Tak daleko stąd, tak blisko...

W 2016 roku obchodził swoje 20-​lecie redagowany przez Leokadię Komaiszko z Bel­gii i adresowany do Polaków na całym świecie unika­towy poloni­jny peri­odyk LISTY Z DALEKA. Z tej okazji, a także jubileuszu 25-​lecia „” redak­tor naczelna tego pisma – poetka, a zarazem dzi­en­nikarka, nasza dłu­go­let­nia Czytel­niczka, przeprowadz­iła obsz­erny wywiad z redak­torem naczel­nym „Niez­nanego Świata”.

Ponieważ – w odpowiedzi na zadawane pyta­nia – pojaw­iły się w nim również akcenty oso­biste, włącznie z wątkami, o których nigdy nie pisal­iśmy na łamach miesięcznika, uznal­iśmy za celowe udostęp­nić tekst tej roz­mowy także naszym Czytel­nikom. (Redakcja)

Poniżej prezen­tu­jemy frag­ment pub­likacji zamieszc­zonej w lutowym (02/​2017).

Roz­mowa z Markiem Rymuszko, redak­torem naczel­nym wydawanego w Polsce cza­sopisma poświę­conego psy­chotron­ice, prob­le­mom roz­woju duchowego i ter­a­piom nat­u­ral­nym – „Niez­nany Świat”. Niedawno minęło 25 lat od chwili ukaza­nia się pier­wszego numeru tego tytułu

٠Panie Marku, przede wszys­tkim grat­u­luję jubileuszu redaktorsko-​wydawniczego. Bardzo dziękuję też za zgodę na wywiad dla naszego peri­odyku emi­gra­cyjnego i społeczno-​kulturalnego „Listy z daleka”. „Niez­nany Świat” cieszy się pop­u­larnoś­cią również wśród naszych lek­torów na świecie, a Pana nazwisko jest znane. Mimo to w internecie można znaleźć o Panu niezbyt wiele infor­ma­cji. Mam wraże­nie, że wykonuje Pan swoją misję z niezwykłą skrom­noś­cią, nie epatu­jąc innych własną osobą.

- Coś z tym rzeczy­wiś­cie jest i wynika m.in. z faktu, iż – czego nigdy nie ukry­wałem – nie przepadam za inter­netem, choć oczy­wiś­cie doce­niam jego rolę jako źródła komu­nikacji we współczes­nym świecie. Przede wszys­tkim jed­nak, w prze­ci­wieńst­wie do wielu, moja tęs­knota do autokreacji nigdy nie była duża :-)), co z kolei stanowi kon­sek­wencję oso­bistych cech charak­teru i życiowych doświad­czeń. Uważam, że zami­ast mnie powinno „mówić” cza­sopismo, jakie redaguję oraz wydane książki. Naw­iasem mówiąc, dla tytułu, który redaguję, byłoby lep­iej, gdy­bym tę postawę zmody­fikował, ale cóż – jest, jak jest. Dodam również, że roz­mowa, jaką Pani zapro­ponowała, to jeden z nielicznych wywiadów, których udzieliłem w ostat­nich lat­ach, a zgodz­iłem się na nią ze względu na niezmiernie ważną rolę, jaką „Listy z daleka” pełnią wśród Polaków rozsianych na całym świecie. Chcę w związku z tym wyrazić głęboki sza­cunek za wszys­tko, co robi­cie, a przy okazji podz­iękować Pani oso­biś­cie za to, że, kieru­jąc Waszym peri­odykiem, jest Pani jed­nocześnie, o czym wiem, dłu­go­let­nią Czytel­niczką „Niez­nanego Świata”.

٠ Może opowiedzi­ałby Pan trochę o sobie: skąd pochodzi, gdzie jest właś­ciwe gni­azdo Pana rodu i pas­jach w wieku dziecięco-​młodzieńczym. Czy stu­diował Pan dzi­en­nikarstwo, zawsze chciał zostać pis­arzem i dziennikarzem?

- Podob­nie jak moi nieżyjący już rodz­ice, jestem rodow­itym warsza­w­iakiem. Nato­mi­ast, jak łatwo wyd­e­dukować z nazwiska, moi przod­kowie wywodzą się z kresów, skąd w początkach XX wieku prze­nieśli się do stol­icy. Okoliczności towarzyszą­cych tym wydarzeniom jed­nak nie znam, gdyż ojciec – żołnierz kam­panii wrześniowej – zmarł nagle, gdy miałem kilka­naś­cie lat (długo prze­by­wał w obozie jenieckim). Nato­mi­ast matka przeżyła piekło Pow­sta­nia Warsza­wskiego i po prze­jś­ciu przez Durch­gangslager Pruszków została, jak wielu innych warsza­w­iaków, wywieziona na roboty przy­mu­sowe do Niemiec, gdzie po wyz­wole­niu oboje się spotkali i wspól­nie wró­cili do Polski.

