Dzikie serca

Moja nieświado­mość porozu­miewa się z nieświado­moś­cią zwierząt, ponieważ wchodzę na poziom wykali­browany przez Hawkinsa na 500. To poziom miłości. Dlat­ego często słyszę zwierzęta w najbardziej niezwykłych okolicznoś­ci­ach. I dzikie, i domowe.


Ewa Banaszkiewicz

Byłam miłośniczką psów. Miałam z nimi misty­czną więź. Nie zauważałam kotów. W telewiz­yjnym pro­gramie Ani­mals latami o nich nawet nie wspom­i­nałam. Aż pewnego dnia moja sze­fowa Nina Ter­en­tiew wezwała mnie do siebie.

- Wiesz co, głu­pio mi co to narzu­cać, ale… może zro­biłabyś coś o kotach? — zagadnęła.

- Nie znam się na nich! Nie czuję ich — odparłam. — Ale co cię napadło. Prze­cież uwiel­bi­asz jamniki.

- Tak, ale dzwonił sen­a­tor Andrze­jew­ski, wiesz, ten, który zmieniał ostat­nio Kon­sty­tucję z pozy­cji Sol­i­darności, kumpel Krza­k­lewskiego i skarżył się na Ani­malsy, że… nic nie mówią o kotach.

- Nie będę robić pro­gramu pod dyk­tando poli­tyków — powiedzi­ałam dum­nie, a był to w telewizji okres burzy i naporów, kiedy wydawało nam się, że upraw­iamy wolny zawód.

- Jak chcesz — powiedzi­ała Nina. - Daję ci cały dzień, mogłabyś wchodzić z kotami w każdą dzi­urę pro­gramową, kiedy brakuje reklam: raz dwie min­uty, innym razem pięć, nawet dziesięć, a na koniec pod­sumowanie przez pół godziny… I do tego wszys­tko „na żywo”. Nie pode­jmiesz się?

- Nie - odpowiedzi­ałam twardo - nie będę dzi­ałać na zlece­nie jakiegoś Andrze­jew­skiego, poproś może Agatę Mły­narską.

Czy­taj spis treści numeru 10/​2017 Niez­nanego Świata

Ale w myślach już kiełkowało: cały dzień dla zwierząt! Boże, to wielki dar… a do tego na żywo, więc można wszys­tko powiedzieć.

- Wiesz, ile kosz­tuje reklama w telewizji? - nęciła Nina. - Mil­iony! Prześpij się z tym - zakończyła roz­mowę.

Były to roman­ty­czne czasy pol­skiej telewizji z punktu widzenia misji dla zwierząt. Nina zaś, odchodząc za pół roku, powie mi: - Wiesz co po mnie zostanie? Animalsi.

Dotąd, gdy o tym pomyślę, w moich oczach pojaw­iają się łzy tęs­knoty za telewiz­yjną Carycą, jak ją nazy­wano na kory­tarzach.. Tyle pro­gramów uru­chomiła: włas­nych, cud­zych, z Bezludną wyspą na czele, ale to Ani­malsi byli jej kle­jnotem z powodu wrażli­wości na krzy­wdę zwierząt.

Również Szef na górze (nie chodzi o prezesa TVP) miał widocznie na temat pro­gramu na żywo o kotach inne zdanie niż ja. Bowiem naszym życiem kieruje zawsze syn­chron­iczność, koin­cy­dencja. Tyle, że nie zawsze to zauważamy. Ja już zaczy­nałam dostrzegać.

Na pod­wórku mojej kamienicy zaczepiła mnie tamtego wiec­zoru stara kociara.

- Czy pani wie, że gospo­darze dostali polece­nie w Warsza­wie, by zamykać okienka piwnic przed kotami? Gdzie one się, biedaki, podzieją w taki mróz. Może zain­ter­we­ni­uje pani w swoim programie?

A wiec­zorem przeczy­tałam notatkę w gaze­cie, że w Warsza­wie wśród doras­ta­ją­cych chłopców zapanowała moda, by… polować na koty w piwnicy i zabi­jać je za pomocą kijów. Takie polowanko inic­ja­cyjne, by awan­sować we włas­nych oczach na męs­kich osob­ników. Groza!

Wiedzi­ałam już, studi­u­jąc wów­czas psy­chologię klin­iczną, że w ten sposób wielu młodych mężczyzn odreagowuje nadopiekuńc­zość swoich matek. Pamię­ta­j­cie o tym i matki, i kociary!

Tego był za wiele. Naty­ch­mi­ast zadz­woniłam do Niny…

- Biorę te „czasy” na żywo - ozna­jmiłam. - Daj tele­fon do senatora.

Skwapli­wie przedyk­towała mi numer, doda­jąc: - Nie zapraszaj go tylko ze wszys­tkimi kotami, bo już wiem, że ma ich pięć. O wszys­t­kich mi dokład­nie opowiedział. znam ich maść, charak­tery i ważne punkty w życiorysach…

To jedynie frag­ment niniejszego artykułu. Pełną wer­sję przeczy­tasz w 10/​2017 dostęp­nym także jako e-​wydanie.

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.