Korzenie zła - wywiad z Marianem Wasilewskim

Psy­chopaci jak bak­terie włączają się we wszelkie ruchy społeczne, szczegól­nie takie, które noszą już w sobie pato­log­iczny zaczyn. Wyjątkowe szanse zna­j­dują dla siebie w ruchach rewolucyjnych. Budują sieć pato­log­icznej tkanki i zaczy­nają nag­i­nać ich sens do swoich potrzeb. Pocią­gają za sobą ludzi, u których defi­cyty psy­chiczne osłabiły kry­ty­cyzm, a także słabych i przeciętnych.


Prezen­towany tu mate­riał jest pod wieloma aspek­tami niezwykły, zarówno ze względu na jego rodowód, jak i osobę, dzięki której pow­stał. Mar­i­ana Wasilewskiego — pol­skiego naukowca mieszka­jącego od trzy­dzi­estu kilku lat w Stanach Zjed­noc­zonych — czytel­nicy Niez­nanego Świata mieli okazję poz­nać dzięki zamieszc­zonej na łamach naszego miesięcznika pub­likacji, w której autor ujawnił pewne niez­nane fakty z życia jas­nowidza, ojca Czesława Klimuszki (zob. nr 6/​2003 Moje spotkanie z ojcem Czesławem Klimuszką). Jed­nak Mar­ian Wasilewski jest przede wszys­tkim autorem wydanej w 1983 r. w Waszyn­g­tonie przez Polsko-​Amerykański Komitet Etniczny — Odd­ział New Jer­sey niezmiernie intere­su­jącej książki Psy­cho­log­iczne źródła komu­nizmu, której dwieś­cie kilka­dziesiąt egzem­plarzy ofi­arował naszej redakcji. Tym, co wydaje się abso­lut­nym novum przy okazji drąże­nia prob­lemów związanych z wszelkiego rodzaju ide­olo­giami i sys­temami total­i­tarnymi, jest zwróce­nie przez pol­skiego badacza uwagi na niedostrze­gane zazwyczaj psy­chiczne i duchowe aspekty anal­i­zowanych zjawisk.

Roz­mowa, którą dziś druku­jemy, jest zapisem wywiadu, jakiego Mar­ian Wasilewski udzielił przed laty właśnie w związku z wydaniem Psy­chicznych źródeł komu­nizmu rozgłośni Głos Ameryki. On sam pisze o tej sprawie tak:

Czym jest zło? Jeśli uznać, że stanowi przy­czynę cier­pi­enia, to już Budda, na swój sposób, rozprawił się z nim, a jed­nak stale nas ono nęka.

Mieszka­jąc w USA miałem szczęś­cie poz­nać Andrzeja Łobaczewskiego, który jako psycholog-​klinicysta ukuł zacz­erp­nięty z greki ter­min: PONEROLO­GIA. Zawarł w nim wyniki swoich wielo­let­nich badań, stanow­ią­cych swego rodzaju uzu­pełnie­nie etyki, ale w uję­ciu nie­jako psy­chi­a­trycznym. Niestety, nie zawsze miał możli­wość prze­bi­cia się ze swoją wiedzą i więk­szość jego prac, o ile wiem, nie była opublikowana.

Bliższy kon­takt z Andrze­jem Łobaczewskim skłonił mnie do zapoz­na­nia się także z innymi mate­ri­ałami o podob­nej prob­lematyce, prze­my­conymi z byłego Związku Sowieck­iego i z Węgier. Ponieważ w tam­tym cza­sie (był to rok 1984) udzieliłem szeregu wywiadów związanych z wydaniem mojej książki „Psy­chiczne źródła komu­nizmu”, postanow­iłem jeden z nich poświę­cić temu właśnie tem­atowi. Zawarte w nim wypowiedzi zostały poprzed­nio sfor­mułowane wspól­nie z Andrze­jem Łobaczewskim, który wtedy nie ujaw­niał swego autorstwa. Mimo że było to dość dawno, przy­puszczam, że prob­lem nie jest jeszcze dostate­cznie spopularyzowany.

Wspom­ni­aną roz­mowę przeprowadził dzi­en­nikarz radia Głos Ameryki Andrzej Holik.


