Byłem na swoim grobie

Spis treści

Wspomnienia z odległej przeszłości. Mały cmentarz w SzampaniiTrwało to dość długo, aż nagle mimo zamkniętych oczu zobaczyłem jakieś dziwne kolorowe plamy, które, niczym olej wylany na kałuże, wolno przemieszczały się i mieniły tęczowymi barwami. Trwało to jakiś czas, tak że mimo rozluźnienia do mojej świadomości zaczęły przenikać znamiona realizmu. Kiedy jednak pomyślałem o 70 $ za godzinę sesji hipnotycznej, plamy zniknęły.

Chcąc w pewien sposób przeprosić siebie samego za tak konsumpcyjny sposób myślenia uświadomiłem sobie, że pieniądze nie są ważne. Jednocześnie prosiłem tamte plamy, by wróciły.

Jeszcze dziś czuję owo rozpaczliwe pragnienie zrozumienia lub obcowania z tym czymś innym i nieznanym.

Plamy nie wróciły, a zamiast nich zobaczyłem z boku koński zad.

Był to jasnoszary koń w nieco ciemniejsze brązowawe plamki, przy czym nie dość, że zobaczyłem jego tylną część, to jeszcze poczułem zapach jego potu. Pierwszym wrażeniem był niemal okrzyk radości i zdziwienia: - Ja byłem chyba koniem (oczywiście nie mogłem krzyczeć, gdyż wszystko działo się w nocy, a obok mnie spała żona). Kiedy jednak przyszedł mi do głowy ów absurdalny pomysł, obraz nieco zmienił się i zobaczyłem już niemal całego konia, odczuwając jednocześnie w pobliżu obecność jeszcze kogoś. Wcielając się w rolę kamerzysty na planie filmowym, kazałem sobie przesunąć obraz nieco pod górę po skosie, dzięki czemu dopiero teraz ujrzałem zamgloną postać, która stała w bezruchu przed zwierzęciem, wpatrując się w dal.

Pragnąc zobaczyć to, na co ten ktoś patrzył, ujrzałem (jakby jego oczyma) znajome karłowate drzewo. Tym razem jednak widziałem również, że to drzewo rośnie tuż na skraju jakiejś rozległej malowniczej doliny.

Zrozumiałem także, czemu, kiedy widziałem to samo drzewo w czasie hipnozy kilka godzin wcześniej, nie słyszałem świergotu ptaków. Po prostu w tym miejscu wiał silny wiatr.

Długo starałem się rozpoznać ową tajemniczą, cały czas zamgloną postać. Jedyne jednak co czułem, to bijące od niej zmęczenie i nieświeżość.

Pomnik Jeana Joinville w miasteczku w SzampaniiZacząłem więc przypominać sobie o jakichś książkowych sposobach i technikach wnikania w podświadomość. Jednocześnie przyglądałem się cały czas zamazanym szczegółom odzienia tego kogoś – w jakiś sposób mi bliskiego – kogoś. Kiedy dotarłem do obuwia, zauważyłem, że jest ono dziwnie błyszczące. Pierwszym wrażeniem były „baletki”, lecz w tym momencie zamiast zarejestrowania szczegółów aksamitnych bucików moja wizja jakby na zawołanie przeniosła się i teraz dla odmiany dostrzegłem jakiegoś mężczyznę na krawędzi chodnika w dużym mieście. Za nim stał rzęsiście oświetlony tysiącem lamp kilkukondygnacyjny budynek, który nazwałem operą.

Stojący na chodniku mężczyzna sprawiał wrażenie czekającego na jakiś środek transportu. Był ubrany w osiemnastowieczny wyjściowy strój; na głowie miał cylinder, spod którego widać było lekko kędzierzawe, ciemne włosy i niezbyt szczupłą twarz z małym hiszpańskim wąsikiem. Mógł mieć około 30 lat. Całości dopełniał ciemny surdut z białym kwiatkiem z boku i białe rękawiczki, a w prawej dłoni nieznajomy trzymał prostą laskę z jasną błyszczącą kulką u jej zwieńczenia. Nosił ciemne, starannie wyprasowane spodnie i czarne wyglansowane buty. Kiedy uświadomiłem sobie to, jak bardzo te buty błyszcza, moja wizja znów przeniosła mnie do mężczyzny stojącego na skraju doliny i jego błyszczącego obuwia, z tym, że teraz zobaczyłem, iż są one zrobione z metalu. – Rycerz – znów niemal krzyknąłem do siebie, lecz postać nadal pozostawała zamazana.

Wiedziałem jedynie, że ten ktoś jest zakurzony i nieogolony; wyglądało to tak, jakby po przebyciu długiej drogi dotarł wreszcie do tylko jemu znanego celu. Nie był stary, ale sprawiał wrażenie człowieka w jakiś sposób doświadczonego przez los. Starałem się spytać o jego imię, aż w końcu wiedząc, że powinien mieć jakiś herb, zacząłem dopasowywać do niego kolory. Spośród wszystkich, jakie próbowałem wkleić w tę postać, o dziwo pasował jedynie biały i czerwony.

Nie wiem czemu, ale po uświadomieniu sobie tego, pierwszym słowem jakie wówczas do mnie dotarło było Crusader, czyli Krzyżowiec (uczestnik wyprawy krzyżowej). I choć nie wszyscy oni nosili opończe z czerwonymi krzyżami na białym tle, tak jak Templariusze, wówczas tego jeszcze nie wiedziałem.

Jean de Joinville. Portret wykonany przez autoraTak czy inaczej, próbując na wszystkie sposoby dowiedzieć się, kim jest tajemniczy rycerz, miałem jeszcze widzenie jakiegoś odzianego w skóry krępego mężczyzny na śnieżnej, niby pustynnej przestrzeni. Jednocześnie otrzymałem dziwną informację tłumaczącą chodzenie po wodzie Jezusa, która w tym widzeniu i jakby do niego przyklejonej formułce wtedy wydawała mi się jak najbardziej prosta i logiczna.

Tej nocy próbowałem jeszcze lewitacji, ale o ile byłem w stanie unieść w powietrze część swego niematerialnego ciała, nie udało mi się to z głową.

Zmęczony po kilku godzinach tych wizji i zmagań z samym sobą w końcu zasnąłem, a nazajutrz zatelefonowałem do mojej hipnotyzerki, aby podzielić się z nią swymi nocnymi wrażeniami. Ta jednak nadal nachalnie obstawała przy swoim obarczając mnie winą za śmierć brata (kilka lat później odkryłem w nim swego syna z poprzedniego życia). W rezultacie upojony fantastycznymi wizjami z dalszych usług pani hipnotyzer zrezygnowałem.

Mimo że nigdy już nie udało mi się ponownie wprowadzić w autohipnozę, decyzja ta dziś z perspektywy czasu wydaje mi się jak najbardziej słuszna, gdyż, jak się później dowiedziałem, wówczas kiedy wprawiała mnie w hipnozę, sama przeżywała osobistą tragedię po śmierci męża. Tak czy inaczej, w trakcie tych moich pierwszych doświadczeń widziałem kilka postaci, ale wrył mi się w pamięć ów niezidentyfikowany rycerz.

Po około dwóch tygodniach bezskutecznych prób ponownego wprowadzenia się w autohipnozę, tuż przed przebudzeniem, a może jednocześnie z nim  usłyszałem coś w rodzaju imienia Devill.

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.