Byłem na swoim grobie

Spis treści

Wernisaż Ireneusza Sosnowskiego w VancouverPo owej barwnej wizji, która była czymś pomiędzy snem a wspomnieniem, odczuwałem mieszane uczucia. Po pierwsze, cieszyło mnie, że coś w ogóle zobaczyłem, gdyż po pierwszej próbie z udziałem profesjonalistki dopiero w nocy wszedłem w coś w rodzaju stanu autohipnozy. Po drugie, widziałem tego samego brudnego, zarośniętego, wpatrzonego gdzieś w dolinę rzeki rycerza, z siwym stojącym za nim koniem. Ale w trakcie hipnozy zdawało mi się, że mówiłem brednie, bo jakiegoż króla można przypisać Francji, jak nie Ludwika, a przeżycie w średniowieczu już chociażby 40 lat to był nie lada wyczyn, a cóż dopiero 95?

Minęły dwa lata. Nadal po pracy spędzałem wiele czasu na zabawach i wyjazdach w gronie zaprzyjaźnionych Polaków. I właśnie po którejś z takich wizyt u przyjaciół w sąsiednim amerykańskim Seattle, wracając do domu vanem doznałem dziwnego uczucia, jakby mój samochód miał za chwilę przewrócić się na bok, a nawet przekoziołkować.

W domu na stole zastałem kilka książek, o które prosiłem bratanka, kiedy wraz z moim bratem i kilkoma innymi członkami rodziny wybierał się do Polski, a potem do Francji do Lourdes.

Paryż i Notre DameJak się wkrótce okazało, opowiedziana przed chwilą wizja dotyczyła właśnie wspomnianego wyjazdu, gdy wynajęty w Europie mikrobus przewrócił się pod miastem Mende w drodze do Lourdes. Mimo że wypadek był naprawdę poważny (samochód nadawał się do kasacji), nikomu z siedmiu pasażerów nic się nie stało.

Bratanek uznał to za cud i nawrócił się na religię katolicką, choć wcześniej miał zupełnie inne poglądy (między innymi bardzo fascynował się buddyzmem i ruchem New Age). Ważną w tym rolę odegrała jego wiara, że uratowała go Matka Boska z Lourdes. Nawiasem mówiąc, czekając w Mende na wyjaśnienie przyczyn wypadku i przed podjęciem decyzji o kontynuowaniu podróży, w tym małym francuskim miasteczku odkryli olbrzymią katedrę zbudowaną, jak im się zdawało, przez Templariuszy. Mogłoby to być kolejną odnogą tej historii.

Dla mnie wówczas ważniejsza okazała się jedna ze wspomnianych książek, które pielgrzymi przywieźli mi z Polski, a mianowicie pierwszy tom Królów przeklętych Maurice`a Druona. Już na jej pierwszych stronach natknąłem się na dziwnie znajomo brzmiące nazwisko pewnego rycerza. Nie mówiąc nikomu o co chodzi, poprosiłem kilka zaprzyjaźnionych osób o odszukanie jakichś informacji o wspomnianym rycerzu, który był również francuskim kronikarzem.

Następnego dnia kolega zlecił to zadanie koleżance, która nie wiedziała, że to, czego szukała w internecie, jest przeznaczone dla mnie. Wręczyła mu kilka wydrukowanych kartek wraz z portretem kronikarza i hrabiego Szampanii, Jeana de Joinville`a, mówiąc: Zobacz, czyż nie wygląda on tak jak Irek?

Dodam, że żadne z nich nie wiedziało o moich zainteresowaniach reinkarnacją, a tym bardziej związanych z nią przypuszczeniach. Zresztą także i ja wówczas jeszcze do całej tej sprawy podchodziłem dość sceptycznie, w najlepszym przypadku widząc w niej jedynie romantyzm bycia średniowiecznym rycerzem. Z biegiem czasu zacząłem jednak coraz bardziej utwierdzać się w przekonaniu, że mimo wszystko wygląda to rzeczywiście na jedno z moich poprzednich wcieleń. Im bardziej poznawałem Jana de Joinville, tym więcej widziałem łączących nas podobieństw.

Statua Jeana de Joinville w LuwrzeZrozumiałem wreszcie moje zainteresowania i fascynacje z dzieciństwa i młodości. Odkryłem np., że nawet herb Zawiszy Czarnego w swej graficznej strukturze jest w jakimś sensie podobny do rodowego herbu Joinvillów, a moje rodzinne miasto Zielona Góra pozostaje związana z tak zwanym bratnim miastem Troyes, gdzie rezydowali hrabiowie Szampanii. Nadal jednak brakowało odpowiedzi na pytanie,  jak moja wizja ma się do prawdy historycznej.

Ustaliłem, że Jean de Joinville (De vil) – hrabia i dziedziczny seneszal Szampanii brał udział w VII wyprawie krzyżowej u boku Ludwika IX Świętego i razem z nim dostał się do niewoli. Na apel króla wyruszył na krucjatę ze skromnym orszakiem składającym się z 10 rycerzy (wszyscy oni zginęli).

W sierpniu 1248 roku Joinville wypłynął z Marsylii na Cypr, gdzie król przyznał mu pensję 800 liwrów, później zaś towarzyszył królowi od początku do końca fatalnej wyprawy. Dramatyczne wydarzenia tych sześciu lat (1248-1254) stanowią wątek Kroniki Joinville`a Czyny Ludwika Świętego króla Francji (historycy wierzą w istnienie jeszcze jednej utajnionej wersji dzieła Joinville`a).

Oficjalna wersja spisana została na prośbę Joanny z Nawarry, żony Filipa IV Pięknego, wnuka króla Ludwika IX, kompana Jonville`a, który czasem nawet był doradcą króla. Przetrwała ona do naszych czasów jako najrzetelniejsza relacja z przebiegu VII wyprawy krzyżowej, jak i opisów z życia w średniowiecznej Francji. Joinville mediował m.in. z Templariuszami w sprawie uzyskania okupu za króla. Będąc pośrednikiem w tej sprawie, chciał rozbić toporem sejf Templariuszy znajdujący się na jednym z ich galeonów. W pewnym momencie dowodził nawet 500-osobową armią. Ranny i chory został wyleczony przez Turków seldżucckich. W uznaniu za jego dzieła Joinville został zaliczony w poczet wielkich kronikarzy (pierwszy francuski kronikarz piszący po francusku; w średniowieczu słowa zapisywano fonetycznie, ponieważ nie było stałych zasad językowych, a jedynie brzmieniowe znaczenie słów).

Herb JoinvilleJean de Joinville przeżył 94 lub 95 lat, od 1 maja 1224 roku do 24 grudnia 1317 lub – według innych historyków – 1319 (zmiana kalendarza juliańskiego na gregoriański i inny dzień końca roku).

Przeżył trzech królów Filipów i trzech Ludwików oraz dwudziestu papieży – od Honoriusza III do Jana XXII. Po powrocie do Francji często gościł na dworze królewskim, uczestniczył w konsekracji katedry w Chartres i ekshumacji ciała Marii Magdaleny w Aix w Prowansji. Po śmierci króla Ludwika IX popadł w konflikt z jego synem, Filipem III Śmiałym i jego synem Filipem IV Pięknym, którego „wyswatał” z hrabiną Szampanii, później królową Joanną z Nawarry.

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.