ANDRZEJ HOLIK: Mówił Pan kiedyś o wpły­wie osób dotknię­tych pewnymi anom­aliami psy­chicznymi na rozwój sto­sunków społecznych. Także jeden z rozdzi­ałów Pana książki nosi tytuł „Społeczne struk­tury zła”. Czy zech­ci­ałby Pan powiedzieć o tym coś więcej?

MAR­IAN WASILEWSKI: Cieszę się, że Pan Redak­tor o to właśnie pyta, cho­ciaż temat częś­ciowo wykracza poza treść opub­likowanej pracy. Z niek­tórymi wynikami badań psy­cho­log­icznych zetknąłem się już po jej napisa­niu i dlat­ego chęt­nie o nich powiem. Wyma­gają one jed­nak pewnej wypowiedzi przy­go­towaw­czej, bez której trudno uch­wycić istotę sprawy.

Przede wszys­tkim chci­ałbym naw­iązać do tzw. fil­trów społecznych, stanow­ią­cych bari­erę ogranicza­jącą świado­mość nor­mal­nych, psy­chicznie zdrowych ludzi. Wiadomo, że jed­nym z tych fil­trów jest język. Z pełnienia przez język takiej właśnie roli wywodzi się wieloz­naczność, a właś­ci­wie dwois­tość znaczenia słów umożli­wia­jąca ochronę naszego ja, w tym także racjon­al­iza­cję psy­chiczną, która ułatwia speł­ni­anie ego­isty­cznych prag­nień. Innym takim fil­trem okazuje się dwuwartoś­ciowa logika (prawda-​fałsz), domin­u­jąca w naszej kul­turze. Jest ona przys­tosowana głównie do poz­nawa­nia świata zewnętrznego, a nie psy­chiki człowieka. Jeszcze inny filtr to społeczna treść doświad­czeń. Każe ona przys­tosowywać się do postawy i poglądów innych ludzi, aby uniknąć izo­lacji w przy­padku, gdy nasze poglądy i postępowanie nie są powszech­nie akcep­towane. Pon­adto istotną rolę odgry­wają tu wierzenia, stereo­typy, nawyki, itp.

W tych warunk­ach wyt­worzył się sys­tem myśle­nia zdroworozsąd­kowego. Uszla­chet­niony zdrowy rozsądek usiłuje pogodzić realia świata zewnętrznego z całok­sz­tałtem naszych reakcji uczu­ciowych i postaw emocjon­al­nych. Ksz­tał­tuje normy współży­cia oraz akcep­tuje moralne oburze­nie w przy­padku ich naruszenia. Jest — i słusznie zresztą — powszech­nie szanowany.

Nasz zdrowy rozsadek zamyka się jed­nakże w obszarze ogranic­zonym ową bari­erą utrud­ni­a­jącą obiek­ty­wne spo­jrze­nie na świat, a głównie na siebie, innych ludzi i w ogóle na sprawy społeczne.

Czy oznacza to, że psy­cholo­gia może tę bari­erę przeła­mać?

- Może nie tyle przeła­mać, co przekroczyć. Chyba można już dziś twierdzić, że rozwój psy­chologii głębi, a przede wszys­tkim ogromny postęp w dziedzinie badań testowych, jaki dokonał się w ciągu ostat­nich kilku­nastu lat, umożli­wia przekrocze­nie tej bari­ery w opar­ciu o obiek­ty­wne bada­nia naukowe. Pozostaje jed­nak jeszcze do poko­na­nia to, co można by nazwać bezwład­noś­cią paradyg­matu naszej kul­tury. Trzeba także pamię­tać, że naukowcy są ludźmi także podle­ga­ją­cymi wspom­ni­anym ograniczeniom. Powrócę jed­nak do głównego tematu.

Świa­towe statystyki wykazują, że w różnych kra­jach i warunk­ach życia od 2% do 4% ludzi stanowią jed­nos­tki psy­chicznie chore lub upośled­zone. Charak­teryzują się one różnego rodzaju ubytkami sprawności psy­chicznej, ale nie stanowią poważniejszego zagroże­nia dla innych, a w każdym razie zagroże­nia na skalę społeczną.

