Paryskie Królestwo Zmarłych

Paryż i katakumby. Dwa miasta. Pierwsze zamieszkuje 12 milionów ludzi, drugie - o połowę mniej. Przy czym świat żywych wciąż odwiedza świat umarłych


Ilona Słojewska 11/2018

Wejście do publicznej części katakumb znajduje się obecnie przy Placu Denfert-Rochereau. Po otwarciu drzwi w dół prowadzi nas 130 schodów. Trasa, jaką można przejść to około dwa kilometry. Następnie na zwiedzających czekają 83 schody - i znów wydostajemy się na poziom ulicy. Po 45 minutach jesteśmy przy Rue Rémy Dumoncel. 

Wiodące w dół schody mają kształt spirali - symbolu nieskończoności, nieśmiertelności, zmartwychwstania, który jest też znakiem tajemnicy życia i śmierci. Prowadzą one do labiryntu, bo do takiej figury można porównać skomplikowany układ podziemnych tuneli. To kolejna symbolika skłaniająca do refleksji, zwłaszcza że już po kilku krokach znajdujemy się wśród równo ułożonych piszczeli i czaszek. Ta funeralna instalacja ciągnie się setki metrów.

Przeglądaj spis treści numeru 11/2018 lub zamów wersję elektroniczną NŚ

Panującą tu atmosferę można nazwać martwą w sensie dosłownym. Kredowe ściany wchłaniają każdy dźwięk, najciszej wypowiedziane słowo. Tutaj nie ma echa. Po przejściu plątaniny korytarzy wychodzący twierdzą, że panująca pod ziemią aura jest mocno naładowana energią tego miejsca. Że katakumby to magazyn nastrojów, uczuć i emocji gromadzonych tu przez dziesiątki lat. W podziemnych wyrobiskach da się również wyczuć energię przetransportowaną tam razem z ciałami zmarłych. Nie jest to zjawisko proste do wyjaśnienia i dlatego mówi się o nim jako o największej tajemnicy podziemnego świata.

Jedno jest natomiast pewne - przeszłość egzystuje tu bez słów, niepotrzebnych komentarzy. Czaszki i piszczele prowadzą własną narrację o tym, kim były za życia, czego doświadczyły, a połączona z nimi energia współtworzy panujący tu klimat.

Wokół paryskich katakumb narosło wiele legend i mitów. To naturalne w sytuacji, gdy jakieś miejsce wymyka się definicjom i stanowi trudną do zgłębienia tajemnicę. Krążą np. opowieści o turystach, którzy wbrew zaleceniom dotykają kości i czaszek, a nawet zmieniają ich położenie. (...) Zdarza się, że zwiedzający stają jak wryci, ponieważ w tunelach ujrzeli jasną smugę lub poczuli jakiś zapach. Część turystów twierdzi, że przypomina on woń drzewa sandałowego. Wiele osób opowiada też o srebrzysto-niebieskiej poświacie, jaka emanuje ze ścian i sufitu. W 1993 r. duże poruszenie wywołała wypowiedź pewnego turysty, utrzymującego, że taka właśnie poświata towarzyszyła mu przez kilka minut, wciąż zmieniając swój kształt. Informacja ta zachęciła inne osoby do podobnych wyznań...

To jedynie fragment artykułu. Pełną wersję przeczytasz w NŚ 11/2018 dostępnym także jako e-wydanie

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.