Paranormalni pogromcy tsunami

Niez­nany Świat 7/​2017

Wojown­icy tajem­niczego zakonu Sanin nie tylko potrafili przewidzieć czas i miejsce katak­l­izmu, jaki ma nastąpić.

Uda­jąc się w zagrożony rejon, z jed­nej strony, ostrze­gali ludzi o grożą­cym im niebez­pieczeńst­wie, z drugiej zaś, dzięki spec­jal­nym, dłu­go­let­nim treningom posiedli podobno umiejęt­ność „wchodzenia” na grz­biet megafali oraz poskromienia jej w taki sposób, by odpłynęła do oceanu. I wygląda na to, że nie jest to tylko legenda!

Grupa uczonych z USA, Rosji i Japonii przy pomocy kom­put­erowego mod­e­lowa­nia wyliczyła, że w 2030 roku Japonii zagrozi potężne tsunami, które spowoduje śmierć co najm­niej 130 mil­ionów osób.

Poniżej prezen­tu­jemy frag­ment pub­likacji zamieszc­zonej w 07/​2017
Dostępne również wydanie elek­tron­iczne — e.nieznanyswiat.pl

Jeżeli ludzkości przyjdzie zginąć wskutek nowego Potopu Powszech­nego, jego karzą­cym mieczem będzie tsunami – twierdzą Ajnowie na Sachalinie. Podobne pro­roctwa krążą wśród Kore­ańczyków i Japończyków.

Ostały się też przekazy u Aleutów i Indian alaskańs­kich, w których powiedziano: Kiedy pojawia się na ziemi ocean, rodzi się tsunami – krzyk śmierci.

Prz­er­aża­jące statystyki, czyli nie ma przed tym ochrony

Fale śmierci rodzą się wskutek erupcji pod­wod­nych wulka­nów oraz przemieszcza­nia się wiel­kich płaszczyzn morskiego lub ocean­icznego dna.

Po raz pier­wszy o tsunami wspom­i­nają pisemne świadectwa z 479 r. p.n.e. W okre­sie ostat­nich 2500 lat odno­towano ich ponad 3000, przy czym tsunami lubi pojaw­iać się na Oceanie Spoko­jnym, na który przy­pada 75% wszys­t­kich tego rodzaju nat­u­ral­nych katas­trof. 12% morder­czych fal zan­otowano na Morzu Śródziem­nym, 10% — na Atlantyku, a 3% na Oceanie Indyjskim. Pozostałe morza wolne są od tej plagi.

Najbardziej pod tym wzglę­dem ucier­pi­ała Japonia, gdzie nazywa się je kami­enną ścianą morza. Nierzadko fale atakują wybrzeża wysp na Kury­lach i Hawa­jach, a także w stre­fie Kam­cza­tki, Alaski i Chile.

Panuje przeko­nanie, że przed tsunami nie ma ratunku. Tylko cud może ura­tować człowieka na brzegu, gdy morze rodzi śmier­cionośne fale. Mogą one bowiem przemieszczać się z pręd­koś­cią 790 km/​h i sięgnąć wysokości 500 m! Takie mon­strum pokazało się na świecie tylko raz – 9 lipca 1958 roku na Alasce, a wywołała je law­ina w górach. Tsunami prz­ele­ci­ało wów­czas po zatoce Lituya z pręd­koś­cią 16 km/​h.

W ciągu dwóch mil­leniów tsunami zabiły ponad 15 mil­ionów ludzi, przy czym jest to liczba przy­bliżona, gdyż dokładne obserwacje w tym względzie, licze­nie strat i statystyki prowadzi się zaled­wie od kilku stuleci.

Jedna z najs­traszniejszych tragedii miała miejsce w 1883 roku w Indonezji, kiedy tsunami spowodowane przez erupcję wulkanu Krakatau (siłę wybuchu osza­cow­ano na 6°VEI, a jego ener­gia wynosiła 200 Mt TNT – przyp. tłum.) zabiło 36 tysięcy osób.

Nie mniejsze żniwo śmierci zebrała morder­cza fala w 1896 roku w Japonii: na jej brzegi runęło wów­czas, jedna za drugą, 7 fal o wysokości 36 m, zabi­ja­jąc 27 tysięcy ludzi. Ci, którym udało się ura­tować, opowiadali, że poza hukiem rozsza­lałego morza słyszeli stras­zliwe dźwięki, które par­al­iżowały wolę, wywoły­wały ból w tyle głowy, karku i krę­gosłupie. Zagadka tego dzi­wnego zjawiska pozostała nierozwiązana…

Więcej w lip­cowym (07/​2017), s. 47

W sprzedaży

Wydanie elektroniczne



Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.