Ludzie nor­malni są zwykle bardzo zróżni­cow­ani pod wzglę­dem charak­teru, typów psy­chicznych, kierunku zain­tere­sowań i sprawności. Jest to wielki dar Natury, gdyż umożli­wia wszech­stronny rozwój ludzkości. Ist­nieje jed­nakże pewien rodzaj chorób lub defi­cytów psy­chicznych, których objawy są na tyle umi­arkowane lub pokryte dysy­mu­lacją, że otocze­nie ich nie postrzega i postępowanie takich osób oce­nia zazwyczaj w zdroworozsąd­kowych kat­e­go­ri­ach moralnych.

Skoro takie choroby ist­nieją, to praw­dopodob­nie musi­ały ist­nieć zawsze. Czy postrze­ganie ich umożli­wiają dopiero nowoczesne metody badań psy­cho­log­icznych? Czy dawniej nic o nich nie wiedziano?

- Oczy­wiś­cie, że ist­ni­ały one zawsze i były postrze­gane przez licznych spec­jal­istów. Nie dostrze­gało ich jed­nak i nadal nie dostrzega społeczeństwo, zwycza­jni ludzie. Nato­mi­ast spec­jal­iści mieli trud­ności w sferze diag­nos­tyki. Nowoczesna diag­nos­tyka, a głównie metody testowe, pozwalają dziś wyo­dręb­nić tego rodzaju przy­padki. Ich ilość przekracza około dwukrot­nie liczbę innych osób chorych lub psy­chicznie upośled­zonych w stop­niu postrze­gal­nym dla otoczenia, lecz tylko niek­tóre z nich, sto­sunkowo nieliczne, można uznać za zło­genne, to znaczy mogące szkodzić innym ludziom w bezpośred­nim otocze­niu wspom­ni­anych osób, lub na skalę społeczną.

Jakiego rodzaju schorzenia ma Pan na myśli? Czy może Pan podać jakieś charak­terysty­czne przykłady?

- Spec­jal­iści wskazują na niek­tóre charak­teropatie, spowodowane organ­icznymi uszkodzeni­ami mózgu. Na przykład pole frontalne kory móz­gowej stanowi ośrodek wewnętrznej pro­jekcji pojęć abstrak­cyjnych i wyobraźni, pozwala­jący na ich ogląd i kry­ty­czne przetwarzanie. Uszkodze­nie tego pola, szczegól­nie doko­nane we wczes­nym dziecińst­wie lub w cza­sie porodu, powoduje wyras­tanie dotknię­tych nim osób na pato­log­icznych ego­tyków, mści­wych fas­cy­natów i fanatyków.

Jeżeli np. matka jest dotknięta takim ubytkiem psy­chicznym, odbija się to nieuchron­nie w fatalny sposób na wychowa­niu dzieci, powodu­jąc u nich ciężkie dewiacje psy­chiczne. Wpływ matki prze­chodzi bowiem na dzieci drogą iden­ty­fikacji, sug­estii, fas­cy­nacji, albo wyzwala­jąc postępowanie protes­tu­jące, odwrotne do tych wpływów.

Jak już wspom­ni­ałem, środowisko społeczne uznaje zwykle takie jed­nos­tki za psy­chicznie nor­malne, a ich postępowanie inter­pre­tuje w kat­e­go­ri­ach moral­nych. Umożli­wia im to fas­cy­na­torskie odd­zi­ały­wanie, niekiedy na sze­roką skalę społeczną.

Wiele wskazuje na to, że do tej kat­e­gorii osób można zal­iczyć Stalina i Chome­iniego. Na pod­stawie opinii spec­jal­istów, przekazanych głównie ze Związku Sowieck­iego, których nazwiska nie mogą być tu podane, można przy­puszczać, że Breżniew nie zdradzał żad­nych tego typu ubytków psy­chicznych. Nato­mi­ast u Andropowa dopa­truję się wyraźnych symp­tomów psy­chopaty­cznych. Takie makroskopowe oceny powinno się potwierdzić szczegółowymi bada­ni­ami klin­icznymi, co prak­ty­cznie nie wydaje się możliwe. Do anom­alii psy­chopaty­cznej, jako szczegól­nie znaczącej, powrócę później.

