Zwierzęta: ofiary ludzkich wojen i polityki

Niez­nany Świat 4/​2017

Raport

Od zara­nia dziejów wyko­rzysty­wano je w zbro­jnych kon­flik­tach, bezl­i­tośnie posyła­jąc na śmierć. Słonie, wiel­błądy czy konie służyły do szarż oraz trans­portu jeźdźców i uzbrojenia.

Niedźwiedzie dźwigały pociski artyleryjskie. Psy, delfiny i lwy morskie bywały saperami i żywymi tor­pedami, a kanarki detek­torami gazów bojowych. Z naszpikowanych elek­tron­iką kotów i chrząszczy usiłowano zro­bić szpiegów, a z jad­ow­itych pająków, żmij, sko­r­pi­onów i szer­szeni – amu­nicję. Nietop­erze zmieni­ano w samosteru­jące pociski i bomby zapala­jące. Objuc­zone ładunkami wybu­chowymi osły wysadzano na tyłach wroga, a płoną­cymi gołębi­ami pod­palano twierdze. Krowy i świnie pęd­zono przez pola minowe, by rozbra­jały niewypały. Indok­trynowano nawet papugi, a ludzka wyobraź­nia i wyrafi­nowane okru­cieństwo pokon­ały wszelkie granice.

Poniżej prezen­tu­jemy frag­ment pub­likacji zamieszc­zonej w 04/​2017.
Dostępne również wydanie elek­tron­iczne — e.nieznanyswiat.pl

Nie zapamię­tałam z wojny ani kotów, ani psów, pamię­tam szczury. Wielkie, z żół­toniebieskimi oczami… Było ich nieprze­brane mnóstwo – wspom­ina radziecka weter­anka Wielkiej Wojny Ojczyź­ni­anej (19411945). To wymowne, że przy­toc­zony cytat pochodzi z ocen­zurowanego frag­mentu książki Wojna nie ma w sobie nic z kobi­ety białoruskiej pis­arki i dzi­en­nikarki Swi­etłany Alek­si­jew­icz (ur. 1948). Lau­re­atka Nagrody Nobla z lit­er­atury za 2015 rok zebrała setki wstrząsają­cych relacji, wśród których są i te, doty­czące zwierząt. – Kiedy jakoś wydo­brza­łam po tym, jak byłam ranna, ze szpi­tala skierowano mnie z powrotem do odd­zi­ału – kon­tynu­uje żołnierka. – Zostaw­iłam w ziemi­ance ple­cak i wyszłam, a kiedy pół godziny później wró­ciłam, ple­caka już nie zas­tałam. Nawet śladu po nim nie było, nawet grze­bi­enia i ołówka. Okazało się, że szczury wszys­tko zaraz zjadły… A rano pokazali mi poogryzane ręce u ciężko ran­nych… Na najs­traszniejszych nawet fil­mach nie widzi­ałam, jak szczury uciekają z miasta przed ostrza­łem artyleryjskim. Nie w Stal­in­gradzie… To już było pod Wiaźmą… Rano po mieś­cie bie­gały stada szczurów, uciekały na pola. Czuły śmierć… Były ich tysiące… Czarne, szare… Ludzie w prz­er­aże­niu oglą­dali to złowieszcze wid­owisko i przy­ciskali się do ścian domów. A dokład­nie w tej chwili, kiedy szczury znikły nam z oczu, zaczął się ostrzał. Nad­laty­wały samoloty. Zami­ast domów i piwnic zostawał kami­enny pył…

Słonie bojowe, płonące świnie, jad­owita amunicja

Pod­czas starożyt­nych wojen kluc­zową rolę pełniły zwierzęta, które mogły być zarówno środ­kiem trans­portu, jak i siłą uderzeniową: konie, wiel­błądy, słonie bojowe. Te ostat­nie budz­iły respekt i strach: prze­ci­wnicy, którzy pier­wszy raz widzieli szarżu­jące kolosy w pancerzach, zazwyczaj rejterowali w pan­ice, jak pod­czas bitwy nad rzeką Hydaspes (326 p.n.e.). Zwarty szpaler pędzą­cych słoni miażdżył szeregi wroga swą masą, a strzały i włócznie z tru­dem prze­bi­jały ich grubą skórę. Za to łucznicy tej kawa­lerii z powodze­niem szyli w nieprzy­jaciół z wieży­czek, mocow­anych na grz­bi­etach zwierząt.