Jeśli chodzi o mnie, skończyłem na Uni­w­er­syte­cie Warsza­wskim najpierw stu­dia prawnicze, a bezpośred­nio potem dzi­en­nikarskie. Już pod­czas tych drugich rozpocząłem eta­tową pracę w gaze­cie. Później zdobyłem nagrody w kilku ogólnopol­s­kich konkur­sach na repor­taż – i tak się zaczęło.

٠ Kari­era adwokacka czy sędziowska nie nęciła?

- Nie, choć prawnicze stu­dia wyposażyły mnie w wiedzę, którą wyko­rzysty­wałem w pracy dzi­en­nikarskiej, a także do pewnego stop­nia pis­arskiej. Wydałem m.in. dwa tomy repor­taży sądowych „Schody” i „Bajki pol­skie”, a przez ponad dwadzieś­cia lat pra­cow­ałem jako repor­tażysta w nieist­nieją­cym już tygod­niku „Prawo i Życie”. Cały czas jed­nak ciągnęło mnie w stronę, by tak rzec, niez­nanego.

٠ No właśnie. Kiedy i w jakich okolicznoś­ci­ach zrodził się pomysł na takie cza­sopismo jak „Niez­nany Świat”? Kto wymyślił tytuł, kto współpra­cował z Wami przy pier­wszej edy­cji? Czego się Państwo spodziewal­iś­cie, odd­a­jąc miesięcznik w ręce czytel­ników i czy pamięta Pan pier­wsze reakcje na opub­likowane wtedy materiały?

- Odpowiadałem na te pyta­nia dziesiątki razy, obsz­ernie również opisałem początki „Niez­nanego Świata” w swo­jej, wydanej w 2002 r., auto­bi­ograficznej w dużym stop­niu książce „Przy­padki metafizy­czne” (jej nakład jest już wyczerpany).

Mówiąc w najwięk­szym skró­cie, moja droga do tem­atyki, którą pode­j­muję piórem od lat 80-​tych, była taka, że w okre­sie, gdy czyn­nie upraw­iałem repor­taż, zawsze najbardziej intere­sowali mnie ludzie z ich bogatym wnętrzem oraz powikłanymi losami. To było znacznie ciekawsze niż mech­a­nizmy zdarzeń, bo one, częś­ciej czy później, pow­tarzały się. Tak trafiłem m.in. na osoby o niety­powych zdol­noś­ci­ach i, by tak rzec, niezwykłych właś­ci­woś­ci­ach orga­nizmu. I od tego się zaczęło, choć tak naprawdę impulsem, by poświę­cić się zgłębia­niu tej właśnie prob­lematyki, było spotkanie z moją późniejszą żoną i zawodową part­nerką, Anią Ostrzy­cką, z którą od 25 lat wspól­nie wydaję „Niez­nany Świat”. W prze­ci­wieńst­wie do mnie ona trady­cje ezoteryczne, nie mówiąc o umiejęt­noś­ci­ach myśle­nia intu­icyjnego, wyniosła z rodzin­nego domu: jej babka, uży­wa­jąc współczes­nego języka, legi­t­y­mowała się pewnymi zdol­noś­ci­ami para­psy­chicznymi, które wyko­rzysty­wała zresztą jedynie w życiu pry­wat­nym. Ale ziarno w ten sposób zostało zasiane i predys­pozy­cje te odziedz­iczyła po niej Ania.

W efek­cie połącze­nie dwóch czyn­ników: wery­fikacji fak­to­log­icznej z mojej strony i intu­icyjnej przez Anię poz­woliły stworzyć tak szczególne cza­sopismo, jakim jest „Niez­nany Świat”. Tytuł wymyśliłem ja, nato­mi­ast bez Ani, jej deter­mi­nacji, uporu i umiejęt­ności menadżer­s­kich „Niez­nany Świat” by nie zaistniał.

٠ Pon­aw­iam pytanie o początki…

Więcej w lutowym numerze (02/​2017) str. 6265.

W sprzedaży

Wydanie elektroniczne



Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.