Innym rodza­jem schorzenia organ­icznego są uszkodzenia międzymóz­gowia, które jest ośrod­kiem reg­u­la­cyjnym samej pracy mózgu. Utrzy­muje także tonus hamowa­nia w korze móz­gowej. Ośrodek ten jest wrażliwy na agresje bakteriologiczne.

W celu zilus­trowa­nia tego typu schorzenia chci­ałbym przy­toczyć wypowiedź pewnego pol­skiego klin­i­cysty (niestety jeszcze nieop­ub­likowaną), którego nazwiska również nie mogę podać: Pro­ces myśle­nia prze­b­iega u nich szy­bko, ale z obniżona dokład­noś­cią. Bardzo łatwo spy­chają z pola świado­mości sko­jarzenia niewygodne i prze­chodzą do wypowiedzi para-​logicznych. Bywają skłonni do wyz­nawa­nia różnych, niezbyt dojrza­łych ide­ologii. Co obmyślą w ciągu bezsen­nych nocy, rano rzu­cają na papier z para­noidal­nym poczu­ciem genial­ności. Są asteniczni i na co dzień bywają łagodni, ale rzec­zową kry­tykę przyj­mują z urazą, cza­sem reagu­jąc epite­tami pod adresem kry­tyka. O jed­nym z cięższych przy­pad­ków tego typu tak pisał Wasylij Gross­man: „…był zawsze delikatny i miękki, uprze­jmy. A jed­nocześnie cechowała go niezmą­cona ostrość, bezwzględ­ność i bru­tal­izm wobec prze­ci­wników poli­ty­cznych. Nigdy nie dopuszczał możli­wości, że mogą oni mieć min­i­malną słuszność, lub że on sam może choć trochę nie mieć racji.”

Tacy ludzie wykazują pewną pod­wójność osobowości. Zachowują bowiem nor­malne ludzkie dziedz­ictwo, oparte na praw­idłowym podłożu instynk­towym. Ich twór­c­zość, po odfil­trowa­niu pato­log­icznych zniek­sz­tałceń, w wielu przy­pad­kach może służyć dobru społeczeństwa. Dlat­ego trudno się dzi­wić, że często zna­j­dują odd­źwięk w świado­mości innych ludzi, osłabi­a­jąc ich zdol­ność do posługi­wa­nia się zdrowym rozsądkiem.

Opis ten chyba odpowiada osobowości Lenina. Czy zgadłem?

- Być może. Myślę jed­nak, że należy zachować pewną powś­ciągli­wość w oce­nie twór­ców ide­ologii. Chci­ałem tylko pokazać, że tego rodzaju twór­c­zość może być nośnikiem wpły­wów pato­log­icznych ataku­ją­cych świado­mość społeczeństwa. Na przykład doty­chczas nie jest wyjaśniona naukowo zagadka, jak mogło dojść do tego, że naród niemiecki wybrał sobie na przy­wódcę psy­chopatę, a następ­nie wykony­wał jego rozkazy także w cza­sie, gdy Hitler był już psy­chicznie chory w stanie kwal­i­fiku­ją­cym go do leczenia zamkniętego.

Omówię teraz pewną anom­alię psy­chiczną, która ma zasad­niczy wpływ na prze­bieg pro­cesów zło­gen­nych w skali społecznej. Wspom­ni­ane wcześniej charak­teropatie mają zwykle znacze­nie inic­jaty­wne, tworzą zaczyn chorobowy, wgryza­jący się w tkankę human­i­tarnych ide­ologii i dzi­ała­jący fas­cynu­jąco na otocze­nie. Potem przy­chodzą inni, bez których pro­cesy zło­genne nie mogłyby rozwinąć się na tak wielką skalę, jaką wyrażają się dziś ustroje total­i­tarne. Ci inni to osoby dotknięte psychopatią.

