Przypadek ze Słociny - paranormalna saga

Nieznany Świat powstał z myślą o ludziach takich, jak panie Anna i Sylwia z rzeszowskiej Słociny, w których życiu zainstalowała się zagadkowa siła, jaka dotknęła swoim palcem ufologa, który próbował odkryć jej tajemnice... 


Arkadiusz Miazga, NŚ 10/2020

(...) Trafiłem tam w 2012 r. z powodu relacji rodziny M. o obserwacji latającego talerza. Początkowo do ich rewelacji podchodziłem sceptycznie, jednak z czasem przekonałem się, że te dwie serdeczne osoby - matka i córka, przeżywają coś wykraczającego poza kanon doświadczeń opisanych w literaturze ufologicznej. Przez trzy lata udokumentowałem wiele bliskich spotkań, których stały się świadkami. Dochodziły do tego inne zdarzenia, jak np. obserwacje dziwacznych postaci.

Z czasem okazało się, że Sylwia - córka pani Anny (imiona zmienione) - jest osobą sensytywną, odbierającą rzeczywistość na zupełnie innych falach. Dodatkowo mogła ona być swego rodzaju przekaźnikiem, ponieważ siła, jaka ingerowała w jej życie, dotykała także innych.

Kiedy kilka lat wcześniej kobiety przeprowadziły się do Słociny, nie przypuszczały, że dojdzie tu do kumulacji tego typu doświadczeń, będących elementami przedziwnej sagi, której i ja mimowolnie stałem się bohaterem.

Przeglądaj spis treści numeru 10/2020 lub zamów wersję elektroniczną NŚ

23 września 2012 r. ok. godz. 13. Anna (63 l.) i Sylwia (21 l.) wybrały się na spacer w kierunku pobliskich działek. W drodze powrotnej wydarzyło się coś, co zapoczątkowało serię ich bliskich spotkań z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi.

Razem z córką w biały dzień, konkretnie nad działkami ogrodowymi zauważyłyśmy niewysoko ponad drzewami coś, co przypominało odwrócony do góry dnem głęboki talerz. Było to srebrzysto-metaliczne. Bardzo powoli, bez żadnego dźwięku przesuwało się przed naszymi oczami, potem wykonało nagły zwrot pod kątem ostrym i... zniknęło. Obserwacja trwała jakieś 2 minuty. Stałyśmy zaskoczone. Powiedziałam do córki: "Popatrz, pewnie UFO"  kazałam jej zrobić zdjęcie komórką. Wtedy to coś zniknęło. Na bocznej ścianie obiektu widniał rząd okrągłych, mocnych, bardzo mocnych świateł - wspominała matka.

UFO znajdowało się w odległości ok. 60 m od nich, miało ok. 8 m średnicy i 3 wysokości. Co najciekawsze, mimo słonecznej pogody nie rzucało cienia. Interesujący był też fakt, że talerz nie nadleciał - pojawił się nagle...

To jedynie fragment artykułu. Pełną wersję przeczytasz w NŚ 10/2020 dostępnym także jako e-wydanie.

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.