Jed­nak te prz­er­aża­jące olbrzymy były nie tylko mało zwrotne, ale i ner­wowe. Już Alek­sander Wielki (356323 p.n.e.) zaob­ser­wował w Indi­ach, jak dzikie świnie spłoszyły szwadron słoni, które rzu­ciły się do ucieczki. Z cza­sem dowiedziono, że są one po prostu wyczu­lone na wysokie dźwięki. Rzymi­anie odkryli, że wspom­ni­ane zwierzęta boją się także… baranów, tratu­jąc w popłochu żołnierzy włas­nej armii. Kieru­jący słoniem, uzbro­jony w młotek i długie ostrze, uśmier­cał go wów­czas, wbi­ja­jąc grot między kręgi tuż pod cza­szką. By więc przy­dać zwierzę­tom odwagi, przed bitwą po prostu je… upi­jano. Słoń należący do stada przys­tosował się do picia wody. Ale słoń, który wal­czy na wojnie, pije wino – zdradzał rzym­ski pis­arz i retor Klaudiusz Elian (175235).

Pan­iczny strach wzbudz­iły też konie w Imperium Inków, gdzie ich nie znano. W 1532 roku niewielki odd­ział 180 hisz­pańs­kich konkwis­ta­dorów z 34 końmi pod wodzą Fran­cisca Piz­zara (14781541) wylą­dował na tere­nie dzisiejszego Ekwadoru. Gdy zaczął posuwać się w głąb lądu, XIII władca Inków Atahualpa (14971533) otrzy­mał mel­dunek o białych, bro­datych złodzie­jach, krad­ną­cych w wioskach złote miski, dzbany i biżu­terię. Mieli oni wyjść z morza i jeździć na dzi­wnych zwierzę­tach, podob­nych do lam, które mają nogi ze sre­bra (czyli pod­kowy). Pod­czas ofic­jal­nego spotka­nia władcy z Piz­zarem odd­ział konkwis­ta­dora spa­cy­fikował trzy­tysięczną armię Inki! Uzbro­jeni jedynie w drew­ni­ane pałki i skórzane tar­cze Indi­anie nie mogli konkurować z met­alowymi mieczami i zbro­jami najeźdźców, wyposażonych również w dzi­ała i arke­buzy – gład­kolu­fową broń palną. Przede wszys­tkim jed­nak wpadli w trwogę na widok szarżu­ją­cych koni, pozwala­jąc się tratować.

Pod­czas wojen wyko­rzysty­wano również świnie: głod­zono je, a potem wypuszczano na wroga. Rzymi­anie odkryli, że są one dobrą bronią prze­ci­wko sło­niom bojowym. Dzięki temu udało się prz­er­wać oblęże­nie Megary przez mace­dońskiego króla Anty­gonosa (270 r. p.n.e.). Zdes­per­owani obrońcy wys­marowali swoje prosi­aki ole­jem, pod­palili i pog­nali w stronę legionów mace­dońs­kich, na czele których stały słonie. Opancer­zone kolosy wów­czas rozpierzchły się. Słonie bały się mniejszych kwiczą­cych świń – donosił his­to­ryk i pis­arz Plin­iusz Starszy (2379). Podobny for­tel wyko­rzys­tał w XIV wieku mon­gol­ski władca Tamer­lan Wielki (13361405), wypuszcza­jąc pod­czas jed­nej z bitew na słonie prze­ci­wnika płonące wiel­błądy.…

Więcej w kwiet­niowym (04/​2017), s. 1419, 6263

W sprzedaży

PZP

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.