Więk­szość spec­jal­istów chyba już dziś nie wątpi, że tzw. psy­chopa­tia właś­ciwa jest przekazy­wana dziedz­icznie. Częs­totli­wość jej wys­tępowa­nia okazuje się w przy­bliże­niu równa częs­totli­wości dal­tonizmu i wynosi około trzech promili. Jed­nakże badanie samej anom­alii i jej wpływu na pro­cesy zło­genne wymaga odd­zie­le­nia różnych odmian psy­chopatii właś­ci­wej od zjawisk pato­log­icznych o podob­nej symp­to­matyce, których jest ponad dziesię­ciokrot­nie więcej. Bardzo praw­dopodobne przy tym wydaje się dziedz­icze­nie psy­chopatii właś­ci­wej (według wspom­ni­anego pol­skiego klin­i­cysty) przez chro­mo­som X, ale przez gen niezu­pełnie dominujący.

Wspom­niał Pan już kiedyś, że psy­chopata jest człowiekiem zdrowym…

- Tak. Jest zdrowy psy­chicznie i fizy­cznie. Jego anom­alia polega na wymaza­niu pewnych rezo­nan­sów uczu­ciowych właś­ci­wych nor­mal­nemu człowiekowi. Aby lep­iej scharak­tery­zować tę anom­alię — znów zacy­tuję frag­ment nieop­ub­likowanej pracy pol­skiego klinicysty:

Istotę zjawiska stanowi częś­ciowy defi­cyt nat­u­ral­nych, ludz­kich odpowiedzi instynktu, tego pier­wszego wychowawcy człowieka. Na podłożu tego defi­cytu w pro­ce­sie roz­wo­jowym wyt­warza się kore­spon­du­jący defi­cyt uczu­ciowości wyższej oraz ubo­gie i zniek­sz­tał­cone poję­cia świato­poglądu psy­cho­log­icznego i społeczno-​moralnego. To prowadzi do uczu­cia obcości w świecie, gdzie domin­ują ludzie nor­malni i który stawia im nader trudne wyma­gania. Bun­tują się prze­ciw takiemu społeczeństwu, gdzie się „wciąż gada o tych głupich”, niezrozu­mi­ałych teo­ri­ach moral­nych, aby nimi potępić ich swo­bodę i radość życia.

Poczu­cie odmi­en­ności rodzi się u nich bardzo wcześnie (…). Podob­nie wcześnie pojawia się charak­terysty­czna zdol­ność, pewien swoisty rezo­nans, który ułatwia im wza­jemne rozpoz­nawanie się. Nie tylko tworzą szy­bko własną siatkę więzi wewnątrz społeczeństw, ale także zdają sobie sprawę z tego, że ist­nieją wszędzie, we wszys­t­kich gru­pach społecznych i we wszys­t­kich kra­jach. Znają więc pewne fakty biopsy­chiczne, z których ist­nienia prze­ciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy, a których nauka nie wyjaśniła jeszcze dostate­cznie i nie spopularyzowała.

Typowych psy­chopatów spo­tykamy wszędzie, gdzie dzi­ała już zło, gdzie dzi­ała się spry­tem i bez-​względnością, i pog­a­rdza oby­cza­jem nor­mal­nego człowieka. Orga­ni­zowali czekę, byli i są komen­dan­tami, nad­zor­cami i eses­man­ami w obozach kon­cen­tra­cyjnych i zagłady, orga­nizują mafię i han­del narko­tykami, stanowią główny człon bezpieki. Bywają (…) także pozornie gład­kimi a odraża­ją­cymi dyplomatami.

Ciekawe jest, że inteligencja psy­chopaty niewiele ustępuje inteligencji człowieka nor­mal­nego. W teś­cie Wech­slera (na inteligencję) skala słowna jest zawsze wyższa od czyn­noś­ciowej. Są więc elok­wentni, brak tylko umysłów o najwyższej skali uzdol­nień. Ich świat jest zawsze podzielony na my i oni.

