyjnego został zaprowadzony w tajemne miejsce, do którego dostęp mieli tylko bracia templariusze. Tam pokazano mu długie, lniane płótno, przedstawiające odbicie postaci mężczyzny i nakazano oddawać wizerunkowi cześć, trzykrotnie całując jego stopy.

Pierwsze wiadomości o kulcie Całunu w Lirey pochodzą z lat 1350. W 1356 r. biskup Troyes, Henryk z Poitiers, konsekrował kolegiatę w Lirey, a rok później przyznał odpusty pielgrzymom nawiedzającym wystawiany tam całun. Joanna de Vergy (wdowa po Gotfydzie I de Charny) bezskutecznie starała się po 1389 r. o regularne wystawianie całunu w kolegiacie. O jego ekspozycji z 1357 r. dowiadujemy się z pism kolejnego biskupa Troyes, Pierre'a d'Arcis w związku ze staraniami Gotfryda II de Charny, by tak się stało. Ostatecznie papież Klemens VII bullą z 6 stycznia 1390 r. zezwolił kanonikom z Lirey na wystawianie całunu i udzielanie odpustów.

Materialnym potwierdzeniem historii całunu w tych latach jest ołowiany medalion (wydobyty w 1855 r. z dna Sekwany), na którym przedstawiono rozwinięty całun, przy końcach którego znajdują się herby Gotfryda I de Charny i Joanny de Vergy. Przypuszcza się, że była to pamiątka zgubiona przez średniowiecznego pielgrzyma.

Tak czy inaczej z dnia na dzień nauczyłem się techniki regresji hipnotycznej i przez kilka lat, łącząc z nią również inne techniki, wspólnie z kilkoma innymi osobami (także z owego reinkarnacyjnego grona) znaleźliśmy blisko setkę faktów związanych z nami oraz naszymi bliskimi i znajomymi.

Z tego, co mi na ten temat wiadomo, jest to druga zbiorowa manifestacja grupy reinkarnacyjnej w świecie zachodnim. Ludzie ci w niczym nie przypominają nawiedzonych czytaczy Biblii czy podobnego dewotyzmu, a jeśli ktoś wiarygodność pewnych relacji wspiera tytułami i autorytetami, mogę dodać, iż obok tak zwanych „przeciętnych zjadaczy chleba” wśród zamieszanych w tę sprawę mieliśmy i mamy doktorów medycyny, architektów, inżynierów, techników itp. itd. W gronie osób współpracujących z nami znajdują się także astrolodzy, psychologowie i profesjonalni hipnotyzerzy.

Niestety, mimo że sprawa ta jako fenomen jest bezsprzecznym faktem, to nie mogę być do końca pewny źródła spontanicznych manifestacji powracających w różnych czasach grup ludzi.

Nie mogę również, przynajmniej na razie, ujawnić blisko setki relacji zdarzeń i sytuacji związanych z nadal żywymi jeszcze ludźmi. Dotyczą one często dramatów, które schematycznie powtarzają się w podobnych scenariuszach na przestrzeni wieków.

Generalnie wyglądałoby to z grubsza tak, że  na przestrzeni nieco ponad 1000 lat wracaliśmy na Ziemię kilkakrotnie w kilku historycznych okresach, w większych lub mniejszych grupach. 

Kim byłem? Autor na tle jednego ze swoich ezoterycznych obrazówGdyby hipoteza ta okazała się prawdą, ja sam mógłbym być związany z pięcioma osobami żyjącymi w następujących przedziałach historii: od szóstej dekady przed „naszą erą” do drugiej dekady naszej ery, następnie około roku 950 do 1000, 1220 do 1320 (dokładnie 1224 do 1317 lub 1319), następnie od dziewiątej dekady XV wieku do trzeciej dekady XVI wieku, później od końca XVIII wieku do dziewiątej dekady wieku XIX i ostatni raz od końca XIX do połowy XX wieku.

Tak jak napisałem wyżej, nie mam pojęcia, skąd wzięły się te wszystkie, zazębiające się ze sobą relacje. Faktem natomiast pozostaje, że spisane lub nagrane przez nas opisy dramatów poprzednich wcieleń bardzo często korespondują z obecną sytuacją, stanem zdrowia czy przyzwyczajeniami osób, o jakich mowa.

Oczywiście część zainteresowanych uważa to niestety li tylko za doskonałą zabawę, a to, co im się za naszym pośrednictwem objawiło, za majaki i wytwór wyobraźni. I może mogłoby tak rzeczywiście być, gdyby nie te inne wzajemnie uzupełniające się relacje innych, często nawet bardzo mało znających się osób. Natomiast ja, jedyne, co mogłem zrobić, to odwiedzić rozsiane po całej Europie miejsca naszych domniemanych żywotów, wizytując często pozostałe po niegdysiejszych życiach groby ich uczestników – łącznie z własnymi.

Eric Sosnowski

Z Archiwum Nieznanego Świata - 8/2011

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.