Karma narodów: traumy po wojnach

Waśnie plemi­enne w Afryce, kon­flikty religi­jne na Bliskim, spory o tery­to­ria na Dalekim Wschodzie, ludobójstwo na Bałkanach… Lista ta nie ma końca i nie zostanie zamknięta, dopóki trag­iczne zdarzenia, które wzbudz­iły wielkie zbiorowe emocje, nie zostaną rozlic­zone i opłakane, a rany zabliźnione. W prze­ci­wnym razie pamięć o nich będzie tlić się latami jak torf, by w sprzy­ja­ją­cych warunk­ach wybuch­nąć ogniem. Karma społeczności, nar­o­dów i państw to nic innego, jak równoważe­nie takich długów…


Mał­gorzata Stępień

Pro­fe­sor psy­chologii z Uni­w­er­sytetu w Nicei, Anne A. Schützen­berger (ur. 1919) — twór­czyni nowych nurtów: psy­cho­ge­nealogii i trans­gen­er­a­cyjnosci (o której bada­ni­ach pisałam w artykule Fenomen ukry­tych przekazów między­pokole­niowych - 5/​2017) dowodzi, że nieod­byta żałoba po dra­mat­ach, które prze­o­rały nie tylko his­torię konkret­nego kraju, ale i jego psy­chohis­torię, stanowi często przy­czynę lęków, kosz­marów, trud­ności w życiu i prob­lemów pog­a­rsza­ją­cych jakość egzys­tencji jego mieszkańców. Stąd ważne jest, by oso­bisty los konkret­nej osoby roz­pa­try­wać na tym tle i w razie potrzeby odbyć żałobę nie tylko oso­bistą oraz rodową — obe­j­mu­jącą kilka pokoleń — ale wręcz narodową.

Krwawe, 600-​letnie pora­chunki Rwandy

Prob­lem ten widać choćby na przykładzie krwawego kon­fliktu w afrykańskiej Rwandzie, zamieszkałej przez dwa plemiona: Tutsi i Hutu. Jego korze­nie się­gają XV wieku, kiedy zjed­noc­zone klany Tutsi utworzyły Królestwo Rwandy, rządząc regionem przez kole­jne stule­cia. Pod­bi­janym grupom etnicznym nadawano gorszy sta­tus Hutu: w połowie XIX wieku właś­ci­ciele ziemi musieli płacić daniny zarząd­com Tutsi. Pozy­cja tych ostat­nich wynikała wów­czas bardziej z poziomu społecznego niż z pochodzenia etnicznego, gdyż Tutsi można było stać się przez kupno odpowied­niej liczby krów — miernika afrykańskiego bogactwa.

W cza­sach kolo­nial­izmu od 1885 roku Niemcy, a po pier­wszej wojnie świa­towej mający tu swój pro­tek­torat Bel­go­wie fawory­zowali Tutsi, także ze względu na jaśniejszą skórę i bardziej europe­jskie rysy twarzy niż przed­staw­icieli Hutu, stanow­ią­cych aż 90 pro­cent mieszkańców kraju. I choć po upadku kolo­nial­izmu w 1962 roku władzę prze­jęli ci ostatni, pozostała pamięć dawnych upokorzeń.

Czy­taj spis treści numeru 10/​2017 Niez­nanego Świata

W roku 1973 r. Juve­nal Hab­ya­ri­mana (193794) dokonał zamachu stanu, a pięć lat później został prezy­den­tem. Rząd Hutu (MRND) uciskał Tut­sich, odci­na­jąc ich od prestiżowych stanowisk, miejsc na uni­w­er­syte­tach czy w dobrych liceach. Seg­re­gacja plemi­enna w szkołach połąc­zona z fałs­zowaniem his­torii sprzy­jała pogro­mom i gra­bi­e­niu ich majątków.

Represjonowali Tutsi uciekali zagranicę, gdzie tworzyli bojówki uczest­niczące w tamte­jszych woj­nach domowych. Wkrótce dokon­ały inwazji na Rwandę, inicju­jąc w lat­ach 199093 wyniszcza­jącą wojnę domową. Zakończyło ją porozu­mie­nie w Arushy i podział władzy w rządzie.

Osiem miesięcy później w Kigali zestrzelono samolot prezy­denta: w odwe­cie nastąpiła niespo­tykana fala ludobójstwa. W ciągu 100 dni — od kwiet­nia do lipca 1994 roku — bojówki Hutu dokon­ały krwawej masakry ponad mil­iona kobiet, mężczyzn i dzieci z plemienia Tutsi.

Tę hekatombę zakończyło obale­nie rządu Hutu i prze­ję­cie władzy przez Paula Kagame (ur. 1957) z Rwandyjskiego Frontu Patri­o­ty­cznego, zdomi­nowanego przez Tutsi. Teraz w kolei blisko dwa mil­iony Hutu w obawie przed zem­stą Tutsi, uciekło do Burundi, Tan­zanii, Ugandy i Zairu (obec­nie Demokraty­czna Repub­lika Konga). Tysiące zabiła w obozach dla uchodźców epi­demia cholery i czer­wonki. Niestety, nien­aw­iść etniczna rozlała się na obszar Konga, wywołu­jąc tam pier­wszą i drugą wojnę domową, wpłynęła też na losy wojny domowej w Burundi.

(…)

Karma okiem ezoteryków

Karma stanowi swoisty bilans zasług i przewin, zgro­mad­zonych w kole­jnych wcie­le­ni­ach duszy. Ist­nieje jed­nak nie tylko karma poje­dynczych osób, ale i zbiorowa: rodzin, rodów, lokalnych społeczności, zgro­madzeń zawodów, par­tii poli­ty­cznych czy orga­ni­za­cji, a także miast oraz całych państw. Dzieje się tak, gdyż grupy pow­iązanych ze sobą ludzi w zbliżonym cza­sie powracają na Ziemię i są tym sil­niejsze, im moc­niejsze związki łączyły ich w poprzed­nich żywotach. Tą więzią może być jed­nocze­nie się u boku charyz­maty­cznego dowódcy, bój pod wspól­nym sztan­darem, zbiorowe tragedie, a także urzeczy­wist­nie­nie wspól­nych idei w poli­tyce, kul­turze czy sztuce.

To, co nas teraz spo­tyka — oso­biś­cie, jako grupę ludzką, czy też jako naród — jest wynikiem przy­czyn, które dawnymi czy­nami wpraw­iliśmy w ruch (nieraz już przed wiekami), a których posiew tkwił w łonie cza­sów, czeka­jąc na warunki stosowne do zakiełkowa­nia… — tak wyjaś­nia ów mech­a­nizm H. K. Chal­loner (18941987) w książce The Wheel of Rebirth (Kołowrót wcieleń)…

To jedynie frag­ment niniejszego artykułu. Pełną wer­sję przeczy­tasz w 10/​2017 dostęp­nym także jako e-​wydanie.

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.