Społeczeństwo, w którym władzę sprawują ludzie nor­malni, potępia psy­chopatów, pod­porząd­kowuje ich swoim pra­wom i spy­cha na mar­gines życia, często przestępczy. Odczuwają to boleśnie jako rażąca niespraw­iedli­wość. Dlat­ego, jak bak­terie, akty­wnie włączają się we wszelkie ruchy społeczne a szczegól­nie takie, które noszą już w sobie pato­log­iczny zaczyn, wprowadzany przez osobowości charak­teropaty­czne lub dzi­ała­jące pod wpły­wem takich osobowości. Psy­chopaci zna­j­dują dla siebie wyjątkowe szanse w ruchach rewolucyjnych. Budują sieć pato­log­icznej tkanki i zaczy­nają nag­i­nać sens ruchu do swoich potrzeb. Pocią­gają za sobą ludzi, u których inne defi­cyty psy­chiczne osłabiły kry­ty­cyzm, a także słabych i przeciętnych.

Ide­olo­gia stanowi dla nich nieod­zowny pancerz. Im więcej niesie ona w sobie treści pozy­ty­wnych, tym dłużej służy jako zewnętrzna forma, pod­czas gdy wewnętrzną treść ruchu toczy już tajem­nicza choroba. Rzeczy­wistych wyz­naw­ców ide­ologii uznaje się wów­czas za odszczepień-​ców i trak­tuje jak naj­gorszych wrogów, bo też w isto­cie są nimi.

Między omówionym tu społecznym pro­ce­sem zło­gen­nym, a przy­właszc­zoną przez niego ide­ologią zachodzi podobny sto­sunek jak między chorobą psy­chiczną, a sys­te­mem towarzyszą­cych jej urojeń.

Jakie widzi Pan środki zarad­cze? Jaka powinna być stosowana ter­apia do usuwa­nia tej dzi­wnej choroby?

- Przede wszys­tkim należałoby mówić o pro­fi­lak­tyce. Już samo stworze­nie warunków do prowadzenia nieskrępowanych badań naukowych w tej dziedzinie wymaga poko­na­nia owej bezwład­ności wiedzy, o której mówiłem na początku naszej roz­mowy. Nie jest to sprawa łatwa. Oprócz oporu wielu spec­jal­istów, który jest zjawiskiem nat­u­ral­nym, wys­tępu­ją­cym w każdej dziedzinie wiedzy jako reakcja na fun­da­men­talne kon­cepcje roz­wo­jowe, należy również przekroczyć zdroworozsąd­kową postawę społeczną — na rzecz postawy obiek­ty­wnej, trud­nej do zaak­cep­towa­nia przez wielu ludzi.

Warto także wspom­nieć o zarzu­tach, jakie wysuwa się prze­ciw takim badan­iom. Mówi się mianowicie, że zmierzają one do ogranicza­nia wol­ności oso­bis­tej, stwarza­jąc możli­wość przyp­ina­nia ludziom etyki­etek. Takie niebez­pieczeństwo oczy­wiś­cie ist­nieje. Wystar­czy wspom­nieć, że psy­chi­a­trię w Związku Sowieckim zori­en­towano prawie wyłącznie na zwal­czanie opozy­cji poli­ty­cznej. Jed­nakże najskuteczniejszą ter­apią prze­ciw społecznym skutkom dzi­ała­nia pro­cesów zło­gen­nych w przyszłości będzie praw­dopodob­nie samo rozpowszech­ni­anie wiedzy w tym zakre­sie, głównie w trak­cie wychowa­nia i ksz­tałce­nia młodzieży. Uod­pornie­nie tą drogą ludzi na fas­cy­na­torskie wpływy zło­genne może dzi­ałać jak uzdraw­ia­jący anty­bio­tyk i dez­in­te­grować, rozbi­jać społeczne struk­tury zła.

Zrozu­mie­nie tego makroskopowego zjawiska zła, które rozprzestrzeniło się na wielkiej części globu, a właś­ci­wie nęka wszys­t­kich, gdyż infekuje resztę — nie jest możliwe wyłącznie w obszarze pojęć zdroworozsąd­kowych i przy pomocy języka nat­u­ral­nego. Leży poza zasięgiem stosowal­ności tego języka, podob­nie jak budowa atomu leży poza zasięgiem geometrii euk­lides­owej. To także tajem­nica potęgi i nieuleczal­ności ustroju komu­nisty­cznego, jak również słabości demokracji, gdyż demokracja opiera się wyłącznie na afir­ma­cji pojęć zawartych w języku naturalnym.

Opieka nad osobami, które zostały dotknięte zło­gen­nym ubytkami psy­chicznymi, wymaga odd­ziel­nych, rozległych badań. W każdym jed­nak razie powinna być nace­chowana troską i — nie waham się powiedzieć — miłoś­cią. Należy postępować w taki sposób, aby elim­i­nować negaty­wne skutki ich dzi­ała­nia, a równocześnie unikać represji pochodzą­cych z oburzenia moralnego.

Autorzy badań utrzy­mują, że moralne oburzanie się nie tylko nie prowadzi do przy­czynowego prze­ci­w­staw­ienia się złu, ale wręcz prze­ci­wnie: do mor­al­izu­jącej inter­pre­tacji prze­jawów pato­log­icznych, emocjon­al­nego zaan­gażowa­nia, które rodzi żądzę kara­nia i mściwe uczu­cia wiodące z kolei do nowego zła. Chci­ałbym jeszcze zauważyć, że niemożliwe jest przy­czynowe, a więc skuteczne elim­i­nowanie społecznych struk­tur zła bez wyraźnego odd­zie­le­nia ide­ologii od ukry­wa­jącej się pod jej osłoną choroby. Jeżeli chcemy zrozu­mieć zjawisko w jego pro­ce­sie his­to­rycznym, a następ­nie umiejęt­nie, przy­czynowo prze­ci­w­stawić mu się — najpierw trzeba wyróżnić te jego dwa człony.

Mówie­nie, że jakaś ide­olo­gia jest fałszywa lub prawdziwa, wynika więc z uproszczenia i jest z tego punktu widzenia niesłuszne. Atakowanie ide­ologii jedynie wzmac­nia pro­ces chorobowy. Zwal­czanie ide­ologii odnosi podobny skutek jak bezpośred­nia deziluzja obrazów imag­i­na­cyjnych u psy­chicznie chorego: nie łagodzi, a raczej zaostrza pro­ces chorobowy. Treść ide­ologii okazuje się w tym przy­padku sprawą dru­gorzędną, tak jak nieis­totny jest rodzaj iluzji psy­chicznie chorego, cho­ciaż ludzie, a cza­sem nawet lekarze, na pod­stawie treści iluzji utrzy­mują, że ktoś zachorował na tę samą chorobę na tle sek­su­al­nym, religi­jnym, albo poli­ty­cznym. Zafas­cynowanie treś­cią ide­ologii — co zwykle zachodzi w sferze zdroworozsąd­kowego myśle­nia — przesła­nia więc rzeczy­wiste przy­czyny pro­cesu chorobowego. Istot­nym krok­iem ter­apeu­ty­cznym jest pozbaw­ie­nie tej choroby jej opar­cia ide­o­log­icznego, co należy osiągnąć, odfil­trowu­jąc pozy­ty­wne treści ide­ologii i w miarę możli­wości uwzględ­ni­a­jąc je w pro­ce­sie roz­wo­jowym społeczeństw.

Chci­ałbym zakończyć akcen­tem optymisty­cznym, wyraża­ją­cym niezmi­en­ność natury ludzkiej, uksz­tał­towanej w opar­ciu o instynkt i zdol­ność myśle­nia, przekazane w drodze filo­genezy pokoleń. Powtórzę więc powiedze­nie owego psychologa-​klinicysty: Gdyby władza, złożona z samych osob­ników, którzy nie rozróż­ni­ają kolorów czer­wonych i zielonych, chci­ała zmusić całe społeczeństwo, aby przes­tało odróż­niać pomi­dory dojrzałe, czer­wone od zielonych — wów­czas wielu oby­wa­teli, pod okiem srogich nad­zor­ców byłoby skłon­nych zjeść zielonego pomi­dora. Po ode­jś­ciu zaś przed­staw­icieli takiej władzy — zakropiliby jed­nym głęb­szym, a potem zro­biliby sałatkę z dobrze dojrza­łych pomidorów.

Dziękuję za ciekawą rozmowę.


Artykuł ukazał się w numerze 8/​2004 (164)

Więcej

Sko­men­tuj na Grupie Czytel­ników (FB)

W sprzedaży

Wydanie elektroniczne



Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.